Wczoraj natomiast było zabawnie :) Zamiast pisać porad, jak nie robić pizzy, przedstawię wczorajszą historię.
Podejście 1
Melon szykuję ciasto. Po otwarciu drożdży okazują się zepsute, chociaż nie powinny. Robienie ciasta trzeba przesunąć póki nie kupi się nowych drożdży.
Podejście 2
Drożdże są dobre. Zaczyn na mleku jest, czas dodawać mąkę. Ale! Komuś się przepisy pomyliły i zaczął dodawać mąkę ziemniaczaną. Ciasto było gotowe, ale się nie nadawało.
Podejście 3
Melon, bogatszy o wcześniejsze doświadczenia, robi kolejne podejście. Podgrzewa mleko... które okazuję się popsute (kupowane tam, gdzie drożdże). Trudno, zrobi się na wodzie.
Podejście 4
Wszystkie składniki są niepopsute, ciasto zaczyna nabierać kształtów. Niestety, torebka od mąki się zmęczyła i pękła. Mąka jest w całej kuchni :)
Później poszło w miarę sprawnie a pizza wyszła całkiem w pytę. Później już tylko odmóżdżanie. Jedną z opcji był "Atak zabójczych ryjówek" (klatka z filmu poniżej).

Na sam koniec muszę dodać, że mieszkanie na ostatnim piętrze podczas takich upałów to nie fart. Na szczęście Melon posiada zaawansowaną technicznie wentylację. Otwiera piekarnik i włącza wiatrak (ten taki z piekarnika) :P
