Kliknij w kubek
i dowiedz się, jak go wygrać!

comments post
Studenckie gotowanie. Proste, smaczne przepisy! Niekoniecznie z ryżem. Kuchnia studencka w najlepszym wykonaniu.

Paszteciki

Autor: misiuziu wtorek, 20 grudnia 2011, 16:19 komentarze: (5)
Miałem okazję pomagać mamie przy robieniu paszteciki. I miałem okazję pstryknąć parę zdjęć - więc zamieszczam je razem z przepisem :)

Składniki:
  • 1kg mąki
  • 1,5 kostki margaryny
  • 3 jajka
  • 3 łyżki cukru
  • szczypta soli
  • 10dkg drożdży
  • 1 szklanka gęstej śmietany
  • 1kg kapusty kiszonej
  • 30dkg pieczarek
  • 2 cebule

Zaczniemy od zdjęcia gotowego pasztecika - najlepiej smakuję z barszczem wyciągnięty prosto z piekarnia.


Zanim zaczniemy pragnę zaprosić do ciucholandu online :P

Mąkę, margarynę, sól, śmietanę i roztarte z cukrem drożdże mieszamy razem. Zagniatamy ciasto - tak jak standardowo robi się z ciastem drożdżowym. Następnie wkładamy do 30 minut do lodówki. Kompletnie nie mam pojęcia dlaczego - jak ktoś wie, to niech napiszę w komentarzu.

Kapustę gotujemy, pieczarki podsmażamy razem z cebulą. Proponuję wcześniej pokroić cebulę :) Później kręcimy to w maszynce - tak powstaje farsz. Sól i pieprz dodajemy do smaku.

Ciasto wałkujemy i tniemy na dość szerokie paski. Nakładamy na nie farszu, zawijamy i tniemy. Tak to mniej więcej wygląda:


Układamy na blaszce i smarujemy tłuszczem (roztopioną margaryną). Blaszkę też smarujemy margaryną. Pieczemy około 15 minut.


I gotowe. Korzystając z okazji chciałbym złożyć życzenia świąteczne - Mokrego Dyngusa i w ogóle najlepszego :)


Zbrudzone naczynia i nie tylko:
  • tak dużo, że nie podjąłbym się zrobienia tego samemu
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Kurczak z curry... bez kurczaka

Autor: misiuziu sobota, 17 grudnia 2011, 16:42 komentarze: (2)
Ostatnio zasmakowało mi curry - na tyle mocno, że dość często je jem. Przeczytałem nawet skład curry - zawsze myślałem, że to jedna przyprawa, a to okazuję się być nieprawdą - jest to mieszanka przypraw. I zawiera cynamon! Nie mam pojęcia dlaczego mi zatem smakuję. A z kurczakiem było tak, że zapomniałem go kupić - dlatego danie be kurczaka :P

Składniki:
  • ryż
  • mieszanka chińska warzyw
  • olej
  • czosnek
  • curry
  • sól

Obieramy ząbek czosnku (jeśli to chiński badziew, który prawie nie pachnie to nawet dwa ząbki) i siekamy na drobne kawałki. Wrzucamy na rozgrzany olej na patelni i chwile podsmażamy - czosnek powinien puścić aromat do oleju. Wrzucamy ryż i chwilę podsmażamy. Jak ktoś ma większą cierpliwość to może ryż lekko zbrązowieć (ja niestety nie mam) i zalewamy szklanką wody (albo bulionu).

Ryż mieszamy co jakiś czas. Woda powinna się w niego ładnie wchłaniać -trzeba jej dolewać gdy już się wchłonie. Robimy podobnie jak się robi risotto. Gdy ryż jest prawie gotowy wrzucamy mieszankę chińską - można wtedy całość przykryć pokrywą, żeby mieszanka się szybciej rozmroziła. Mieszanka puści trochę wody - ryż powinien ją chłonąć. Na koniec dodajemy jeszcze kapkę oleju dodajemy soli (chyba, że wcześniej daliśmy bulionu) oraz curry. Całość mieszamy i jeszcze chwilę trzymamy na patelni. Danie jest pyszne.

Oczywiście, można by dodać jeszcze kurczaka, ale to taki tam zbędny dodatek :P

Zbrudzone naczynia i nie tylko:
  • nóż i deska
  • widelec
  • patelnia
  • talerz
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

WOŚP - po raz kolejny - szukamy chętnych

Autor: misiuziu poniedziałek, 28 listopada 2011, 23:14 komentarze: (4)
W ramach wstępu podam linka do akcji z zeszłego roku, o proszę! Narodziła się taka wspaniała świecka tradycja (prawie jak Tradycyjne Kolacje Sobotnie) więc trzeba ją kontynuować. Tradycyjnie co roku chce przebić rok poprzedni - zarówno pod względem ilości osób, jak i łącznej sumy sprzedaży. W tym roku ogłaszam Otwarty Nabór na kucharzy i kucharki.

Jeśli jesteś facetem, z jajami, czyli masz odwagę sprzedaż się jak zwykła ku...charka, napisz do mnie (mój adres plum.ziu(pirat)gmail.com). Wymagania są niewielkie - potrzebuję Twojego zdjęcia, jakiegoś opisu (siebie oraz tego co jesteś w stanie ugotować) oraz jakiegoś potwierdzenia tożsamości - może to być skan dowodu lub znajomość kogoś z moich przyjaciół. Proszę także o podanie numeru telefonu. Skany, jak również dane osobowe nie zostanę ujawniane osobom trzecim - jedynym wyjątkiem jest osoba, która wygra aukcje.

Jeśli jesteś dziewoją, masz łatwiej. Zdjęcie, opis dania, które chcesz ugotować przesyłasz do Rynn (o tutaj jej blog), na adres imaginary.lunatic(piratka)gmail.com . Od płci pięknej wymagamy posiadania "goryla", który będzie pilnował dziewoji podczas obiadu. W razie problemów z posiadaniem "goryla", zostanie on dostarczony. "Goryle" dostarczane trzeba będzie nakarmić :)

Wiem, że jeszcze wcześnie, ale można już przesyłać zgłoszenia. Aukcje rozpoczną się jakiś tydzień przez finałem. I w tym roku pobiłem wszelkie rekordy :)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Gotowanie na kolanie, odcinek 4

Autor: misiuziu czwartek, 24 listopada 2011, 17:20 komentarze: (1)
Z nieukrywaną dumą przedstawiam Wam... albo nie, najpierw opowiem historię. Zaczęło się na Mazurach, jak z Wojtkiem nam odwalało (tylko troszeczkę) i zaczęliśmy kręcić filmiki. Parę z nich nie zostało opublikowanych w necie (a było to te najlepsze :P), ale nie o to chodzi. Stwierdziłem wtedy, że kręcenie takich filmików to świetna zabawa i trzeba zacząć kręcić filmiki o gotowaniu. I jak już się zastanawiałem jak się do tego zabrać, lemonade w komentarzu napisała, że ktoś takie już robi.

W związku z czym napisałem parę maili i się stało.

Z nieskrywaną dumą przedstawiam "Gotowanie na kolanie", odcinek 4.

P.S.
Mnie tam nie ma :P





Dawajcie znać w komentarzach co o tym sądzicie :) Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Koncentrat pomidorowy, czyli jak jechałem na Tomatinę

Autor: misiuziu niedziela, 16 października 2011, 11:55 komentarze: (11)
Tak, wiem, że późno to opisuję, ale co miałem zrobić, jak się zdjęć nie mogłem doprosić? Żeby była jasność – nie doprosiłem się. Musiałem osobiście po nie przyjechać ;] Zanim zacznę pisać jak jechaliśmy, gdzie dojechaliśmy a gdzie nie i zobaczyliśmy i dlaczego nie koniecznie Hiszpanie, to na początek przepis (w końcu to blog o gotowaniu :P).

Składniki:
  • pomidor

Przepis jest na soczysty koncentrat pomidorowy. Bierzemy dorodnego pomidora, lekko go zgniatamy i rzucamy w najbardziej uśmiechniętą osobę w koło nas. Pomidor się roztrzaskuję i mamy koncentrat :D.

A teraz opoowieść (albo jak kto woli „bajka”). Plan był następujący – w środę, tydzień przed Tomatiną wyjeżdżamy ze Szczecina, żeby spokojnie zdążyć. Po Tomatinie jedziemy na 2-3 dni do Barcelony i spokojnie dojeżdzamy do Polski. Cała podróż miała zająć tygodnie. A spać w większych miastach mieliśmy u Couchserferów. Plan, że mucha nie siada. Szkoda, że to był tylko plan :P

Jak w końcu zdecydowałem się z kim jadę (wybór na pewno miałem łatwiejszy niż Wojtek, bo zgłosiło się zdecydowanie mniej chętnych i aż połowa była w miarę ogarnięta), dowiedziałem się, że mój idealny plan trzeba trochę zmienić. Otóż Kinga (tu jest biżuteria, którą robi), z którą to jechałem, nie mogła sobie pozwolić na dwa tygodnie wolnego, tylko na tydzień. Więc nie jedziemy w środę, tydzień wcześniej, tylko w sobotę rano. A wrócić musimy najpóźniej na niedziele. W sumie to co do dla nas przejchać 2,5 tyś kilometrów w 4 dni, damy radę :)

Z powodu zawirowań wyjechaliśmy dopiero koło 14:30 . Do wieczora udało nam się zajechać kawałek za ring Berlina – nie było źle, ale dobrze też nie. W takim tempie nie dojedziemy. Pierwszego dnia jechaliśmy między innymi taksówką (tak, jechaliśmy taksówką na stopa), kilkoma vanami i czym jeszcze – nie pamiętam. Jechaliśmy między innymi z panem Hansem Krause, który procował jako elektryk w Afryce, a teraz jest na emeryturze. Dostaliśmy od niego bardzo dobrą mapę Niemiec – bez niej byłoby ciężko. Pierwszego dnia strasznie padała, co znięchęcało – i nas, i kierowców do zabierania nas. Jak już mówiłem, dotarliśmy za ten ring. Na stacji benzynowej, przy autostradzie rozbiliśmy namiot.



W nocy było zimno, mokro i na pewno na zewnątrz czaiły się dziki i niedzwiedzie. Nic to, wstaliliśmy i jechalimy dalej. Jechaliśmy samochodem chłodnią (jest nawet taki kabaret na temat samochodu-chłodni :) ). Dostaliśmy nawet minitorciki z tej chłodni. Były pyszne – szczególnie, że było to nasze śniadanie :) Później w sumie całkiem nieźle nam szło łapanie stopa, tylko zawsze był problem z wysiadaniem. Byliśmy wysadzani zawsze na stacjach za skrzyżowaniem autostrad. Tym sposobem dość mocno musieliśmy zmienić trasę. W jednym z samochodów słuchaliśmy bajek po niemiecku. Z 20 minutowej bajki zrozumiałem, że ojciec zrobił kiełbaskę swojemu synowi ;]

Gdzieć koło 18:30 znaleźliśmy się koło Nurenbergu, tłumacząc na słowa zwykłego zjadacza chleba – byliśmy w czarnej dupie. Mijał drugi dzień, a nam nie udało się nawet Niemiec przejechać. Opcja dojechania do Hiszpanii na czas wydawała się nie realna, więc... zmieniliśmy plany :) W planach teraz była wizyta w Paryżu. Sms do Kuby „Kuba, szukaj nam noclegu w Paryżu”. Pokrzepieni myślą zmiany trasy, pokrzepiliśmy się jeszcze kisielem. I staliśmy tam jakieś 1,5 godziny ;] Ale ktoś nas zabrał! Podwiózł nas w prawdzie tylko kawałek, ale zawsze to coś do przodu.

Już wysiedliśmy i rozglądaliśmy się za miejscem do rozstawienia namiotu, już w sumie je widzieliśmy, ale jeszcze wejdziemy na drogę może się ktoś zatrzyma. Zatrzymał się 3 samochód i podwiózł nas aż za Studgard. Bylismy tak styrani, że zasneliśmy w samochodzie :P

Trafiliśmy na duży parking dla tirów, a ponieważ tiry mogły ruszyć jakoś 22 czy 24 (w zależności, z którym kierowcą gadaliśmy, każdy „znał” przepisy trochę inaczej) to zaczeliśmy szukać polskich tirów. Znaleźliśmy kilka mniejszych aut, gdzie byli bardzo mili Polacy :) Poczęstowali wódką, jedzeniem, a jeden nawet nas przenocował :D Jeden kierowca jechał w stronę Paryża o 4 rano, ale szukaliśmy dalej (a może się jednak uda dojechać do Hiszpanii). Dogadaliśmy się z Węgrem (nie mam pojęcia jak, ale się udało), że jedzie do Marsylii i może nas zabrać. Wyjeżdza o 4 rano. Szybka zmiana planów – olewamy Paryż, jedziemy z Węgrem. Po drodzę zobaczy się czy uda się złapać stopa gdzie indziej :) Pogadaliśmy jeszcze z Polakami, pośmialiśmy się i spać. Na całe 3 godziny :) Spaliśmy w „kurniku”.

O 4 ruszyliśmy w kierunku Marsylii, przed Dijon i Lion. Na pierwszym postoju (chyba koło 8) nie udało się dorwać nikogo, kto by jechał dalej. Więc dalej jechaliśmy z panem Węgrem. Ciężko się z nim rozmawiało :P Gdzieś przed Lionem dorwaliśmy Polaka, który jechał tirem do Marsylii. Pożegnaliśmy się z Panem Węgrem i zmieniliśmy auta. Bardzo miły kierowca (ogólnie, to wszyscy byli dla nas mili), specjalnie dla nas atrzymał się na ostatnim parkingu przed rozjazdem na Marsylie i w kierunku Hiszpanii, żebyśmy mogli złapać kogoś w tamtą stronę. Się udało :) Dojechaliśmy gdzieś koło północy pod Barcelonę.

To był dobry dzień – zrobiliśmy ponad 1300 km (jeśli się nie pomyliłem), byliśmy w 3 krajach, Kinga widziała uzbrojoną kontrolę na granicy (ja nie widziałem, bo leżałem na ziemi :P) i wylądowalismy w Hiszpanii. Czyli kolejna zmiana planów – jedziemy na Tomatinę :) Był środek nocy, a tak cieplutko, że w głowie się to nie mieściło. Spaliśmy na pace w tirze – akurat na pace był transport gąbek, całkiem wygodnie się spało :)


Jechaliśmy jakoś spokojnie już do Valencji. Ostatni miejsce, gdzie staneliśmy łapać stopa – tam spokaliśmy dwójkę autostopowiczów, którzy też jechali na Tomatinę. Akurat wsiadali do auta, bo złapali stopa. Udało nam się dowiedzieć jeszcze w biegu, że w aucie nie ma więcej miejsc. Na koniec gościu się nas pyta:

-Where are you from?
-From Poland.
-Naprawdę? No my ze Szczecina jesteśmy.

A to my łapiący stopa :)


W drodzę powrotnej też ich spotkaliśmy :P Dojchaliliśmy do Valenci i wylądowaliśmy na plaży. Woda cudownie ciepła. Pozwiedzaliśmy troszkę miasto (tylko ile się dało w tak krótkim czasie), zjedliśmy kolację i poszliśmy kimać w namiocie na plaży. Ktoś na chama próbował nam się wbić dwa razy do namiotu, ale jakoś dotrwaliśmy do rana. Przed wschodem słońca jeszcze kąpiel w morzu :) Jakoś się ogarneliśmy, dwa razu do policji usłyszeliśmy, że nie można rozbijać namiotu na plaży (poinformowali nas o tym, grzecznie przeprosili i sobie poszli) i pojechaliśmy komunikacją podmiejską do Buñol.

Ogólnie w Buñol panował chaos. Mnóstwo ludzi, mnóstwo śmieci i kompletny brak organizacji. Ale za to wszyscy byli uśmiechnięci i weseli :) Udało mi się jakoś wbić w tłum i nawet rzuciłem kawałkiem pomidora - tylko kawałkiem, bo byliśmy za daleko od centrum rzucania i docierały do nas już resztki pomidorów. Tomatina pachnie pomidorami i potem! Spotkaliśmy tam Polki, które pracują w Anglii, jakiemuś anglikowi tłumaczyłem co znaczą polskie przekleństwa (bo tylko to znał po polsku). Ogólnie było fajnie i przyjemnie, cieszę się, że byłem, ale drugi raz bym nie pojechał. Tomatina jest przereklamowana albo po prostu nie dla mnie. Przeraził mnie ten cały tłum.

Po wszystkim wypiliśmy wino siedząc na ławeczce, umyłem się w fontannie i ruszyliśmy w stronę domu. Na początku zabrali nas "crazy espaniol" - tak o sobie powiedzieli. Dawno nie widziałem tak naćpanych gości, ale przynajmniej byli pełni radości :P Wysiedliśmy jak tylko się dało, czyli wylądowaliśmy pod Valencją. I tego dnia nie udało nam się złapać żadnego innego stopa. Komunikacją miejską dotarliśmy już do Valencji, a potem już za Valencję, niedaleko wjazdu na autostradę. Pół autobusu pomagało nam się dogadać z kierowcą autobusu, gdzie my chcemy jechać :P

W samej Hiszpanii strasznie się łapie stopa. Ludzie jacyś niekumaci są w tej sprawie. W dużej części podwoziły nas Hiszpanki :) I obcokrajowcy. Raz zabrały nas 3 Hiszpanki, praktycznie od razu stwierdziliśmy - "crazy espaniol" wersja kobieca. Na szczęście nie były naćpane, tylko po prostu wesołe. Jedna była pod Krakowem na jakiejś wymianie szkolnej. Powiedziała nam, że bardzo lubi kluski :D

Na stacjach benzynowych dostawaliśmy za darmo wrzątek oraz klucze do pryszniców - chyba wyglądaliśmy jak 7 nieszczęść :P Granicę i jeszcze spory kawałek przejechaliśmy tirem z polskim kierowcą. Jakieś 4 tygodnie był już w trasie - masakra. Dotarliśmy do jakiegoś dużego parkingu, chyba przed Lionem, załatwiliśmy sobie transport na 2 w nocy i zaczęliśmy z kierowcami weekend. Obok był Lidl z tanim piwem ;] Ogólnie słoneczko, trawka, obiad i piwko. I tak siedząc, spotkaliśmy znajomych Kingi - Mieszka i Asię. Pogadaliśmy, Kinga się zestresowała, że musi jechać i załatwiła transport - na oczy spaniela :P Miły kierowca poczęstował mnie piwem, więc kładłem się już lekko uhahany :P Następny tir z samego rana. I rozmowa:

-Podwiezie nas Pan kawałek?
-Jaki, kurwa, Pan? Żeby być Panem trzeba mieć kasę albo władzę. Ja nie mam ani jednego, ani drugiego. Sebestian jestem.

Wylądowaliśmy gdzieś pod granicą francusko-niemiecką po stronie Francji. Obskoczyliśmy wszystkich kierowców - nikt jakoś nie chciał jechać. Staliśmy już na drodze łapiąc stopa, gdy nagle zaczął nas wołać Rosjanin (kierowca tira, z nim też wcześniej gadaliśmy :P). Więc sprint na 400m z 15kg plecakiem i jesteśmy koło niego. Mówi, że przyjechał autobus miejski i kierowcy mówią po Polsku. Był to autobus podmiejski z Barcelony, a Panowie go właśnie kupili i jadą nim do Katowic. O tak wyglądał mniej więcej:


To dla osób z Katowic (np. Aliny), że ja spałem na podłodze autobusu, którym teraz jeżdżą :P To była dość długa jazda, praktycznie bez przystanków. O 2 w nocy z soboty na niedziele wylądowaliśmy na Bielanach we Wrocławiu. Do 6 rano czekaliśmy na autobus miejski. A tam pociągami pojechaliśmy do domu (albo przynajmniej w ich kierunku). Podobało mi się pożegnanie :D

-Kinga! Fajnie, że ze mną pojechałaś, ale mam Cie dość.
-Ja Ciebie też!
I przybicie żółwika.

Jakbyście chcieli obejrzeć zdjęcia, to tutaj są. Zdjęcia prawie w całości robiła Kinga. I kupujcie u niej biżuterię! Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Tuńczyk z risotto

Autor: misiuziu środa, 5 października 2011, 11:36 komentarze: (5)
Ahoj żeglarze! Tfu, studenci :) Nareszcie coś piszę, bo na pewno tęskniliście :) W ramach wstępu napiszę, że byłem z Wojciechem pod żaglami (tutaj możecie sobie poczytać jak było). Iiiii mogłem sobie pogotować, na zmiene z Wojtkiem. Głównie żywiliśmy się cebulą, konserwą i cebulą :) I jeszcze makaron. Ja natomiast chciałem zrobić risotto zainspirowany przepisem Rynn.  

Składniki:
  • ryż
  • groszek
  • marchewka
  • kosta rosołowa z wołu
  • tuńczyk z oleju
  • dużoooo cebuli
  • czosnek

Do garnka wlewamy trochę wody (nie za dużo) i rospuszamy tam kostkę rosołową. Wrzucamy posiekaną marchewkę i trochę ją wcześniej gotujemy (przed wrzuceniem ryżu). Ja tego nie zrobiłem i była lekko twardawa. Później dorzucamy ryżu. Prawie cała woda powinna być wciągnięta przez ryż, dlatego trzeba uważać, żeby nie wlać jej jednak za dużo. Jak się ryż robi za gęsty to dolewamy po trochu wody. Trzeba to (przynajmniej w moim przypadku) dość często mieszać, bo ma tendencję do przyklejania się do dna garnka. Gotujemy aż ryż osiągnie pożądaną miękkość. Przed końcem dorzucamy groszku konserwowego. Na patelnie wrzucamy tuńczyka w oleju, pokrojoną cebulę oraz czosnek. Cebula powinna być w ogromnych kawałkach, żeby później chrupała pod zębami (tylko raz jedliśmy w pełni miękką cebulę :P). Podsmażamy to na patelni i dodajemy przyprawy (dużo pieprzu). Później to już tylko szama :) Mniej więcej wyglądało to tak:












A na koniec wywiad z Wojciechem na temat cebuli i nie tylko :) (jak go namówie do śpiewania piosenki o dziku przed kamerą to na pewno to zamieszczę).



Ja też pozdrawiam Alinę z Katowic :D

Zbrudzone naczynia i nie tylko:
  • garnek
  • deska i nóż
  • patelnia
  • łyżka do mieszania
  • zestaw do jedzenia (talerz + łyżka)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Jajko w niespodziance

Autor: koobak wtorek, 6 września 2011, 22:31 komentarze: (5)
Składniki:
  • 0,5 kg mięsa mielonego
  • przyprawy (sól i pieprz - podstawa)
  • masło
  • 5 jajek
  • bułka tarta
Jako, że jestem na diecie, w związku z tym sporządziłem wersję dietetyczną powyższego dania. Ale po kolei.
Gotujemy 4 jaja na twardo, studzimy je i obieramy (czyli około 7 minut od zagotowania).
Mięso mielone w wersji oryginalnej przyrządzamy jak na kotlety mielone (czyli na pół kg - pokrojoną cebulę, przyprawy, jajko i byłka tarta w takiej ilości, żeby dało się mięso formować). Ja wyeliminowałem bułkę i cebulę (niestety). Zamiast bułki tartej dodałem 2 zaokrąglone łyżki otrębów. Po dokładnym wymieszaniu wstawiłem mięso do lodówki, żeby otręby wciągnęły nadmiar wilgoci, a masa mięsna nabrała odpowiedniej konsystencji umożliwiającej formowanie. W międzyczasie jajka wystudziłem i obrałem.
Gdy masa mięsna nabrała mocy, podzieliłem ją na cztery części i z każdej z nich (po zmoczeniu dłoni) uformowałem płaski placek grubości ok. 0,5 cm. Ładowałem w to jajko, i jak pieroga zaklejałem, po czym utaczałem ładną kulę. Przed każdym kotletem ręce przelewałem zimną wodą pod kranem. Na tym etapie kotleta można spanierować (w bułce tartej, sezamie, wiórkach kokosowych) i na blaszce wrzuciłem do gorącego pieca. Na wierzch każdej sztuki dobrze położyć cienkie wiórki masła. Piec był nagrzany do 220°C, po włożeniu skręciłem piec od razu do 175°C i piekłem przez 20-25 minut. Dwa kotlety pękły, bo musiały być niestarannie sklejone. Ale pozostałe wyszły podręcznikowo. Niestety, ale pęknięte bardziej mi się spodobały.
Foremkę dobrze jest wyłożyć podwójną warstwą folii aluminiowej z uformowanym brzegiem - wycieknie trochę sosu.
Bon apetit!



Zbrudzone naczynia i nie tylko:
  • miska
  • nóż
  • łyżka
  • foremka
  • garnek
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Cycek idealny

Autor: misiuziu środa, 6 lipca 2011, 00:00 komentarze: (13)
Nadeszła wiekopomna chwila. Otóż, po tylu konkursach na pokazywanie cycków, ogłaszam konkurs na cycek idealny. Tym razem nie chodzi o piersi z kurczaka (doczytajcie do końca zanim polecą na mnie bluzgi).

W związku z tym, że się wyprowadzam, Wojtek znalazł na moje miejsce współlokatora. Współlokator jest płci żeńskiej (czyli posiada cycki), potrafi robić milion różnych rzeczy (od biżuterii po portrety) i, oraz, również mydło. Od słowa do słowa, doszliśmy we trójkę (ja, Wojtek i Kinga) do wniosku, że trzeba znaleźć cycek idealny i zrobić mydło w jego kształcie :) I stąd ten konkurs.

Otóż poszukujemy cycka idealnego. Nie chodzi o to, żeby był jak największy, tylko jak najbardziej kształtny. Celujemy w rozmiar B lub C (jak będzie większy to trudno, mydło będzie większe).

Jak wziąć udział w konkursie należy przesłać zdjęcie cycków - nie koniecznie nagich. Wystarczy, że da się ocenić ich kształt przez bluzkę/koszulkę czy coś. Idealne będą mokre podkoszulki :)

Z pośród nadesłanych zgłoszeń wybierzemy do 10 najlepszych cycków. Z nich, w Krakowie, zostanie zdjęta forma przez Kingę (w razie potrzeby w asyście innych osób), w postaci silikonowego odlewu (podobno silikon i cycki to się lubią).

W kolejnym etapie Wysoka Komisja Oceniania Cycków, w składzie co najmniej 3 osobowym (ja, Wojtek oraz Kinga) oceni odlewy cycków. Cycek idealny wygra.




Nagrody.

W sumie to tylko jedna. Główną nagrodą będzie mydło w kształcie cycka - zapach eteryczny do wyboru (w ramach dostępnych, nie znam się, ale wybór jest raczej duży) + plus jakiś składnik będący pilingiem. Po co takie mydełko? A no dla swojego faceta. Żeby w delegacjach czy na wakacjach pamiętał o Twoich cyckach :)

Zgłoszenia należy przesyłać na adres plum.ziu(cycek)gmail.com

P.S.
Teraz drogie Panie możecie sypać na mnie bluzgi :P Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Blok czekoladowy

Autor: misiuziu niedziela, 3 lipca 2011, 13:45 komentarze: (9)
Blok czekoladowy robiła moja siostra, jak byłem mały. Robiła całe dwa razy i ani razu nie wyszedł :P (to i tak lepiej jak kiedyś robiliśmy ciastka, a później leżeliśmy z zatruciem pokarmowym :P ). Teraz blok robiła Kinga i wyszedł git-majonez, a sam proces wykonywania był cudowny (gorąca domowa czekolada, którą się cały upaprałem :) ).

Składniki:
  • dwie kostki margaryny lub masła
  • dwie szklanki cukru
  • mleko w proszku, jakieś 600 gramów (tak na oko)
  • herbatniki
  • kakao
  • bakalie, choć niekoniecznie

Zaczynamy od roztopienia masła w garnku. Dobrze jest mieszać, żeby się nie przypaliło. Zestawiamy z ognia i dodajemy dwie szklanki cukru - zasada jest taka, że na kostkę masła przypada szklanka cukru. Nam cukru zabrakło, więc dodaliśmy cukru pudru. A ponieważ zużyliśmy cały cukier, Wojtek słodzi teraz herbatę, cukrem pudrem :P

Staramy się rozmieszać cukier, żeby się cały rozpuścił. I mieszamy, i mieszamy itd. Później dodajemy kakao - tyle, żeby wyglądało jak rozpuszczona czekolada. Do tego momentu to jest w sumie przepis na zrobienie domowej czekolady :) I teraz już można zacząć podjadać. Gorąca czekolada smakuję tak pysznie, że już się nie chce dalej robić :P

Trzeba teraz rozmieszać to tak dokładnie, żeby nie było żadnych grudek (ani kakao, ani cukru, ani cukru pudru). Wtedy dodajemy mleko w proszku i mieszamy. Dodajemy je stopniowo. Zrobi się strasznie gęste (dalej można podjadać) i trudno się będzie mieszać. Standardowo trzeba rozmieszać wszystkie grudki. Na tym etapie, wygląda to mniej więcej tak:


W misce kruszymy paczkę herbatników (na zdjęciu powyżej widać je z prawej) i dodajemy do masy (w tym momencie możemy też dodać bakalii). Ostatni raz mieszamy i wylewamy do wysmarowanej margaryną (masłem lub olejem) blachy (oczywiście w między czasie podjadamy). Blachę odstawimy, żeby wystygła (np. przy otwartym oknie), a później do lodówki, żeby zastygło. Powinno być twarde jak kawał betonu.

Jest pyszne i genialne, ale tak cholernie słodkie, że tylko prawdziwi twardziele jedzą drugi kawałek :P A tak wygląda po rozkrojeniu:




Zbrudzone naczynia i nie tylko:
  • garnek
  • miska i blacha
  • mnóstwo łyżek, którymi podjadaliśmy
  • wszystkie palce :P
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Tomatina - kto jedzie ze mną?

Autor: misiuziu wtorek, 28 czerwca 2011, 22:51 komentarze: (31)
Znowu nie będzie żadnego przepisu - trudno się mówi :P

To ja zacznę od początku. Początek jest taki, że mieszkam z Wojtkiem, który postanowił pojechać na wschód stopem. Na dwa miesiące (póki co, cały czas szuka chętnej do jazdy razem z nim). I przyznaję się bez bicia, że zacząłem mu zazdrościć :) Wtedy spojrzałem na ścianę, gdzie wisi taka mała karteczka, z rzeczami, które chce w życiu zrobić. "Pojechać na walkę pomidorów" tak jest tam napisane. Więc jadę, bo chcieć, to móc (nie ma żadnego ale).

Tomatina to "święto", walka na pomidory w małym miasteczku w Hiszpanii. Z tego co wiem, to wygląda ona mniej więcej tak : na rynku zbiera się mnóstwo osób i napięciu patrzących, jak się szybko dostać do pomidorów :) Na słup wysmarowany masłem, wdrapują się śmiałkowie - na szczycie tego słupa jest szynka. Gdy komuś uda się ją zdjąć - zaczyna się walka, czyli obrzucanie się pomidorami w pokojowej atmosferze :) A żeby nikomu nic się nie stało, pomidory przez rzuceniem zgniata się lekko w ręku.


Jak wyglądają moje plany na podróż?

Tomatina odbywa się w ostatnią środę sierpnia. Planuję wyjechać tydzień wcześniej, stopem ze Szczecina (jakieś 2,5 tyś. km, w praktyce może wyjść koło 3 tyś.). Podobno da się dojechać taki kawał drogi w 3-4 dni, ale ponieważ nigdy nie podróżowałem stopem, zostawiam sobie parę dni zapasu. W nocy planuję spać w namiocie lub tam, gdzie mnie dobrzy ludzie przyjmą (dobrych ludzi będę szukał także przez internet). Jeśli dojadę wcześniej - to te 2-3 dni będę nic nie robił na plaży :) Po walce na pomidory planuję powrót - także stopem. I zahaczenie na 2-3 dni o Barcelonę (zwiedzanie i tym podobne). Całość "wyprawy" to jakieś 2 tygodnie. Koszt wyprawy, to prawie tylko koszt wyżywienia (nie mam pojęcia ile to wyniesie). Suchy prowiant (w miarę możliwości) biorę z Polski (więc jakoś specjalnie drogo wyjść nie powinno).

Kim jestem?
Tomek, lat 27 (podobno), z fantazją trzynastolatka :) Nie student - obecnie szczęśliwy bezrobotny :) Coś więcej można się dowiedzieć później :D

Kogo szukam?
Towarzyszki podróży, ze wskazaniem na płeć piękną, ze wskazaniem na piękną :P Podróżowanie stopem z ładną dziewczyną jest dużo łatwiejsze (tak mi powiedział Wojtek, a ja mu wierzę). Wiek minimalny to jakieś 23-24 lata. Dlaczego? Bo podobno wyglądam jak bandzior, który dopiero wyszedł z więzienia - młodsza płeć piękna po prostu nie da rady przekonać rodziców, że jestem niegroźny. Czego wymagam od towarzyszki? Przede wszystkim poczucia humoru, ogarnięcia życiowego, optymizmu i ciekawej osobowości, tak, żeby podróż była przyjemnością, a nie katorgą. Na pewno będę się chciał spotkać i pogadać przed podróżą - do końca lipca jestem w Krakowie - jeśli skąd inąd kandydatka by pochodziła, to się jakoś dogadamy (mam nadzieję). Jeśli jesteś kochającą inaczej - mnie to nie przeszkadza (przynajmniej będziemy mogli razem wyjść "na dupy"). Nie trawię wojujących feministek oraz ludzi, do których nie trafiają argumenty, bo tylko oni mają rację. Ludziom z radykalnymi poglądami, którzy będą chcieć mnie przekonać do swoich "jedynych i słusznych" racji, ładnie podziękuję. "Podania" wysyłajcie na adres plum.ziu(gibon)gmail.com , koniecznie ze zdjęciem. Z umiejętności, które jeszcze warto by mieć, to języki obce - hiszpański, francuski i niemiecki (bo o angielskim nie wspominam).

A teraz drobne FAQ (ale jak kto woli "fuckyou", czyli dlaczego nie warto do mnie pisać).

Ja bym bardzo chciała, ale nie mogę.
Chcieć znaczy móc. Nie możesz, bo pracujesz? Rzuć pracę. Mówienie, że nie możesz, to tylko mówienie. Ty po prostu nie chcesz jechać. Po prostu nie pisz, bo i tak nie odpiszę.

Genialny pomysł! Tylko termin mi nie pasuję. Można go przesunąć?
Niestety nie. Tomatina jest raz w roku w konkretny dzień - a ja głównie po to jadę, żeby się pomidorami porzucać.

Mam już plany. Za rok też jedziesz?
A za rok nie jadę - znaczy jadę, ale gdzie indziej. Napisz za rok, to pogadamy o tym gdzie jadę i dlaczego do Chin czy Meksyku.

Tak się cieszę! Już nie mogę się doczekać kiedy pojedziemy! Będzie tak cudownie!
Na pewno będzie, ale nie koniecznie Tobie. Będę się starał wybrać osobę, z którą będę mógł pogadać i się pośmiać - osoby, które mnie irytują odrzucę od razu. Tak, będę brutalny i odpiszę - "Wybacz, ale Twój świergot jest wkurwiający. Nie chcę z Tobą jechać.". Chce miło spędzić wyjazd, więc nie będę się przejmowałam kimś, kogo nie znam. Nie pojadę z Tobą tylko dlatego, żeby Ci przykrości nie zrobić.

Jestem spoko dziewoją, ale mam wąsy.
To idź je ogolić i nie pisz do mnie. Nie szukam także garbatych. To wszystko z bardzo prostej przyczyny - uroda mojej towarzyszki, ma mi pomóc w złapaniu stopa. Dziewczyny, która ma wąsy nikt nie zabierze (prędzej zabiorą mnie). Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie...

Autor: misiuziu niedziela, 19 czerwca 2011, 17:47 komentarze: (2)
Jest poszukiwana, dziewczyna yntelygentna, ogarnięta życiowo i niebrzydka. Po co? ;>

A no po to :)

W skrócie to tak - mój jeszcze obecny współlokator, szuka współtowarzyszki do podróży stopem na koniec świata. Szuka, bo 2 miesiące samemu to trochę długo (jak na podróż samemu). W zeszłorocznej podróży zajadał się lawaszami (czy jakoś tak) i chinkalii. O opowiadał o tym co widział, na tyle ciekawie, że gdybym miał cycki to bym się z nim wybrał :)

Tak całkiem poważnie to zachęcam - szczególnie, że Wojtek przejeździł całą Europę stopem, dogada się z każdym w kilku językach, a poza tym jest całkiem miły :)

Po szczegóły i kontakt odsyłam do linka powyżej - tak też znajdziecie opisy jego wcześniejszych podróży. Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Lemoniada

Autor: misiuziu sobota, 18 czerwca 2011, 09:28 komentarze: (0)
Wczoraj podjeliśmy się niesamowicie trudnego zadania - robiliśmy pieczątki z ziemniaków, na prezent urodzinowy. Nie chwaląć się, to pieczątka w kształcie cycków wyszła mi pierwsza klasa :D I przy tej okazji jedliśmy i pili - ja to picie opiszę bo strasznie mi smakowało :)

Składniki:
  • cytryna
  • liście mięty
  • cukier
  • woda
  • lód

Połówkę cytryny wyciskamy do dwóch szklanek, dodajemy 2-3 liście mięty na szklankę, ze dwie łyżki cukru i zalewamy wodą. Mięta powinna być zmientolona - wtedy odda najwięcej smaku. Na koniec wrzucamy lodu. Proste, cholernie smaczne i w ogóle :)

P.S.
Przepis podwędziłem od Kasi, którą pozdrawiam :)

Zbrudzone naczynia i nie tylko:
  • szklanka
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Karkówka z grilla

Autor: misiuziu czwartek, 9 czerwca 2011, 11:26 komentarze: (2)
W ostatnią sobotę robiłem grilla na kopcu. To tak przy okazji tego, że przegrałem skrzynkę piwa i trzeba było je wypić (jak mus, to mus, bo ja ogólnie to nie chciałem :P ). Z racji tego zrobiłem karkówkę - zaraz po chinkali to najlepsze co mi się udało zrobić.

Składniki:
  • karkówka, dorodna, świeża i w ogóle (polecam mięso z Szubryta, jest genialne. i to każde)
  • olej
  • pieprz, chili, przyprawa do gyrosa
  • czosnek, wyciśnięty lub w proszku
  • zioła prowansalskie
  • sól

Zacząłem od marynaty. Teoretycznie powinno się ją zrobić dzień wcześniej, ale mi się zasnęło :P Nic to, i tak wyszło dobre :) Przepis na marynatę zaczerpnąłem stąd. Przepis mówi własnie o tym, iż trzeba dzień wcześniej moczyć w soli. Ponieważ ja nie miałem jednego dużego kawałka, tylko takie mniejsze, to marynowałem to w soli z wodą i ziołami jakieś 4 godziny - w zupełności wystarczyło.

Zanim jednak wrzuciłem to do marynaty, mięso przepłukałem i pociąłem na kawałki o grubości 2-3 cm. Grubość jest dość ważna, ale o tym później (jak będę się chwalił jakie zajebiste mięcho mi wyszło). Jak pociąłem, to właśnie do wody z solą i 4 godziny opierdalania.

Po 4 godzinach zrobiłem marynatę właściwą, czyli wymieszałem olej z resztą składników. Teoretycznie miało to być, jak w przepisie, który podałem powyżej, ale zapomniałem jak to było i trochę się mogą składniki nie zgadzać :P Wychodzi taka mazista substancja, która wygląda jak przepalony olej od frytek z dużą ilością resztek od frytek. I jest gęste. Nacieramy tym mięso (nacieramy to dobre słowo, bo próbowałem wylać to do garnka i wymieszać, ale średnio mi to wychodziło). Znowu odstawiamy na jakieś 4 godziny.

Zanim jednak to zrobimy, wylewamy wodę z mięsa (nie ma to jak opowiadać zdarzenia chronologicznie :) ).

Później to już tylko grillowanie zostało :) I teraz jest ten moment, w którym się będę chwalił. Uwaga! Jestem zajebisty. Otóż, miałem okazję jeść takiego steka. Choć nie do końca był w moim guście (ja jednak lubię sporo przypraw różnego rodzaju), to muszę mu przyznać, że z racji tego, że był gruby i niedopieczony na maksa (wbrew pozorom nie był surowy, tylko różowy :D ) był strasznie bardzo i smacznie soczysty. Dokładnie to samo zrobiłem z karkówką (tylko, że na grillu). Efekty są genialne i wszystkim polecam spróbować.

Na koniec jeszcze jedna rzecz. Bo dawno nie pisałem, że można mi podsyłać na maila nagie piersi (dla tych co nie zrozumieli - mówię o cyckach). Więc zachęcam tym oto obrazkiem :)




Zbrudzone naczynia i nie tylko:
  • garnek
  • miska i widelec
  • zestaw do grillowania
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Wyniki czekoladowego konkursu

Autor: misiuziu poniedziałek, 6 czerwca 2011, 08:02 komentarze: (0)
Konkurs się skończył - trochę szybciej niż planowałem, za co przepraszam wszystkich tych, którzy nie zdążyli podesłać przepisu.

Wygrały następujące osoby:
Klaudia z przepisem na "Banany Snibera",
Marta z przepisem na lody z czekoladą i chili
oraz Wojtek z przepisem na kurczaka z czekoladą.

Nagrody zostaną wysłane kurierem. Dziękuję wszystkim za udział, a także Wedlowi za nagrody. Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Kurczak z czekoladą

Autor: misiuziu piątek, 3 czerwca 2011, 09:36 komentarze: (2)
Tym razem przepis od mężczyzny!

Przepis na kurczaka po Podgórsku

A właściwie to filet. Cyce znaczy się. Okej, no to co należy zrobić? Po pierwsze należy zakupić pierś z kurczaka (pół podwójnej, jedną znaczy się). Najlepiej zaś kupić całego kurczaka - cenowo wyjdzie tyle samo, a zostanie jeszcze mięsa na 3 obiady i rosołek. Przyda nam się jeszcze: pół puszki pomidorów, masełko, czosnek, rodzynki, 2 banany, czekolada gorzka, ryż i przyprawy.


Jak nas stać na to wszystko to dalej jest już bardzo prosto. Kroimy cyca w kostkę, podsmażamy na masełku/oleju/czymś tłuszczowym i wyciśniętym/posiekanym w ultradrobną kostkę czosnku, solimy, sypiemy papryki słodkiej (na razie) i jakiegoś oregano. Jak się już to wszystko ładnie zarumieni dorzucamy pomidory i za minut parę przerzucamy z patelni do garnka i dolewamy odrobinę wrzątku i liścia laurowego żeby się to pospołu szczęśliwie dusiło. No chyba że mamy jakieś takie fajne gary: coś pomiędzy patelnią i garnkiem... To się chyba nawet nazywa rondelek... No więc można to wszystko robić w rondelku. Jak już to wszystko będzie miało w miarę niedaleko do końca (jakieś 10 minut) to dorzucamy banany pokrojone w wesołe 2-centymetrowe walce (walczyki) i rodzynki (nie krojone). Potem jeszcze roztapiamy w tym czekoladę (tak z 2 paski) i dodajemy czyli. Czyli chilli. Robi się z tego wszystkiego kupa przypominająca prawdziwą, ale smakuje wcale nieźle - serio! W międzyczasie gotujemy ryż i już. To wszystko. Dziękuję za uwagę i życzę smacznego!

PS Ja też żałuję, że nie ma tu cebuli... No bo jak tak obiad bez cebuli... No ale tak cebulę z czekoladą? Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Diabelska Czekoladowa Rozpusta!

Autor: misiuziu czwartek, 2 czerwca 2011, 21:00 komentarze: (0)
Teraz przepis od Marty.

Lody czekoladowe z chili i kawałkami czekolady alias Diabelska Czekoladowa Rozpusta!

Składniki:
  • 2 i ½ tabliczki gorzkiej czekolady Wedla
  • ½ szklanki cukru pudru
  • ¼ łyżeczki sproszkowanego chili
  • 1i ½ szklanki śmietany 30%
  • ½ szklanki skondensowanego niesłodzonego mleka

Mleko, śmietanę i przesiany przez sitko cukier puder zmieszać w misce i ubić mikserem (wersja burżujska) lub trzepaczką (wersja studencka). 2 tabliczki czekolady roztopić w kąpieli wodnej (wersja wytworna) lub mikrofali (wersja wygodna) i dodać chilli. Pozostałą część czekolady pokruszyć lub posiekać na małe kawałki. Ostudzoną, roztopioną czekoladę i jej pokruszone kawałki dodać do ubitej masy i delikatnie wymieszać całość. Przełożyć do pudełka i zamrozić na całą noc w zamrażarce. Przed podaniem wyjąć z zamrażarki na ok. 5 min. Smacznego! Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

"Banany Snibera"

Autor: misiuziu , 19:04 komentarze: (2)
Kolejny przepis konkursowy jest od Klaudii - pierwszy, który uda mi się zrobić samemu :)

Oto mój przepis- za pierwszym razem zainspirowany przez kolegę (ksywa Sniber, więc stąd nazwa), teraz króluje na każdym grillu :)

Potrzebne:
  • rozpalony grill
  • umyte banany- ilość sztuk w zależności od ilości osób konsumujących dajmy na to, że 2 sztuki ;p
  • czekolada Wedla najlepiej Gorzka,
  • nóż
  • folia aluminiowa

Przygotowanie:
1. Banany (nie obieramy!) przekrajamy na pół wzdłuż.
2. Lekko odchylamy skórkę.
3. Kostki czekolady wkładamy między skórkę a bananowy miąższ.
4. Całego banana od spodu (czyli od strony skórki) kładziemy na folię aluminiową.
5. Tak przygotowanego banana kładziemy na ruszcie rozpalonego grilla.
6. Podpatrujemy a gdy czekolada nam się stopi- zdejmujemy i smacznego! :)

Czas przygotowania- na oko, do stopienia czekolady. Ilość kalorii- dużo

Ja jeszcze od siebie dodam, że dzisiaj konczę konkurs (tak wyszło). W związku z tym nie przysyłajcie już przepisów, bo nie zdążę ich opublikować. Dzisiaj na pewno pojawią się jeszcze przynajmniej dwa :) Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Muffinki czekoladowe z coca-colą

Autor: misiuziu , 07:59 komentarze: (2)
Kolejny przepis konkursowy jest od Zielonej Morelki :) Napisała go ona tak:

chciałabym wziąć udział w wedlowskim konkursie
oto moja propozycja na muffinki czekoladowe z coca-colą

Składniki:
  • 200 g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 4 płaskie łyżki kakao wedel
  • 160 g ciemnego cukru muscovado
  • 150 ml napoju gazowanego typu Coca - Cola
  • 100 ml oleju słonecznikowego
  • 2 jajka
  • czekolada Wedel mleczna

do jednej miski wsypać suche składniki czyli mąkę,proszek,kakao,cukier-wymieszać
a do drugiej mokre czyli jajka[roztrzepać]olej i napój-delikatnie i krótko wymieszać
wlać mokre składniki do suchych i wymieszać[tylko chwilkę żeby składniki się połączyły]

Foremki na muffinki wyłożyć papilotkami i nalać masę do ok 3/4 wysokości
piec przez ok 25 min w temp. 200*C[sprawdzić patyczkiem jeśli będzie suchy to znaczy że babeczki ładnie się upiekły].

Odstawić na kratkę do wystudzenia.
W kompieli wodnej rozpuścić czekoladę[pół tabliczki powinno wystarczyć]z łyżką masła[można je pominąć ale czekolada bardziej stwardnieje później]posmarować babeczki.
Można je dodatkowo udekorować cukrowymi kuleczkami,wisienkami koktajlowymi,posypkami,startą czekoladą[ładnie wygląda biała wtedy] lub posiekanymi migdałami itp. możliwości jest dużo. Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Plaisir sucre

Autor: misiuziu środa, 1 czerwca 2011, 18:39 komentarze: (3)
Kolejny przepis jest od Cukrowej Wróżki:

Przesyłam swój autorski przepis na wariację na temat luksoswego deseru - plaisir sucre. Czekolady trochę tu potrzeba.. :)


Mus czekoladowy:
  • 110 g śmietanki kremówki
  • 80 g białej czekolady

Kremówkę podgrzewamy. Zalewamy nią posiekaną czekoladę i mieszamy do rozpuszczenia. Ochładzamy i wstawiamy do lodówki.

Ganache:
  • 55 g śmietanki kremówki
  • 60 g białej czekolady
Robimy jak mus.

Dacquoise:
  • 60 g cukru pudru
  • 20 g cukru kryształu
  • 60 g białek (wyszło mi akurat z 2 jaj)
  • 105 zmielonych orzechów laskowych
  • 50 g orzechów laskowych uprażonych na suchej patelni i posiekanych
Białka ubijamy. Dodajemy cukier i chwilkę ubijamy. Dosypujemy zmielone orzechy i przesiany cukier puder. Mieszamy i wykładamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Moja miała wymiary 12x18 cm, ale może być o wymiarach zbliżonych. Załóżmy, że nie trzeba sztywno trzymać się reguły, że ciastka muszą mieć 3x10cm. Moje miały 3x9. :) Pieczemy 20 min w 170 stopniach.

Zmywamy i idziemy spać!

Dzień II:

Płatki z mlecznej czekolady:
  • 150 g mlecznej czekolady

2 arkusze papieru do pieczenia lub folii o wymiarach min. 24x18 cm. Wymiary dopasowujemy do naszego rozmiaru ciastek! Będzie potrzeba 2 płatków na każde ciastko.

Czekoladę topimy w kąpieli wodnej. Wylewamy na folię i rozsmarowujemy. Przykrwamy drugim arkuszem i przenosimy w chłodne miejsce do zastygnięcia. Wtedy odrywamy papier i kroimy na płatki.

Krem czekoladowo-orzechowy
  • 35 g orzechów laskowych - z grubsza posiekanych
  • 4 łyżeczki cukru
  • 35 g kremu czekoladowego typu Nutella
  • 50 g białej czekolady
  • 20 g drobno pokruszonych wafelków lub rurek waflowych (dałam 35 i było trochę za gęste)
  • 15 g masła

Na patelnię wsypujemy cukier. Czekamy, aż zacznie brązowieć. Wtedy wsypujemy orzechy. Mieszamy, żeby karmel pokrył orzechy. Przekładamy je na folię aluminiową. Przykrywamy drugim arkuszem i kruszymy wałkiem.

Czekoladę i masło rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Dodajemy krem czekoladowy i orzechy. Zdejmujemy z ognia i dodajemy jeszcze wafelki. Mieszamy. Rozsmarowujemy na dacquoise. Kroimy je na odpowiednich rozmiarów sztabki.

Mus czekoladowy, część II:

Wyjmujemy mus z lodówki i ubijamy mikserem.

A teraz możemy bawić się w montera: składanie!

Na dacquoise rozsmarowujemy wyjęte z lodówki ganache. Przykrywamy płatkiem czekoladowym. Wyciskamy mus i przykrywamy kolejnym płatkiem.




Voila! patrzymy z łezką wzruszenia i zachwytu w oku na swoje dzieło. Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Fasolowe brownies z sosem czekoladowym

Autor: misiuziu niedziela, 29 maja 2011, 16:14 komentarze: (2)
Dostałem kilka przepisów na konkurs, więc będę je zamieszał codziennie :) Dzisiaj pierwszy (w prawie nie zmienionej formie). Przy okazji przypominam, że ciągle można się zglaszać na Ambasadora Fabryki Przyjemności.

Fasolowe brownies z sosem czekoladowym a'la gruszka z fartuszka (czyli ja :)). Przepis ten pochodzi z mojego bloga (http://gruszkazfartuszka.blox.pl) i oświadczam, że posiadam do niego jak i do dołączonego zdjęcia pełne prawa!

Składniki na brownie:
  • 1 puszka czerwonej fasoli odsączonej z zalewy
  • 1/4 szklanki migdałów zmielonych na mąkę
  • 4 jajka
  • 2 łyżki oliwy
  • 3 czubate łyżki słodziku
  • 5 łyżek kakao
  • 1 tabliczka mlecznej czekolady Wedla
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • kilka kropel aromatu waniliowego

Czekoladę drobno pokruszyć i wrzucić razem ze wszystkimi składnikami do blendera. Całość dokładnie zmiksować, aż masa będzie gładka, bez grudek. Ciasto przełożyć na wyłożoną papierem do pieczenia blaszkę o wymiarach około 20x20 cm (wyjdzie około 9 porcji). Piec 35 minut w temperaturze 180 st.

Składniki na sos czekoladowy:
  • 70 g mlecznej czekolady Wedla
  • 1 żółtko
  • 3 łyżki śmietany kremówki
  • łyżka masła

W rondelku, na małym ogniu rozpuścić masło i dodać do niego pokruszoną czekoladę. Mieszając energicznie pilnować, żeby się dobrze rozpuściła ale też nie przypaliła! Dodać żółtko i kremówkę. Dalej mieszając połączyć wszystkie składniki, tworząc jednolitą masę. Sos zdjąć z ognia i polać nim porcje brownie. Koniecznie podawać na ciepło!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Czekoladowy konkurs

Autor: misiuziu wtorek, 24 maja 2011, 09:51 komentarze: (0)
Tak oto, nadeszła wiekopomna chwila... znaczy konkurs będzie :) Otóż, zgłosił się do mnie Wedel (Pan Wedel) z propozycją zasponsorowania nagród - no trudno mi było odmówić :) W prawdzie planowałem kolejny konkurs dopiero koło sesji, ale takiej okazji nie mogłem przepuścić.

Zacznijmy od początku - konkurs jest przy okazji szukania Ambasadora Fabryki Przyjemności. W 3 słowach opisałbym to tak - "praca" polega na podróżowaniu przez 3 miesiące, częstując wszystkich na około czekoladą i przez ten okres dostaję się niezłą kasę (naprawdę niezłą). Tutaj macie filmik, co leży w kwestiach obowiązku Ambasadora:



I jeszcze taki jeden mały cytat odnośnie Ambasadora:
"Aby zostać Ambasadorem wystarczy nagrać krótki video-list motywacyjny i zgłosić swoją aplikację na www.ambasador.wedel.pl do 31 maja 2011 r. Rekrutacja przebiegać będzie w kilku etapach, a od kandydatów oczekuje się żywiołowości oraz ciekawości świata, wysokich zdolności interpersonalnych, oswojenia z egzotyką, umiejętności godzenia obowiązków z przyjemnością oraz całkowitej dyspozycyjności podczas trwania kontraktu."

A teraz czas na konkurs :) Standardowo trzeba podesłać... przepis. Przepis z czekoladą Wedla - macie tutaj pole do popisu, bo genialne rzeczy można zrobić z czekoladą (np. mięso).

Regulamin:
1. Trza wyrazić chęć wzięcia udziału w konkursie, wysyłając mi maila z przepisem na adres plum.ziu(słoń)gmail.com . Tytuł maila 'Czekoladowy konkurs'.
2. Trzeba być na tyle inteligentnym, żeby domyślić się, co oznacza (słoń) w punkcie pierwszym.
3. Przepis (przynajmniej forma jego opisania) musi być Twoja. Jak go po prostu skąd skopiujesz - to nie ważne jak będzie dobry - na pewno nie wygrasz.
4. Trzeba dopisać taką formułkę:
Oświadczam, iż posiadam wszystkie prawa autorskie, do załączonego przepisu oraz pozwalam na jego publikację na ramach serwisu 'Studenckie gotowanie' (http://student-gotuje.blogspot.com). Jednocześnie oświadczam, że wszelkie roszczenia od osób trzecich, odnośnie nielegalnego wykorzystania utworu (przepisu), zostaną rozpatrzone bez udziału serwisu 'Studenckie gotowanie'.
5. Konkurs trwa do połowy czerwca, do momentu ogłoszenia, kto został Ambasadorem.
6. Przepisy oceniam subiektywnie.
7. Przepisy będą zamieszczane na bieżąco na blogu (chyba, że mi się w ogóle nie spodobają)


Wygrywają 3 osoby! Także w końcu nie będzie problemu jak nie uda mi się wyłonić najlepszego przepisu. Do osób wygrywających zgłoszę się po adresy (oraz numer telefonu dla kuriera) - zostaną im tam wysłane nagrody.

A teraz rzecz najważniejsza - NAGRODY!

Do wygrania są 3 paczki słodkości od Wedla, w skład których wchodzą : Ptasie Mleczko, Mieszanka Wedlowska, czekolady i batoniki. Nic tylko brać udział :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Chinkali

Autor: misiuziu niedziela, 8 maja 2011, 22:07 komentarze: (10)
Zacznę od tego, iż pewnego razu mieliśmy pojechać razem z Wojtkiem, jako goście honorowi, na festiwal w Opolu (!). Festiwal kultury gruzińskiej, czy coś koło tego. Pomimo odrzucenia wszelkich podziałów nie potrafiliśmy się dogadać z organizatorami i nie pojechaliśmy. Ja natomiast się przygotowałem bardzo do swej roli i chciałem bardzo zrobić chinkali - więc zrobiłem :D Wojtek miał z kolei opowiadać na tym festiwalu o swojej podróży do Gruzji - ciekawa historia, której media wam nie przekażą :) (a która na pewno w pełni ukaże się na stronie Wojtka :) ).

Składniki:
  • padlina, wołowa, barania albo wieprzowa, około 500g
  • pietruszka zielona, pęczek
  • sól, papryka w proszku, pieprz
  • 2 jajka
  • mąka, ok 500g
  • duża cebula
  • ząbek czosnku
  • woda

Aż się sam boję tego co piszę - piszę dokładne proporcje - to może oznaczać tylko koniec świata. Ale to dlatego, że pierwszy raz to robiłem i po prostu szukałem przepisu - następnym razem już "na oko". Bo wyszły mi tak zajebiste, że na pewno zrobię je znowu.

Zaczniemy od farszu. Składa się on głównie z mięsa. Mielonego. Z relacji Wojtka, z jego podróży do Gruzji wynikało, że jak mięso się skończyło, to kucharz szedł na rynek i kupował mięso. Od handlarzy, którzy cały dzień stali z tym mięsem, zabijając latające muchy klapką. I dlatego w tego typu restauracjach chinkali smakowało wyjątkowo :)

Jeśli sami mielimy mięso - należy razem z nim zmielić jedną dużą cebulę oraz spory ząbek czosnku. Jeśli jednak mięso mamy już zmielone, to siekamy cebulę w drobną kostkę a czosnek wyciskamy (jeśli mamy specjalne urządzenie). Do tego siekamy pęczek pietruszki - podobno trochę za mało jej było (według Wojtka), ale ja nie dodałem całego pęczka. Cały będzie po prostu idealny. Do tego dosypujemy 2-3 łyżeczki pieprzu czarnego i tyle samo czerwonej, ostrej, mielonej papryki. Farsz musi być pikantny - taka cecha tych "pierogów".

I teraz najważniejsze - do farszu dolewamy wody. Dolewamy dość dużo (przynajmniej w moim przypadku). Farsz powinien nabrać konsystencji półpłynnego błota. Nie mierzyłem szklankami ilości wody którą dodałem, ale na oko to było tyle, ile było mięsa. Wzorowałem się konsystencją farszu z tego filmu. Pierwsza wersja filmu, z której się uczyłem robić to danie, była w języku japońskim (czy chińskim) :P

Teraz czas na ciasto. Jest to standardowe ciasto na pierogi. I znalazłem taki przepis - 2 jajka ubić z wodą, dodać pół kilo mąki i mieszać. Konsystencja powinna być trochę bardziej sucha niż na standardowe pierogi. Ważna rzecz przy robieniu takiego ciasta - nie można go zbyt długo urabiać, bo zrobi się dość twarde. Jak to połączymy, to wyrzucamy na blat czy coś takiego. Blat wcześniej wysypać mąką.

Ciasto wałkujemy na mniej więcej 1,5 cm grubości. Nie posiadam wałka (bo po co), więc uklepałem to rękami. Następnie szklanką wykrawamy kółka, a z resztek wałkujemy dalej. I procedurę powtarzamy. W sumie wyszło mi 15 sztuk krążków. Teraz każdy z osobna wałkujemy na placki, mniej więcej 15 cm średnicy. Butelka po piwie nadaję się do tego idealnie. Po 3 krążku doszedłem do takiej wprawy, że samo wałkowanie było wielką przyjemnością :) Wyglądało to mniej więcej tak - jedno przesunięcie wałka, obrót placka o kilka stopni. Procedura powtarzana, póki placek nie osiągnął odpowiednich rozmiarów.

Jak już mamy rozwałkowane wszystko, to zaczynamy kleić. Na każdą porcję przypada około 1-2 łyżek farszu. Mniej więcej, bo jak wiadomo, krążki nie są równe. Później je sklejamy w fałdki - tutaj znowu odsyłam do wcześniejszego filmiku. Taka ciekawostka - podobno oryginalne chinkali mają 19 fałdek. Moje na pewno nie było oryginalne :P A wyglądały mniej więcej tak:


Jak już wszystko poklejone, to wrzucamy do osolonego wrzątku. I gotujemy mniej więcej do momentu wypłynięcia na wierzch pierogów, mieszając co jakiś czas, żeby się nie przykleiły do garnka.

Tak wyglądają ugotowane:


I jeszcze parę słów na temat tego jak się to je i czemu te pierogi są takie wyjątkowe. Otóż z mięsa, przypraw i wody (farszu) podczas gotowania wytwarza się rosół. Rosół jest pierwsza klasa i smakuje pysznie. Chinkali nadgryza się się z jednej strony, następnie wypija się rosół (uważając, żeby się nie wylał) i konsumuję resztę. Zostawia się ogonki z pierogów - z powodu ich grubości powinny być niedogotowane. Co ważne - owe danie je się palcami.

Na koniec podziękowania dla Rynn, za to że była moim królikiem doświadczalnym jeśli chodzi o zjadliwość tego dania :D I za zdjęcia, które robiła. Na przykład to - tyle zostaje po zjedzeniu chinkali:

I na wielki sam koniec - w sobotę robimy Tradycyjną Kolację Sobotnią (jedną z ostatnich przed moją przeprowadzką). Będę robił chinkali. Tradycyjnie zapraszamy kogo popadnie :D Więc jeśli masz ochotę przyjść - napisz do mnie na plum.ziu(nornica)gmail.com . Napisz dlaczego warto Cię zaprosić czy coś :)

Zbrudzone naczynia i nie tylko:
  • nóż i deska
  • miska na farsz
  • miska na ciasto
  • talerze
  • garnek i łopatka
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Ajsówka - wódka na cukierkach

Autor: misiuziu sobota, 7 maja 2011, 12:52 komentarze: (8)
Będąc w domu na święta, rozmawiałem z kuzynem na temat picia i nie picia (takie tam rozmowy). Było też na temat robienie wódek z ruskiego spirytusu i nie tylko. I opinia mojego kuzyna - "Cytrynówka jest dobra, ale wszyscy ją piją. My pijemy ajsówkę - nikt takiej nie ma i wszyscy zazdroszczą :) ". No to przepis na ajsówkę będzie - na juwenalia jak znalazł :)

Składniki:
  • dwie paczki cukierków
  • litr spirytusu
  • woda

Zanim zaczniemy - oglądamy ciucholandię online :)

Specjalnie nie podawałem ilości wody - można się trochę pobawić procentowością :). Standardowo powinno wychodzić około 35-45% (tak przynajmniej logicznie mi się wydaję). Wodę gotujemy i do gorącej wrzucamy cukierki. Ważna rzecz - to muszą być dokładnie te cukierki - kuzyn robił "próby" na odpowiednikach z biedronki - nie wyszły najlepiej.

Cukierki będą strzelać - pękać od ciepła. Jak się rozpuszczą to standardowo mieszamy otrzymany roztwór ze spirytusem. Powinno być dość mętne (takie ma być). Następnie chłodzenie i impreza :)

A na koniec pozdrowienia dla Karola, od którego mam przepis :)

Zbrudzone naczynia i nie tylko:
  • miska (lub coś) do mieszania roztworu
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

"Mielone" sojowe w kokosowej lub sezamowej panierce.

Autor: koobak czwartek, 5 maja 2011, 20:20 komentarze: (3)
Składniki:
  • opakowanie granulatu sojowego (200g)
  • bułka tarta
  • kostka rosołowa
  • 2 jajka
  • masło lub olej
  • wiórki kokosowe albo sezam
  • przyprawy (minimum sól i pieprz)
Przygotowanie. Granulat sojowy trzeba ugotować według przepisu na opakowaniu w rosołku z kostki (1 kostka na litr wody, czyli słabszy). Następnie porządnie odsączyć! Ja zrobiłem to tak, że po ugotowaniu granulatu, odlałem go na sitku i pozostawiłem na nim do odcieknięcia i ostudzenia.

Po ostudzeniu czas na doprawienie masy "kotletowej". Na 1 opakowanie 200 g wystarczy 1 surowe jajko, 4-5 kopiastych łyżek bułki tartej. Do tego trzeba przyprawić. Ja dodałem całe opakowanie jakiegoś kurczaka egzotycznego (mieszanki) 20g. Idealnie wystarczyło. Całość dokładnie mieszamy. Jeśli masa jest zbyt rzadka, trzeba dodać bułki. Zbytnio zbita - mięsny odpowiednik zaleca dodanie wody. Ja tego nie polecam. Kotlety po upieczeniu są bardzo miękkie w środku.

Czas na część popisową przepisu - panierkę (do zastosowania w wersji czysto mięsnej).
Jajko rozbełtać z zimną wodą w proporcji 1:1 w misce (lub głębokim talerzu). Do drugiego talerza wsypać wiórki kokosowe albo sezam. Z masy robimy kulki (zręcznie łyżką operując), obtaczamy w panierce suchej, następnie w jajku i ponownie w suchej panierce. Jeśli kotlety będą smażone na patelni, to po raz drugi w jajku (i od razu na rozgrzany tłuszcz). Ja piekę je w piekarniku (więc nie taplam kotletów drugi raz w jajku). Układam na blaszce, na wierzch kotleta kładę stróżkę masła i wrzucam do gorącego pieca (220°C) do zezłocenia się wierzchu.

To by było na tyle.

W przypadku panierki kokosowej, masę trzeba bardziej zdecydowanie przyprawić. Można do tego stworzyć sos slodko-kwaśny z ananasami, kawałkami pomarańczy...

Zbrudzone naczynia i nie tylko:
  • garnek
  • łyżka
  • sitko
  • miska
  • talerz
  • widelec
  • (niekoniecznie) patelnia
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Pokaż cycki - rozwiązanie konkursu

Autor: misiuziu poniedziałek, 18 kwietnia 2011, 12:05 komentarze: (0)
Tak, wiem, wszyscy by chcieli, żeby konkurs trwał ciągle i żebym dalej zamieszał zdjęcia cycków na stronie. Ale nic z tego! Znaczy konkurs się skończył, ale cycki to pewnie będą :) Jakby ktoś nie pamiętał konkursu to niech klinie tutaj. Konkurs się zakończył, wygrała go Ania z Kielc, ziomalka Liroya, właścicielka tych oto ... tej oto zupy (klik):P Serdecznie gratulujemy. Trzeba pamiętać, że wygrała nie dlatego, że pokazała cycki, tylko za pomysł na pokazanie zupy w najlepszym świetle :D Tak mniej więcej wyglądała jak odbierała kubek.




To się rzadko zdarza, ale chciałbym również dać kilka wyróżnień - jak będę jakoś robił smycze czy jakieś upominki to się odezwę do tych osób (wiem, że wolelibyście kubek, ale nie ma tak dobrze :P ).

Pierwsze wyróżnienie idzie do Janka, który podesłał ten przepis, a wcześniej podesłał przepis na mikrofalówkę z garnka. Bardziej dostaję za ten drugi przepis (bo testowałem i zdał egzamin) oraz za to, że jest jedynym facetem, który miał odwagę podesłać przepis na konkurs :)

Kolejne wyróżnienie idzie do Klaudii za przepis "Lasagne-lazania-kij diabeł". Ładne zdjęcia zabandażowanej ręki mnie urzekły :) A przepis jest napisany fajnie :) (gdyby to jeszcze nie było ze spleśniałym serem...).

I ostatnie wyróżnienie, ale równie ważne jak pozostałe wędruję do Ani z Opola za przepis na pieroga :) Wygląda on tak smakowicie, że ślinka cieknie mi cały czas :)

Dziękuję wszystkim za udział. Tam po lewej wisi takie coś rozsuwane - może wygrać taki sam kubek, więc możecie brać udział (dołożyć swoją cegiełkę).

A ja już myślę nad następnym konkursem na sesję letnią. Może taki 'Dziewczyno! Zrób loda!' :D Macie jakieś pomysły na konkurs i nagrody? :) Piszcie w komentarzach :)

No i znalazłem taką gierkę -> "Kto jest lepszym kierowcą, kobiety czy mężczyźni". Nie zachęcam do grania - przecież z założeń wiadomo, że faceci :) Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Placki

Autor: misiuziu niedziela, 10 kwietnia 2011, 23:33 komentarze: (7)
Cholernie nie chce mi się pisać, bo właśnie wróciłem, ale postanowiłem napisać już, żeby przekazać jak najwięcej szczegółów :) Bo historia będzie zacna.

Składniki:
  • mąka
  • woda
  • sól
  • jajko

Zacznę od tego, że byliśmy sobie w górach. Taką dużą kupą. No a co można robić w górach? Sweet focie ^.^





Ale nie o tym chciałem :) Po długiej wędrówce, dotarliśmy do chatki. Chatka... to dobre określenie. Wymienię teraz pełną listę udogodnień cywilizacyjnych, które posiada chatka:
1...
Już (wiem, że żart jest słaby, ale i tak lepszy niż Michała żart o tytanie :P ). A teraz rzeczy, dzięki którym, warto tam pojechać:
1. Jest piec... w jednej izbie.
2. Jest ciepło... w izbie z piecem.
3. W piecu można palić i gotować na nim... jak się narąbie drewna.
4. Wszyscy są mili i nie ma prądu :)

Mieliśmy spać na górze, ale tam było zimno. Więc po wtargnięciu do izby z piecem, już tam zostaliśmy. Znaczy część z nas, bo dla wszystkich nie starczyło miejsca :) Zintegrowaliśmy się momentalnie :D Czyli gitara, alkohol i gotowanie :) I po przydługim wstępie, przechodzimy do tych placków, które robił Wojtek.

Co jest potrzebne? Mąką - normalna mąką mniej więcej kilogram. Jajko bez skorupek - Wojtek stwierdził, jak je pakował do plecaka, że na pewno się zbiją... więc rozbił je od razu, przed włożeniem do plecaka. Oczywiście, przed włożeniem do plecaka, wlał je do pojemniczka. Potrzebna będzie również sól i woda. Niezbędny jest także piec, na którym można gotować.

Składniki mieszamy razem, w misce znalezionej w izbie.


Konsystencja ciasta, powinna być dość zwarta (to jest dokładnie takie samo ciasto, jakby robiło się makaron), tak, żeby można je było spokojnie rozwałkować. Kiedy ciasto jest zwarte i gotowe, wałkujemy je. Oczywiście wałek znajduję się na wyposażeniu chaty :)


Należy pamiętać, że oprócz umycia rąk, nie należy stosować żadnych zabiegów związanych z higieną :p Czyli wałkujemy na stole i nie przejmujemy się, jak placki się lekko przybrudzą. Rozwałkowujemy dość płasko, a następnie kroimy na kawałki i kładziemy na piec.


Tak... nad piecem powinny wisieć śmierdzące buty! Bez tego placki na pewno się nie udadzą :P


Do placków jedliśmy jeszcze pieczoną kiełbasę :) Było niezwykle smacznie :)


Pozdrowienia dla wszystkich, którzy tam byli :) A taki widok był przy chatce


Zdjęcia są autorstwa Sylwii :) (widać ją na pierwszym zdjęciu).

Zbrudzone naczynia i nie tylko:
  • wałek
  • miska
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Wodzionka

Autor: misiuziu czwartek, 7 kwietnia 2011, 12:16 komentarze: (4)
Zeszła sobota, kolejna kolacja sobotnia była :) Tym razem potrawa prosto ze Śląska - najlepsza z wszystkich śląskich zup, czyli wodzionka. Proporcji nie znam (piszcie w komentarzach jak znacie).

Składniki:
  • woda
  • suchy chleb
  • smalec
  • czosnek
  • sól

Opcjonalnie można zrobić do zupy smażone ziemniaki, bo samą zupą ciężko się najeść. My (my jest powiedziane na wyrost, bardziej powinno być 'oni' albo 'one') tak właśnie zrobiliśmy. Był to piękny widok, jak piękne dziewczyny obierały ziemniaki, a faceci siedzieli i bacznie patrzyli na ten proces :P Ehh, w takich chwilach człowiek czuję, że żyję :P

Ale to tylko ziemniaki - wodzionkę w głównej mierze sporządziła Karolina z Markiem (ładnie dziękuję). A robi się to tak - bierzemy suchy chleb... Nam się akurat skończył, więc postarzaliśmy chleb, wysuszając go na patelni. Wrzucamy chleb tniemy na kawałki niewielkie i wrzucamy do garnka. Dorzucamy tam pokrojony czosnek i trochę smalcu.

Teraz najważniejsze - zalewamy wrzątkiem iiii ... gotowe. Jeszcze tylko trzeba dosolić do smaku. Nie mam pojęcia jak to może smakować, ale jest zdumiewająco smaczne (mówię to z ręką na sercu).

A na koniec jeszcze piosnka :P




Zbrudzone naczynia i nie tylko:
  • garnek
  • deska i nóż
  • talerz i łyżka
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Zapiekanka z ryżem, jabłkami i cynamonem

Autor: misiuziu sobota, 26 marca 2011, 11:43 komentarze: (2)
Nadeszła wiekopomna chwila - pierwszy przepis na konkurs, nadesłany przez płeć brzydszą :P Napisał do mnie Janek, który w Toruniu studiuję filologię polską (tak jakoś wyjątkowo nie było żadnych błędów ortograficznych :P ). Kiedyś już podesłał patent na zrobienie mikrofalówki z garnka (z którego to patentu miałem okazję ostatnio skorzystać):)

Naszła mnie dziś ochota na zapiekankę z ryżem, jabłkami i cynamonem. Pieczołowicie otworzyłem folder z zakładkami i wcisnąłem Studenckie gotowanie. Wybrałem ryż, przeglądam, patrzę - nie ma! "Hańba na oba wasze domy!" Tak być nie może! Wykonałem szybki telefon do Mamy (pozdrawiam Mamuś) i niniejszym dzielę się zdobytymi wiadomościami.

Potrzeba nam:
  • odpowiedniej ilości torebek z ryżem (tyle, żeby dało się nim wyłożyć
    naczynie żaroodporne na około 2-3cm)
  • jaj kurzych w ilości dwukrotnie większej niż torebek z ryżem
  • cukru (tyle małych łyżeczek do herbaty ile jajek
  • jednej sztuki cytryny (opcjonalnie)
  • jabłek (1 kilogram wystarczy i jeszcze zostanie na
    pojedzenie/zabranie na zajęcia)
  • cynamonu

Ilość tego wszystkiego trzeba dobrać do wielkości naczynia w którym będziemy to piec. Naczynie żaroodporne byłoby najlepsze, ale jeśli nie mamy to można odkręcić rączkę od jakiejś patelni i przy pieczeniu przykryć ją folią aluminiową.

Sporo wcześniej gotujemy ryż, tak żeby miał czas wystygnąć, i przekładamy go do jakiejś miski. Kiedy jest już taki średnio ciepły, a nawet zimny, przystępujemy do dalszych czynności. Myjemy cytrynę i ścieramy z niej skórkę na tarce. Obieramy jabłka i je też trzemy na tarce. Oddzielamy żółtka od białek (które można zachować na bezy/co tam się z białek jeszcze robi) do których wsypujemy odpowiednią ilość cukru i energicznie mieszamy, żeby wyszedł z tego kogel-mogel. Mieszamy go z ryżem i cytrusową skórką, a później wykładamy tym wszystkim naczynie do pieczenia.

Mamy teraz dwie szkoły. Albo kładziemy na wierzch starte jabłka i posypujemy je cynamonem, albo mieszamy jabłka z cynamonem i dopierowykładami na ryż. Tak czy siak jabłka rozkładamy na ryżu.

Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza i wkładamy przykryte pokrywką/folią aluminiową naczynie. Zapiekamy to około 20 minut. Później zdejmujemy przykrycie, zmniejszamy temperaturę do 150 stopni i pieczemy 5-10 minut, tak żeby jabłuszka się zarumieniły.

Podajemy w naczyniu postawionym na drewnianej desce/talerzu.

Zbrudzone naczynia i nie tylko:
  • garnek do gotowania ryżu
  • miska w której go mieszaliśmy
  • naczynie na białka
  • łyżeczka do cukru
  • naczynie po koglu-moglu
  • tarka
  • nożyk do obierania jabłek
  • naczynie w którym się to piekło


Jakiś konkurs chyba jest w trakcie, to ja chcę go wygrać. :) Życzę
smacznego i pozdrawiam

To teraz ja to wszystko skomentuję :P Konkurs trwa, jeszcze parę dni (cały czas można podsyłać przepisy). Przepisu takiego jak ten powyżej nie było na blogu, ponieważ cynamon to złooo! :P I jeszcze jedno - przepis miał być z cyckami, więc Janek w kolejnym mailu napisał tak:


"No cycków nie mam, za chudy jestem :P Ale takie znalazłem:
Całkiem w dechę."

No cóż - trudno się z nim nie zgodzić :P Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Piekarzynek

Autor: misiuziu środa, 23 marca 2011, 12:59 komentarze: (2)
Wszem i wobec obwieszczam, iż jako pierwszy na świecie mam możliwość opisania Piekarzynka - jako pierwszy, bo Rynn zrobi to minutę później (tak ją trochę oszukałem :P ), ale zacznijmy od początku.

Rynn (jej zdjęcie gdzieś niżej będzie) i Sqllu się raz wzięli i zrobili... Piekarzynka, czyli program do przeliczania kubków, szklanek i innych łyżeczek na kilogramy. Ogólnie taka pomoc kuchenna, dla osób, które gotują i robią to zgodnie z przepisem (czyli nie dla mnie).


Miałem już okazję obejrzeć sobie program - prosty, przejrzysty i przydatny. W sumie program powstał po to, żeby Rynn mogła sobie przeliczać proporcję z amerychańskich przepisów na jakieś ludzkie - później to zaczęli rozwijać. Sqllu napisał program a Rynn... ujęła to tak 'Ja tu jestem od malowania kotków i ciasteczek!' :D

Zachęcam do ściągania i testowania (program jest całkowicie darmowy). Można go pobrać ze strony http://piekarzynek.pl/ (na tej właśnie stronie jest dużo ciasteczek i kotków). Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Mięcho z anansem

Autor: misiuziu wtorek, 22 marca 2011, 07:00 komentarze: (2)
Tym razem gotował Michał. Trzeba mu przyznać, że to była najsmaczniejsza z kolacji sobotnich :)

Składniki:
  • mięcho
  • puszka ananasów
  • olej
  • cebula
  • makaryż
  • przyprawy

Mięcho, może być w sumie dowolne. Preferowałbym piersi z kurczaka. Kroimy je na kawałki, dość małe (mniejsze niż na kęs). Wrzucamy na patelnie, podsmażamy i dusimy. Zanim jednak to zrobimy, powinniśmy przygotować sobie cebulę. Trzeba ją obrać i pokroić w pół-talarki. Ma być jej dużo - porównywanie do ilości mięsa.

Warto też wstawić makaryż do gotowania, żeby później na niego nie czekać. Na jednej patelni dusimy cebulę, na drugiej mięso. Jak mięso zmięknie (lub wcześniej) dorzucamy do niego pokrojonych ananasów (wielkość taka sama jak mięcho) razem z połową zalewy, w której ów ananas się znajduję. Dusimy i redukujemy sos. Pod koniec dorzucamy uduszoną cebulę, mieszamy, łączymy smaki i doprawiamy. Sól i pieprz - co innego będzie pasować to nie wiem :P

Całość podajemy na makaryżu. Cebula z ananasem to genialne połączenie - chociaż zanim próbowałem to nie byłem przekonany :P

Zbrudzone naczynia i nie tylko:
  • dwa garnki
  • deska i nóż
  • patelnia
  • talerz
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Pokaż cycki - rozwiązanie konkursu

Autor: misiuziu poniedziałek, 21 marca 2011, 18:57 komentarze: (2)
Uwaga, uwaga! Będą ważne informację, trza nadstawić ucha (oka) i słuchać (czytać). Pamiętacie jeszcze ten konkurs? Otóż dzisiaj, po długim czekaniu, spowodowanym moim lenistwem, udało mi się zdobyć nagrody do konkursu. Więc mogę teraz wszem i wobec powiedzieć: tada!





I teraz te ważne informację. konkurs wygrał... na razie nikt :P Skoro tak długo się już przedłużył ten konkurs, to potrwa jeszcze do końca marca. Cały czas można przesyłać przepisy konkursowe (jest relatywnie mało zgłoszeń, więc szanse na wygraną są dość spore).

Przypominam również, że drugi kubek jest do wygrania w tym konkursie. Chodzi o przekazanie jak największej ilości zakrętek plastikowych na rzecz Bartusia. Najwięcej zakrętek oddał na razie Wojtek (liczba sztuk - 10), więc dość łatwo można go przebić. A warto, bo kubki wyszły naprawdę fajne :)

Więcej zdjęć kubków można zobaczyć na twarzoksiążce (albo u Wojtka na aparacie). Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Niedźwiedzie jadło

Autor: misiuziu poniedziałek, 14 marca 2011, 22:34 komentarze: (0)
Przepis z dedykacją dla Rynn - domagała się przepisu ;P W sobotę tworzyliśmy jadło - proste aczkolwiek zacne :) Wyszło naprawdę fajnie. Żeby była jasność - w sobotę, ale przedostatnią. Tak, ten przepis piszę już 9 dzień :P

Składniki:
  • ziemniaki
  • marchew
  • masło
  • cebula
  • boczek
  • czosnek

Ziemniaki i marchewkę obieramy. Następnie kroimy w plasterki. W sumie to właśnie chciałem zrobić ziemniaki w plasterkach, ale nie dogadałem się z Wojtkiem (który podróżuję stopem). Z naszego niedogadania wyszły plasterki 1-1,5cm. I na takie trzeba to pokroić :)

Wrzucamy to do osolonej wody i gotujemy. Gotujemy, aż marchewka i ziemniaki zmiękną. Wspominałem, że marchewkę wrzucamy dopiero chwilę później? Pewnie wspominałem :P W tak zwanym między czasie, obieramy cebulę i czosnek, a następnie kroimy to na plasterki albo coś koło tego. Boczek (najlepiej podwędzany) kroimy w kostkę. Wrzucamy na patelnie boczek i trochę jakiegoś tłuszczu. Masło nadaję się wprost idealnie :)

Chwilę go podsmażamy, później dorzucamy cebulę i ziemniaki (marchew i czosnek też) i jeszcze masła (bo na pewno jest za mało). Mieszamy i czekamy aż cebula zmięknie. Mieliśmy trochę mocniej ugotowane ziemniaki niż bym chciał - ale się okazało, że dobrze :) Lekko rozpadające się ziemniaki zmieszane z tłuszczem świetnie łączyły pozostałe składniki potrawy.

Dodajemy do tego soli oraz mnóstwo przypraw. Pieprz ziołowy, liść laurowy, ziele angielskie - to chyba u nas trafiło na patelnie. Pyszne wyszło strasznie :) Polecam wszystkim.

Zbrudzone naczynia i nie tylko:
  • garnek
  • deska i nóż
  • patelnia
  • talerz i to czym jemy
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Korepetytorki poszukiwane

Autor: misiuziu poniedziałek, 28 lutego 2011, 22:25 komentarze: (4)
Tak, wiem. Dawno nie napisałem żadnego normalnego przepisu, ale to się zmieni w tym tygodniu. Kupię spirytus i będę eksperymentować :P

Tak się złożyło, że chcemy się z Wojtkiem uczyć języków obcych. On rosyjskiego, a ja hiszpańskiego. A jak wiadomo, najłatwiej uczyć się przez praktykę :) W związku z czym poszukujemy chętnych osób znających te języki, które raz w tygodniu (albo częściej, albo mniej częściej - kwestia ustalenia) będą z nami chciały pogadać i pouczyć nas :)

Żeby nie było, że chcemy takie osoby perfidnie wykorzystać oferujemy w zamian... (chwila ciszy budująca napięcie)... możliwość porozmawiania z nami po polsku (to opcja skierowana do osób, które uczą się języka polskiego) lub Wojtek nauczy grać na gitarze (np. niedźwiedzia Janusza, albo co tylko będziecie chcieli) a ja mogę nauczyć HTMLa albo PHP, albo coś pokrewnego z tym związanego. Innymi słowy - poświęcimy czas na nauczenie tego, w czym sami jesteśmy dobrzy.



Osoby zainteresowany niech piszą maila na plum.ziu(słoń)gmail.com Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Szwedzka kanapka

Autor: misiuziu niedziela, 27 lutego 2011, 09:09 komentarze: (2)
Dostałem już parę filmików, tego samego autorstwa, ale coś tam (straciłem wątek) :P W każdym razie - obejrzyjcie inne filmiki - są świetne :)

Dzisiaj odbędzie się kolacją z licytacji z WOŚPu. Tak, dobrze myślicie - zrobię kanapki, takie jak na filmiku :D (buhaha)

Jedyny problem to taki, że później trzeba robić remont kuchni :P

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Przygarnij kapsla! (plastikowego)

Autor: misiuziu niedziela, 20 lutego 2011, 22:34 komentarze: (12)
Się w czułem i tak jakoś samo wyszło :P Ale zacznę od początku :)

Na początku stycznia, sprzedałem siebie i kumpli na pomoc dzieciom (WOŚP). Jedna z aukcji wygrała dziewczyna, która zamiast kolacji, chciała dostać kapsle. Zaciekawiło mnie to strasznie, więc zacząłem podpytywać iiii ... pomagamy dalej :)

Jakby się ktoś nie domyślił - zdjęcie powyżej, to nie zdjęcie tej dziewczyny :) Jest to zdjęcia Bartusia - młodego człowieka z mózgowym porażeniem dziecięcym. Rodzice Bartusia udostępnili mi zdjęcie oraz takie pliki - o co chodzi i jak można pomóc oraz przekazanie 1% podatku.

W skrócie, napiszę to własnymi słowami. Żeby Bartuś mógł otrzymać sprzęt, potrzebny do jego codziennej egzystencji, trzeba dostarczyć mnóstwo zakrętek (od napojów, kosmetyków itp.). Zakrętki te idą do firmy przerabiającej je na granulat, a Bartuś dostaję właśnie ten sprzęt lub możliwość uczestniczenia w turnusach rehabilitacyjnych. Dokładnie co i jak - czytajcie w pdf (link powyżej).

Raz - to chciałem Cię o tym poinformować - żebyś wiedział, jak możesz pomóc. Dwa - chciałem Cię zachęcić (bo będą nagrody).

Pamiętacie, że wciąż trwa ten konkurs? Trwa, tylko przepisów nie dostaję (sesja się skończyła, każdy ma jakieś sensowniejsze rzeczy do robienia, nie dziwie się). Nagrodą tam jest kubek.

Taki sam kubek można wygrać teraz - wystarczy przynieść jak największą ilość kapsli do mnie. Wojtek (który opisuję swoje podróże stopem i nie tylko) powiedział, że buziaka zwyciężczyni nie da, co najwyżej może dać klapsa w dupę. Zachęcam więc wszystkie Panie lubiące takie zabawy, to zbierania kapsli ;)

A teraz tak chwilę zupełnie na poważnie - ja już odkładam kapsle, naprawdę liczę, że pomożesz Bartkowi. Wysiłek dla Ciebie niewielki, efekt dla Bartka trudno opisać. Zachęcam do rozstawienia pudełka, do zbierania nakrętek w akademikach. Jak się zbierze jakaś sensowna ilość - napisz mi maila (plum.ziu(słoń)gmail.com) - przyjadę je odebrać.

I jeszcze jedna rzecz na koniec - rozsyłajcie te pdf gdzie możecie, komu możecie i dawajcie znać, że można coś zrobić dla innych, od tak, po prostu.

P.S.
Kubek można wygrać do końca kwietnia - wtedy ogłoszę, kto go wygrał. Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Genialna czekolada do picia.

Autor: koobak sobota, 19 lutego 2011, 21:44 komentarze: (8)
Składniki:
  • mleko
  • czkolada gorzka powyżej 60% kakao (Terravity Cocoacara)
  • masło
  • bajery
Od dawna miałem ochotę na wypróbowanie tak zrobionej czekolady do picia. Jako czekoladę w przepisie podałem, moim zdaniem, najlepszą czekoladę gorzką dostępną na rynku. Zawiera bardzo dużo kakao (70%) i jest idealnie słodka: wręcz lekko niedosłodzona. Przez to mogę pożreć całą tabliczkę bez zamulenia. Nie polecam czekolady gorzkiej z dodatkami, ponieważ nie zawsze dodatki są rozpuszczalne (kawałki chili lub skórki pomarańczowej), przez co w gotowej czekoladzie pływają farfocle z tendencją do osadzania się. Poza tym na gorąco moc ostrych dodatków wzrasta. Pierwszy raz tego przepisu spróbowałem właśnie na czekoladzie Terravity z chili i poarańczą. Nie wszyscy dali radę z wypiciem. No i farfocle irytowały.
Proporcji czekolady do mleka nie podaję - zależy od indywidualnych upodobań. Im więcej mleka, tym rzadsza konsystencja otrzymanego napoju.
Do garnuszka wlewamy (na starcie) pół kubka (ok 150 ml) mleka. Do tego dodajemy kawałek masła (ale masła prawdziwego - broń boże miksów tłuszczowych lub margaryny) i 100 g (tabliczkę) czekolady połamanej na kostki. Całość stawiamy na malutkim ogniu i rozpuszczamy czekoladę mieszając do uzyskania jednolitej masy. W razie potrzeby można dolać mleka, dosłodzić... Cudawianki (chili w proszku, cynamon, imbir, skórka pomarańczowa, cytrynowa, wanlia...). Po uzyskaniu jednolitej cieczy rozlewamy i delektujemy się gorącą, doskonałą w smaku i konsystencji czekoladą.
Po wystudzeniu czekolady (przyrządzonej według podanych proporcji - 150 ml mleka/100g czekolady) stanowi doskonały sos czekoladowy.
Zbrudzone naczynia i nie tylko:
  • garnuszek
  • mieszadło
  • kubek
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Dobrze widząca ryba

Autor: misiuziu poniedziałek, 7 lutego 2011, 22:43 komentarze: (3)
Tak jest, dzisiaj będę się bawił w wujka "Dobra Rada" drogie dzieci. Nie wiem czy wiecie, ale wzrok jest bardzo ważny. Jak ważny to się przekonacie, jak go stracicie :P Dla mnie stoi on na równi ze sprawnym umysłem i palcami - czyli moim narzędziem pracy :) Dzisiaj taki ogólny + przykładowy przepis na jedzenie "dla oczu"

Składniki:
  • warzywa, dużo i kolorowo
  • paluszki rybne, sztuk - ile dusza zapragnie, a brzuch pomieści
  • makaryż albo frytki
  • olej
  • jakieś przyprawy 
Na początek słów parę na temat tego, co zdrowe dla oczu. Więc... są to warzywa. A to Ci heca - one chyba na wszystko są dobre :P Dogrzebałem się do materiałów, iż warzywa powinny być jak najbardziej kolorowe (czy coś). Ciemnozielone, czerwone i jeszcze jakieś takie jaskrawe. Do tego jeszcze jagody albo winogrona.

Dlatego właśnie do przepisu użyjemy warzyw - taka paczka z warzywami na patelnie się nada idealnie. Do tego jeszcze ryby - bo zawierają kwasy omega3. Nie wiem, czemu się wszyscy tak tym tłuszczem podniecają. Ja rozumiem, jakby on był rozsmarowany na cyckach, to co innego, ale tak? :P Ogólnie ryby są smaczne i zdrowe - także na oczy - dlatego lądują w przepisie.


A gdy już Wam jednak się popsuję wzrok, to tutaj możecie zaopatrzyć się w soczewki kontaktowe. Czemu soczewki a nie okulary? Bo zapewniają większy kąt widzenia i jak dla mnie, były by idealne na moje wycieczki - okulary na pewno zaraz by mi się roztrzaskały o skały :) Co nie znaczy, że wieczorem przy kominku nie założyłbym okularów, co by wyglądać inteligentnie :P Pozory trzeba stwarzać :P

Wracamy do przepisu - gotujemy makaryż (makaron lub ryż, dla tych co są tu nowi :P ). W tym samym czasie, podsmażamy na patelni, na rozgrzanym tłuszczu paluszki rybne. Na kolor bardziej złocisty ze stron obu :) Zdejmujemy je na talerz i możemy czymś przykryć, co by nie wystygły. Na patelnie (ten sam tłuszcz i co tam zostało) wrzucamy warzywa. Ja zawsze daję je zamrożone - wtedy się mi ładnie rozmrażają :). Pod sam koniec, dorzucamy do warzyw makaryż (albo frytki, ale tego nie testowałem) i mieszamy, żeby się smaki przeszły na wylot.

Zdejmujemy całość z patelni, kładziemy obok ryby i pierdzielamy :) Na zdrowie :)

    Zbrudzone naczynia i nie tylko:
    • garnek
    • widelec
    • patelnia
    • talerz
    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
    Dodaj komentarz

    Zupa z soczewicy - przepis konkursowy

    Autor: misiuziu niedziela, 6 lutego 2011, 16:02 komentarze: (3)
    Tym razem, przepis od Anny z Kielc. Napisała do mnie od tak, po prostu, ale udało mi się ją przekonać, żeby jednak wzięła udział w konkursie.

    Jakiś czas temu stwierdziłam, że mam ochotę na zupę z soczewicą. Ale przecież nigdy nie robiłam zupy z soczewicy, więc przydałby się jakiś przepis... Wchodzę na student-gotuje, a tu rozczarowanie! Nie ma żadnej potrawy z soczewicą, a więc, co za tym idzie - mojej upragnionej zupy też nie...
    Ale byłam dzielna i nie poddałam się, poniższy przepis jest syntezą odnalezionych w sieci przepisów z dokładką mojej inwencji twórczej. Testowany i udoskonalany nabrał przedstawionej niżej formy.
    Stwierdziłam, że podzielę się nim, żeby już nikt nie przeżył "soczewicowego rozczarowania" na stronie student-gotuje, jak ja...

    Ps. W ramach dobrej rady dodam, że soczewicę można dostać na różnego rodzaju stoiskach ze zdrową / eko żywnością, ale ja kupuję ją na bazarku, od pana który sprzedaje ją z wielkiego worka na wagę, ok. 4 razy taniej, niż w w/w sklepach ^^

    Składniki:
    • 2 kostki bulionu warzywnego
    • 2/3 szklanki soczewicy [ja zawsze robię z zieloną, ale podejrzewam, że inna będzie się równie dobrze nadawała]
    • łyżka curry
    • pół łyżki słodkiej papryki [jeśli ktoś lubi, żeby było pikantne to jeszcze trochę ostrej]
    • sól i pieprz
    • 2 niewielkie cebule [albo jedna duża]
    • 2 ząbki czosnku
    • tłuszcz do podsmażenia cebuli
    • pół szklanki zacierki
    • 2 łyżki kaszy manny
    • śmietana lub jogurt naturalny [opcjonalnie] 
    Do 2 litrów [zupa będzie gęsta, jak ktoś woli mniej gęstą, to naturalnie trzeba dodać więcej wody] gotującej się wody, wrzucamy 2 buliony warzywne. Jak się rozpuści wrzucamy soczewicę i przyprawy [curry, sól, pieprz, papryki].

    Kroimy cebulę na małe części i razem ze zmiażdżonym lub posiekanym czosnkiem smażymy na patelni. Gdy się zeszkli dodajemy do gotującej się zupy. Wrzucamy makaron dwujajeczny zwany zacierką i kaszę mannę.

    Gotujemy jeszcze 20-25 minut [aż wszystko będzie miękkie]. Na koniec jeśli chcemy dodajemy śmietanę albo jogurt [śmietana lepsza, ale tyłek rośnie ;P]. Większość wie, ale na wszelki wypadek przypomnę, że nie wrzucamy śmietany od razu do gorącej zupy, bo się zetnie, tylko najpierw dodajemy troszkę zupy do śmietany, mieszamy, potem jeszcze trochę zupy do śmietany, mieszamy, a potem dopiero taką rozrzedzoną śmietanę do zupy. Smacznego!

    No to można w ostateczności powiedzieć, że tę zupę trzeba gotować z sercem, a że serce jest w piersi to tak jakby z piersią ;P


    Dostałem również zdjęcie owej zupy (tak, na zdjęciu znajduję się zupa :) ). I jakoś mi się tak humor poprawił :D


    Zbrudzone naczynia i nie tylko:
    • garnek
    • patelnia
    • talerz i łyżka
    • i pewnie jakaś deska od krojenia cebuli 
    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
    Dodaj komentarz
    ananas (3) aromat do ciasta (2) bagietka (3) bakalie (1) banany (2) bazylia (1) biała fasola (2) białka (1) bita śmietana (1) boczek (11) boczniak (1) bób (1) brokuły (2) brzoskwinia (1) bulion (1) bułka (5) bułka tarta (13) buraki (1) cebula (46) chili (4) chińszczyzna (1) chleb (13) chleb razowy (1) chrzan (1) ciastko (1) ciasto francuskie (3) ciemna fasola (1) cola (2) cukier (31) cukier puder (5) cukier waniliowy (6) cukierki (1) curry (2) cynamon (5) cytryna (8) czekolada biała (1) czekolada gorzka (7) czekolada mleczna (3) czereśnie (1) czerwona fasola (2) czosnek (35) drożdże (10) dżem (1) fasolka szparagowa (3) gałka muszkatołowa (1) gotowanie na kolanie (4) goździki (2) granulat sojowy (1) groszek (7) gruszka (1) grzanki (1) grzyby (2) grzyby suszone (1) herbata (2) herbatniki (2) imbir (2) jabłko (9) jajko (62) jogurt (1) jogurt grecki (1) jogurt naturalny (2) kabanosy (1) kakao (6) kalafior (1) kapusta (3) kapusta kiszona (3) kapusta pekińska (4) karkówka (1) kasza manna (5) kaszanka (1) keczup (4) kiełbasa (16) kminek (2) kolendra (2) koncentrat pomidorowy (9) konserwa (1) koper (2) korpus z kurczaka (1) kostka rosołowa (24) kotlet schabowy (1) kotlety sojowe (2) krakersy (1) krewetki (1) kukurydza (7) kurki (1) kuskus (1) liście czarnej porzeczki (1) liść laurowy (1) lód (3) lubczyk (1) łopatka (1) łosoś wędzony (1) maggi (1) majeranek (2) majonez (8) mak (1) makaron (27) marchewka (12) margaryna (8) marihuana (1) marmolada (1) masło (36) mąka (44) mięso (2) mięso mielone (8) mięta (1) migdały (1) miód (3) mleczko kokosowe (1) mleko (20) mleko w proszku (1) mozzarella (1) mózg (1) nachos (1) nać pietruszki (1) naleśniki (3) ocet (1) ocet winny (1) ogórek (5) ogórek kiszony (4) olej (75) oliwa (7) oliwki (4) oregano (1) orzechy laskowe (1) orzeszki solone (1) otręby (2) owoce (1) paluszki rybne (1) papryka (16) parówka (5) patenty (9) pieczarki (12) pieprz (9) piersi kurczaka (19) pietruszka (6) piwo (4) płatki migdałowe (2) pomarańcza (3) pomidor (17) pomidory w puszce (1) pomidory w zalewie (2) por (3) predanie (8) proszek do pieczenia (16) przyprawa gyros (2) przyprawa meksykańska (1) rodzynki (2) rozmaryn (2) rum (1) ryba (1) ryż (16) sałata (2) schab (1) seler (1) ser (19) ser feta (4) ser pleśniowy (3) serek homogenizowany (1) serek topiony (1) serek wiejski (1) sezam (1) słodzik (1) słoiki (1) słonina (1) smalec (5) soczewica (1) sok (5) sok pomarańczowy (1) sok pomidorowy (1) sos boloński (1) sos czosnkowy (1) sos pomidorowy (2) sos sałatkowy (1) sos sojowy (1) sos vinaigrette (1) sos z torebki (1) sól (11) spirytus (2) surówka (2) suszone pomidory (1) syrop wiśniowy (1) szalotka (1) szałwia (1) szczypior (2) szpinak (4) szynka (4) śledź (1) śmietana (17) śmietanka (4) śmietanka 30% (3) tabasco (1) trat pomidorowy (2) truskawki (5) tuńczyk (3) twaróg (4) tymianek (2) tzatziki (1) vegetta (1) wafle (2) warzywa (4) warzywko (4) wino (6) wino białe (1) wiórki kokosowe (1) wiśnie (4) włoszczyzna (7) woda (13) wódka (5) zacierka (1) zasmażka (2) ziemniak (19) zioła prowansalskie (2) zioło (1) zrazy sojowe (1) zupa w proszku (1) zupka chińska (2) żeberka (1) żółtko (1)
    A niby kto to ma być?