Kliknij w kubek
i dowiedz się, jak go wygrać!

comments post
Studenckie gotowanie. Proste, smaczne przepisy! Niekoniecznie z ryżem. Kuchnia studencka w najlepszym wykonaniu.

Uszka do barszczu wigilijnego

Autor: misiuziu piątek, 11 grudnia 2009, 11:43 komentarze: (1)
Skoro już był przepis na barszcz, to przydadzą się do tego uszka. Jedna z potraw, które na język przynoszą mi smak świąt. No to zaczynamy!

Składniki:

  • mąka, jakieś dwie szklanki

  • olej

  • 2-3 duże cebule

  • garść grzybów suszonych

  • sól i pieprz



Zaczniemy od ciasta. Robi się je prawie tak samo (jak nie tak samo), jak ciasto na pierogi. Można je zrobić jak w tym przepisie. Ja jednak opiszę to jeszcze raz w trochę inny sposób. Ciepłą wodę mieszamy razem z mąką i odrobiną soli. Dość długo wyrabiamy. Jak dużo wody? Ciasto ma być mega-plastic-elastakik, ale trzymać się w jednym kawałku. Im dłużej wyrabiam, tym jest ono bardziej sprężyste (jak sobie poszukacie w necie jak się robi chleb to będzie wiedzieć dlaczego).

Ciasto rozwałkowujemy na maksa cienko. I niestety, pokal tym razem może nie wystarczyć. Użyjcie wałka (bynajmniej nie na mężu czy chłopaku). Zanim jednak to zrobicie, proponuję wcześniej zrobić farsz :P

Farsz robi się dość prosto. Grzyby trzeba namoczyć, żeby stały się "odsuszone". Najlepsze oczywiście będą markowe grzyby (marki prawdziwki), jednak każdy inny się także nada. Grzyby trochę muszą poleżeć w tej wodzie zanim jej odpowiednio nasiąkną. Jak już to zrobią, lekko je odciskamy i wylewamy wodę. Teraz ostry nóż mamy w doni i kroimy nim do woli. Bardzo drobno. Teoretycznie można to zmielić, ja jednak zamiast mielić, wolę kroić (jakoś lepiej smakuję). Do tego obieramy cebulę i kroimy ją w drobną kosteczkę.

To wszystko wrzucamy na rozgrzany olej i podsmażamy. Ja bym dodał jeszcze ze 2 ząbki drobno (!) posiekanego czosnku. Prawdopodobnie dobry by wyszło także takie jak ten farsz. Znalazłem także przepisy, które mówią o dodaniu jajka do farszu. Nie próbowałem, nie wiem czy tak jest dobrze (w sensie, że z jajkiem) więc nie będę polecał. Mówię tylko o tym w ramach dodatkowej informacji.

Jak już mamy i farsz i ciasto, to robimy następujące rzeczy. Ciasto rozwałkujemy na cienko i literatką (albo większym kieliszkiem) wycinamy. Można też inne kształty. Prześlijcie zdjęcie jak się wam uda za pomocą kieliszka wyciąć serduszko :) Do środka nakładamy sporo farszu. Na tyle dużo, żeby można było pieroga skleić i zwinąć w uszko. Im mnie ciasta tym fajniejsze. Im mniejsze tym też bardziej fajne. Jaka jest tego wada? Czas... Zdążysz się zestarzeć zanim skleisz te wszystkie uszka.

Jak składać uszka? Kółko wycięte kieliszkiem składamy na pół (w środku jest farsz) i sklejamy brzegi razem. Następnie bierzemy dwa końce pieroga (najbardziej spiczaste i sklejamy razem. Ma wyjść coś na kształt pierścienia ("Jeden, żeby wszystkimi rządzić").

Do osolonej wrzącej wody wrzucamy delikatnie uszka. Mieszamy naprawdę delikatnie od czasu do czasu, aż nie wypłyną na powierzchnie. Nie może być za dużo w garnku, bo się skleją. Jak już wypłyną to je wyciągamy na talerz (do ostygnięcia) i wrzucamy następną porcję. Jak uszka wystygną, można je zamrozić do późniejszego odgrzania.

Podawać na wigilię razem z barszczem.

W związku z tym, że zbliża się koniec roku, część z was ma przed sobą wybór OFE. O ile hasło "nie daj się wylosować!" jest dość mocno komercyjne i prawdopodobnie tak samo jak ja na nie sikacie (ciepłym moczem), to jednak warto się nad tym zastanowić. Jeśli sami wybierzemy fundusz teraz, nie będzie później kłopotu z jego zmianą. Ja wybrałem ING. I nie zrobiłem tego od tak. Przejrzałem mnóstwo rankingów - jak go wybierałem był najlepszy, teraz jest ciągle w ścisłej czołówce. Zgłoszenie jest o tyle wygodne, że nie musisz nigdzie iść. Wypełniasz wniosek, przysyłają Ci umowę, podpisujesz ją i oddajesz kurierowi. Wszystko.

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • miska (w której mieszaliśmy farsz), stolnica

  • garnek

  • patelnia i deska

  • mnóstwo innych rzeczy

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Grzane wino

Autor: misiuziu wtorek, 8 grudnia 2009, 08:50 komentarze: (2)
Ze świętami w akademiku kojarzy mi się zapach cynamonu i kadzideł. Ani jednego, ani drugiego nie lubię. Są jednak wyjątki, przy których stosuję cynamon. Jest między innymi grzane wino.

Składniki:

  • wina, grzaniec galicyjski

  • cynamon

  • goździki

  • cytryna

  • pomarańcza



Najprościej jest kupić po prostu grzańca galicyjskiego i go podgrzać. Ma on już w sobie odpowiednie przyprawy. Można oczywiście go także doprawić po swojemu (co z resztą polecam). Można również zrobić grzane ze zwykłego wina. Co do tego, czy ma być to wino słodkie, wytrawne czy coś pomiędzy, to muszę powiedzieć tak - nie mam zielonego pojęcia. Jak dla mnie, zależy to bardziej od Twoich upodobań smakowych.

Do garnka wlewamy wino i zaczynamy podgrzewać. Podobnie jak przy robieniu grzanego piwa, nie można tego zagotować. Alkohol wtedy zaczyna uciekać momentalnie (a nie o to nam chodzi). Do wina dodajemy cynamonu i goździków, albo po prostu przyprawy do grzańca (takiej gotowej). Ile tego dodać zależy tylko od was. Więcej przypraw - smak będzie bardziej intensywny.

Cytrynę i pomarańczę można spożytkować na dwa sposoby. Pierwszy to wycisnąć cytrusy prosto do garnka. Podoba mi się ten sposób... jednak nigdy tak nie robiłem (przy następnej okazji tak właśnie zrobię). Drugi sposób, to wkrojenie plasterka cytryny czy pomarańczy bezpośrednio do kubka. O ile ładnie to może wyglądać, to jest to dość upierdliwe podczas spożywania.



Jeszcze jedna ważna uwaga. Podczas nalewania wina do kubków, użyjcie sitka. Wyciąganie co chwila goździków z zębów - bardziej denerwującej rzeczy chyba nie znam.

Zarówno to "danie" jak i temu podobne (grzane piwo,krasna muta, zupa) świetnie nadają się na zbliżające się święta. W zimowe wieczory nic nie grzeje lepiej od tych napojów.

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • garnek

  • kubki

  • sitko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Barszcz wigilijny na zakwasie

Autor: misiuziu piątek, 4 grudnia 2009, 11:26 komentarze: (1)
Jakiś czas temu pisałem, że czekam na maile z przepisami na święta (wigilia i takie tam). Dostałem maila od Grażyny, co oswaja kuchenkę mikrofalową. Może nie są to typowe dania studenckie, ale i tak mi się podobają.

Składniki:

  • buraki

  • czosnek

  • razowy chleb

  • włoszczyzna

  • mięcho

  • kostka rosołowa



Dobry barszczyk - ta taki na kwasie burakowym. Obrane i pokrojone buraczki wkładamy do słoika, dodajemy ząbek czosnku i kawałek razowego chleba. Zalewamy letnia , przegotowaną wodą i odstawiamy w ciepłe miejsce na 3-4 dni. Jest gotowy, gdy ma kwaśno-winny smak. Wyjmujemy chleb i trzymamy go w lodówce. (zakładam, że zakwas a nie chleb - misiuziu)

Gotując barszczyk, wkładamy do wody kilka buraczków z kwasu oraz obrane i pokrojone 2-3 świeże buraczki. Dodajemy 2 marchewki, pietruszkę, kawałek pora i selera oraz 3-4 suszone grzybki. Przyprawiamy liściem laurowym , zielem angielskim i ziarnistym pieprzem ( 4-5 kulek). Solimy i gotujemy do miękkości warzyw. Na koniec doprawiamy kwasem burakowym ( kilka łyżek), szczyptą cukru a można też dać trochę imbiru i szczyptę gałki muszkatołowej- pycha.

A ja dodam jeszcze parę rzeczy od siebie. Jak już gotujemy, to warto wrzucić kawał mięsa - barszcz będzie bardziej treściwy. Dodałbym także kostki rosołowe (to chyba moja ulubiona przyprawa). To tyle w kwestii merytorycznej.

W kwestii mniej merytorycznej (ale równie ważnej) - chce prezentu. Konkretnie to czegoś co chciałem sobie kupić, ale nie kupiłem, a teraz nie mam kasy. Chciałbym konkretnie lodowy kufel do piwa. I kochanie, jak dostanę ten kufel to nie znaczy, że będę cały czas pił piwo :P Z ciekawszyh prezentów to chciałbym jeszcze dostać czekoladową farbę do ciała. Nie koniecznie w tubce, zawsze chętnie zliże ją z kogoś ;>

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • garnek

  • słoik

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Krzesła, drzwi antywłamaniowe, soczewki kontaktowe, okna warszawa, wystrój wnętrz i jak to sie ma do ogniska

Autor: misiuziu czwartek, 3 grudnia 2009, 11:25 komentarze: (7)
Dzisiaj będzie trochę nietypowo i pokręcenie. A to wszystko w związku z tym, że ten artykuł jest artykułem sponsorowanym. Powiedzmy, że jest to eksperyment i jestem ciekawy jak wyjdzie. W ramach przepisu, będzie dzisiaj kiełbasa z ogniska

Składniki:

  • kiełbasa

  • ognisko



Ktoś może powiedzieć, że ogniska w zimnie się nie robi. Będzie to jednak kłamstwo straszliwe. Ja potrafiłem zrobić ognisko nawet na zamarzniętym jeziorze.

Na początek trzeba rozpalić ognisko. Normalnie zbiera się patyki, rąbie drzewo, a potem z tego rozpala się ognisko. Normalnie. Dlatego ja opiszę to inaczej. Nie twierdze, że nie trzeba użyć drewna, bo trzeba. Ale ja studentom proponuję krzesła. Lakier który na nich jest będzie się świetnie palił, a kiełbasce nada odpowiedniego aromatu. Krzesła trzeba by porąbać. Nie zakładam, że posiadacie siekierę, dlatego proponuję roztrzaskać je o drzwi antywłamaniowe.

Gdzie znaleźć takie drzwi antywłamaniowe? Występują one między innymi w różnego rodzaju sklepach, np. w sklepie spożywczym. I tutaj dochodzimy do momentu, w którym rodzi się pytanie - skąd wziąć kiełbaskę? A no z tego sklepu, gdzie tak ładnie zapukaliśmy do drzwi. Po tak ładnym pukaniu, na pewno dostaniecie tanią kiełbaskę (tylko później trzeba szybko uciekać). Ważne jest jednak bezpieczeństwo (safety fyrst, jak to mówią znajomi żeglarze). Czyli konieczne są okulary ochronne, żeby nie uszkodzić swoich soczewek kontaktowych. Soczewki kontaktowe, zawsze smaczne i zdrowe, ale trzeba na nie uważać!

Myślicie, że to już koniec? Ależ skąd! Jak się okazuję, krzesła to za mało! Okna Warszawa - to jakoś tak do siebie nie pasuję, dlatego ... okna Warszawa (albo okna ze stolicy) także lądują w naszym ognisku. W stolicy to podobno jest ciepło (od smogu). Wystrój wnętrz naszego pokoju, na pewnie ulegnie "drobnej zmianie", ale sztuka (kulinarna) wymaga poświęceń! Ciesz się, że to tylko wystrój wnętrz się zmienił i że nie straciłeś oka!

Co robimy następnie jak już mamy ognisko? Nacinamy kiełbaski z jednej i drugiej strony. Cięcia wykonujemy pod kontem 90 stopni do poprzedniego cięcia, w taki sposób, żeby wyszła nam kratownica. Następnie nabijamy kiełbaskę na kij, wzdłuż kiełbaski, bo wtedy jest mniejsze prawdopodobieństwo, że spadnie. Smażymy kiełbaskę, trzymając ją koło ogniska (nie w samym ogniu), powoli obracając. Kiełbaska smażona wolniej, jest smaczniejsza. Później ją jemy, parząc sobie język.

UWAGA!
Kiełbaska zwęglona, nadaję się do jedzenia. Węgiel świetnie działa na trawienie.

Można kiełbaski robić hurtem (taki studencki fast food), tak jak jest to przedstawione na zdjęciu poniżej:




Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • nóż

  • palce



P.S.
Przepis ma formę żartu, zabawy słowem. Nie polecam nikomu stosowanie się do niego (robicie to na własną odpowiedzialność).
Reklama Na Blogach
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Prezenciki na święta rozdaję

Autor: misiuziu wtorek, 24 listopada 2009, 22:27 komentarze: (0)
Zbliżają się święta. Tak naprawdę, to gówno prawda, bo został jeszcze miesiąc. Ja jednak chciałem się podzielić z wami pewnym prezentem. Dostałem kupon rabatowy na pakiet 3 książek z tych 15. Jeśli interesują Cię, któreś z tych książek to zapraszam do zakupu. Rabat wynosi 25% (czyli całkiem sporo). A gdzie jest ten kod rabatowy? Na końcu newslettera. Czyli, żeby dostać kod trzeba się na niego zapisać (można z boku po prawej stronie), a ósmego dnia dostanie się kupon rabatowy. Oczywiście, kupon dostaną także osoby, które już zapisały się na newsletter.

Co jeszcze? Cały czas, trwa konkurs, w którym można wygrać pióro Parkera. Konkurs jest darmowy i nie trzeba pisać własnej historii. Trochę jest tam namieszane, ale czytając regulamin, od razu widać, że konkurs to zwykłe losowanie. Slogan, "Napisz własną historię", odnosi się do historii, którą można wygrawerować na piórze.

A teraz, na samym końcu, rzecz najważniejsza. Skoro już jednak się te święta zbliżają, to chciałbym was prosić, o podsyłanie mi przepisów na stół świąteczny. Nie miałem okazji sam organizować wigilii, więc akurat mało wiem o tym przepisach (dlatego prośba o przepisy). Mój adres to plum.ziu@gmail.com . Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Ryż sypki z kurakiem

Autor: misiuziu piątek, 20 listopada 2009, 19:00 komentarze: (0)
Dawno, dawno temu napisała do mnie Ewa. Dzisiaj przytoczę jej przepis wraz z pozostałą treścią maila.

"Ostatnimi czasy znajomy podesłał mi link do Twojego bloga. Muszę przyznać, że świetna sprawa, świetnie napisany... I nie mogę się nadziwić, że student informatyki potrafi ugotować danie które nie jest odgrzanym daniem ze stołówki :) a niestety przyszło mi mieszkać z trzema studentami informatyki z PWr i przykre są ich poczynania w kuchni - poleciłam im Twój blog i już zaobserwowałam postępy...
Jednak nie w tym rzecz, jako że hobbistycznie również zajmuję się gotowaniem, polecę Ci ciekawą metodę zapiekania ryżu - coby był sypki i się nie kleił ;)"


Składniki:

  • ryż

  • kostka rosołowa

  • dorodne cyce, z kurczaka oczywiście

  • włoszczyzna

  • olej



Na patelni rozgrzać niewielką ilość oleju, na nią porcję ryżu. Smażyć, aż się zarumieni, ciągle mieszając gdyż ma tendencję do przypalania. (ja bym tam jeszcze wrzucił pokrojony czosnek - misiuziu).

Po zarumienieniu wrzucić do naczynia żaroodpornego jeśli się jest bogatym z domu i takie się posiada. Zalać wodą - proporcja szklanka ryżu - dwie szklanki wody. Z tym że w części wody rozrobić kostkę rosołową. Do tego wg własnych preferencji można a raczej należy dodać - pokrojoną w paski i podsmażoną pierś z kurczaka (bądź też inny produkt mięsopodobny) i koniecznie warzywka (rodzaj i proporcje dowolne - im więcej tym lepiej - ja daję mrożone). Oczywiście przyprawy - ja dodaję co mam pod ręką ;) Pieczenie pod przykryciem, temp. 180 stopni a co czasu to ciężka sprawa bo sama nie wiem ile piekę... mam przezroczyste naczynie i jak widzę, że woda już wyparowała to wyłączam.

I to na tyle jeśli chodzi o przepis. Chciałem jeszcze wam pokazać to:



To jest jedno z moich marzeń, do którego dążę mały kroczkami. I nie samo kupno jest złą wizją nie posiadania kasy, ale utrzymanie tego cacuszka, czyli OC i AC (i tym podobne). Znalazłem kalkulator do policzenia ile to będzie kosztować. Niestety, dotyczy to tylko 4 kółek. Jeśli marzysz o swoich 4 kółkach - policz sobie. Jeśli nie chcę Ci się liczyć, zostaw im kontakt - oddzwonią. Uważam, że lepiej sprawdzić (szczególnie jak nic się za to nie płaci), niż mieć fałszywe wyobrażenia na temat kosztów swoich marzeń.

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • naczynie żaroodporne

  • to na czym i czym jesz

  • patelnia

  • drewniana łopatka do mieszania ryżu

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

I ty możesz zostać doskonałym ciastkarzem-piekarzem / ciastkarką-piekarką!

Autor: koobak środa, 18 listopada 2009, 21:21 komentarze: (0)
Składniki:

  • zimne ciastko - gotowiec

  • czerstwa bułka

  • czerstwy bochenek niekrojonego chleba

  • mleko



Post poświęcony nowatorskiej technice odświeżania pieczywa lub gotowych ciastek z piekarni. Potrzebny do tego jest piekarnik.

Nagrzać piekarnik do 180°C. Do miski wlać trochę mleka. Wybrany produkt należy zamoczyć w mleku ze wszystkich stron (nie ma mlekiem nasiąknąć, a zwilżyć się nim). Ułożyć na blaszce i zapiec w piekarniku z 5-10 minut, do zagrzania całości. Chlebek tak przygotowany smakuje jak świeży.

Nie próbowałem owej metody na doskonałej jakości fabrycznym pieczywie oferowanym przez supermarkety (raczej mocno w to wątpię). Sposób zdecydowanie nienadaje się do pieczywa zasuszonego.

W przypadku ciastek - nie nadają sie do tego ciastka z kremami, glaretkami i tego typu ustrojstwami - to chyba oczywiste.

Można zaimponować mówiąc, że ciastka są własnej roboty, zajebiście świeże, ledwo co wyjęte z pieca (żeby chociaż w części być prawdomównym).

Metoda wypróbowana na pieczywie, cieście kruchym, półkruchym, krucho-drożdżowym, drożdżowym.

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • miska

  • blaszka

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Barszcz biały a'la żurek

Autor: misiuziu poniedziałek, 16 listopada 2009, 23:42 komentarze: (2)
Odgrzebuję stare maile i znalazłem parę przepisów. Ten akurat jest od Bartka.

"Dzięki men za prowadzenie bloga o pichceniu, niejeden raz znalazłem na nim inspirację dla własnej chęci eksperymentowania, a gotowanie to moje hobby ;) Kij z konkursem, mam nadzieję że przepis na zupkę zadowoli brać studencką i zapełni kichy jak wojskowa konserwa ;P Oto cytat z mojego skromniutkiego bloga zawierający przepis na cud-miód danie ;)
W razie czego podaję link.

Nie mam bladego pojęcia czym różni się biały barszcz od żurku. Może tym, że żurek robiony jest na zakwasie? Mniejsza z tym, bo poniższy przepis jest prosty i szybki, zupa jest zawiesista i naprawdę można się dobrze najeść :) Przepis jest autorstwa najlepszej kuchmistrzyni na świecie czyli mojej mamusi :) Bez zbędnych słów zapraszam do pichcenia! ;)

Składniki (wszystkie proporcje składników podane zostały do przygotowania w 5-litrowym garnku):

  • 2 saszetki 'biały barszcz- Winiary'

  • włoszczyzna krojona w paski (1 paczka)

  • 5-6 kiełbas śląskich

  • 5-6 średnich ziemniaków (jak są większe to zupa będzie bardziej zawiesista i treściwa :)

  • duża śmietana 18% (400 g)

  • przyprawa typu vegeta czy inne ziarenka smaku

  • jajka na twardo (opcjonalnie)

  • piwko (nie jest potrzebne do zupy ale można je spożyć w międzyczasie :))) (i to jest prawdziwy duch gotowania studenckiego! - misiuziu)



Ziemniaki obieramy i kroimy w kostkę. Im drobniej pokrojone tym gęstsza będzie zupa, zwłaszcza na 2 dzień. To samo czynimy z kiełbasą. Garnek zalewamy do połowy wodą (2,5 litra) i wrzucamy tam pokrojone ziemniaki, kiełbasę i włoszczyznę, ustawiamy na wysoki płomień i czekamy aż zacznie się gotować. W międzyczasie wlewamy do miski śmietanę, rozrabiamy ją z 2 szklankami zimnej wody (na oko jakieś 400 ml) i wsypujemy zawartość obu saszetek z barszczem. Dokładnie mieszamy tak by wyeliminować wszelkie grudki (można to robić widelcem ale najlepiej nadaje się do tego trzepaczka). Tak przygotowaną śmietanę wlewamy do gotującej się wody z warzywami i kiełbasą. Czekamy do ponownego zagotowania i zmniejszając ogień na mały gotujemy wszystko pod przykryciem jakieś 10-15 minut co jakiś czas mieszając. Pod koniec najlepiej wyłowić jakiegoś ziemniaczka i spróbować czy już nie jest surowy w środku. W razie czego możemy zupę jeszcze trochę podgotować. Na finiszu dodajemy przyprawę do smaku (ja wsypuję minimum 3 czubate łyżki vegety) i voila, zupa gotowa! :)
Do każdej porcji gorącego dania możemy dodać pokrojone w kostkę jajko na twardo, po jednym na porcję. Najlepiej ugotować naraz kilka jajek i trzymać je w lodówce. Zakładam, że umiejętność gotowania jajek na twardo posiada każdy, nawet student czy inna menda społeczna ;P

Polecam sporządzać powyższą zupkę wieczorem tak by odstała przez noc i się "przegryzła", gdyż potrawa ta należy do gatunku 'im starsza, tym, w przeciwieństwie do kobiety, lepsza' :) Świetnie smakuje w połączeniu z białym pieczywem.
Jeśli należysz do wymierającego już gatunku ludzi jedzących dwie potrawy tzn. zupę i drugie danie to uważaj! 'Żurek' ten jest naprawdę sycący i po spałaszowniu całej michy w kiszkach zostaje mało miejsca na drugi posiłek!


Bon Appetit! :)"

Ja od siebie dodaj jeszcze link, do portalu be2.

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • nóż

  • miska

  • widelec/ trzepaczka/ mieszadło

  • deska do krojenia

  • to czym i na czym jemy

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Nie przypalaj garnków, albo myj je kretem...?

Autor: misiuziu środa, 11 listopada 2009, 19:07 komentarze: (5)
Jakiś czas temu napisał do mnie Boczek. Umownie nazwijmy go Czołowym Akwizytorem Kreta. W skrócie CAK, wspak KAC. No i dotarliśmy do tego, w jaki sposób znalazł on mojego bloga ;-) Jednocześnie chciałbym zauważyć, że wpisów z tagiem patenty jest coraz więcej (i są one coraz bardziej wymyślne).

Składniki:

  • garnek przypalony do granicy wytrzymałości

  • kret, taki do czyszczenia kanalizacji



Na początku zaznaczam, iż sposobu opisanego poniżej NIGDY NIE TESTOWAŁEM I NIE MAM ZAMIARU. Zamieszczam to raczej w formie ciekawostki i jako pomysł dla odważnych.

Cały myk polega na tym, że przypaliliśmy garnek. Trzeba go wyczyścić. Pierwszą rzeczą, jak najbardziej logiczną, jest zalanie garnka wodą i poczekanie aż się odmoczy. Później robimy mu "skrobankę". I powtarzamy zalewanie i skrobanie aż do efektu zadowalającego. Tak przeważnie robię ja (choć rzadko coś przypalam).

Z kolei Boczek napisał mi tak:
"Bardzo bardzo przypalony gar, garnek, (dotyczy tylko naczyń ze stali nierdzewnej, aluminium odpada totalnie, emaliowanych nie próbowałem) można w bardzo prosty sposób (często wykpiwany) wyczyścić do stanu lepszego niż nowy, używając kreta lub konkretnie temu podobnego specyfiku. Wsypujemy kreta "na oko" do gara i zalewamy wrzątkiem, najlepiej zrobić to w zlewie. Nie można za bardzo tego rozcieńczyć bo reakcja będzie zbyt słaba. Trzeba pamiętać, żeby była dobra wentylacja. Można zrobić przeciąg, a zaraz po zalaniu oddalić się na chwilę z pomieszczenia np. na papierosa, lub pogadać z sąsiadem (po prostu opary kreta mogą silnie drażnić drogi oddechowe).

Po 5-10 kiedy reakcja przestanie być tak intensywna można wrócić do pokoju i zająć się tym co się ma do roboty, bo nie ma już takiego stężenia oparów. Kiedy nam się przypomni wylewamy zawartość gara do zlewu, dokładnie płuczemy co najmniej 3 razy, a następnie myjemy dokładnie w płynie do naczyń i płuczemy kolejne minimum 3 razy. W razie nie całkowitej skuteczności pana kreta, czynność powtarzamy do skutku (zazwyczaj kończy się na dwóch razach). Nie spotkałem się z żadnym garem nierdzewnym, którego bym w ten sposób nie uratował, a jest to dużo tańsze niż nowy gar. Jeśli ktoś jest pedantycznym estetą może w ten sposób oczyścić garnek z zewnątrz, np. gdy coś kipiało, choćby olej z frytek, i przypaliło się na zewnątrz. Wystarczy włożyć garnek do większego naczynia (może być plastik) i po prostu zanurzyć w roztworze kreta z wrzątkiem.

Nie można zapomnieć o wyjątkowej ostrożności. Krety zawierają wyjątkowo reaktywne substancje (zasady) dlatego nie należy zapominać wyjątkowej ostrożności. Warto przypomnieć hasło z podstawówkowej chemii "pamiętaj chemiku młody, wlewaj zawsze kwas do wody" tyle, że tym razem zamiast kwasu używamy zasady. Osobiście robię na przekór temu dokładnie posypując przypalone miejsce zasadą a potem bardzo delikatnie polewam je wrzątkiem."

Po wymianie kilku maili i ustaleniu tego, że nowy garnek w hiper-super-duper-markecie kosztuję 5-20zł (albo jak się trafi, które sprzedają wszystko w cenie promocyjnej jak ten sklep, tylko w nim akurat garnków nie kupimy ;>) i że akcja "kret czyszczący" jest ryzykowna dla zdrowie otrzymałem taką odpowiedź:

"Z jednej strony racja. Z drugiej strony tylko dla laika. Ryzyko utraty zdrowia jest identyczne jak używanie kreta do zapchanego zlewu w rzygowniku. Wodorotlenek sodu szybko reaguje łącząc się z cząsteczkami przypalonej substancji co ułatwia jej rozpuszczanie. Dwukrotne potrójne płukanie to tylko zabezpieczenie że ani jedna cząsteczka aktywnego sodu nie ostanie na ścianach. Chociaż głęboko teoretycznie wystarczy dwukrotne pojedyncze płukanie czyli woda płyn do naczyń woda. Kwestia desperacji studenta. Jakbym nie miał kreta to celowo bym go nie kupił, ale akademickie zlewy w brzegownikach często po imprezach przyjmują funkcje inną niż obmywanie rąk ;) dlatego kret jest stałem bywalcem ;) i mógł posłużyć do innych celów..."

I to tyle na ten temat. Bardzo pozdrawiam Boczka i dziękuję za maila - spodobał mi się, bo ja jednak lubię pisać takie coś na blogu. Dodam jeszcze, że Boczek studiuję na Uniwersytecie Medycznym, więc zakładam, że trochę wie na temat działania kreta i sobie nim krzywdy nie zrobi.

Chciałbym jeszcze przypomnieć, że ciągle trwa konkurs, w którym można wygrać pióro Parkera. Dodam jeszcze, że pióro wygrane ma grawer i idealnie może się nadawać na prezent świąteczny (ja bym chciał dostać taki prezencik, kochanie ;-) ).

Czyste naczynia i nie tylko:

  • garnek

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Listonic.pl

Autor: misiuziu niedziela, 8 listopada 2009, 15:25 komentarze: (0)
Dzisiaj trochę nietypowo, bo nie będzie przepisu. Zostałem poproszony o zrobienie recenzji listonic.pl. I właśnie to teraz robię.

Ogólnie to o co chodzi? Chodzi o listy. Listy wszelkiego rodzaju. Listy, listeczki i takie tam. Serwis umożliwia tworzenie list zakupów, które będą dostępne po zalogowaniu na komputerze czy (UWAGA TERAZ!) na telefonie komórkowym. Jest to po części kolejny serwis społecznościowy, ponieważ swoje listy można udostępniać innym.

Pytanie: Po co robić listy zakupów? For money. Tak można to powiedzieć najprościej a zarazem najbardziej oddaje to przesłanie w tworzeniu list. Po stworzeniu listy zakupów, jesteśmy bardziej odporni na wszelakie "okazje". Dobrze zrobiona lista pozwala zaoszczędzić pieniądze oraz czas.

Idea tworzenia list podoba mi się jak najbardziej, jednak a korzystam ze zwykłych kartek czy notatnika - dla mnie telefon służy jednie do dzwonienia i nie przepadam za bajerami na ten przyrząd. Jednak jeśli komuś nie przeszkadza lista w telefonie to jak najbardziej polecam listonic.pl.

Do końca nie przebrnąłem przez całość opcji dostępnych w serwisie, ale wiem, że mogę udostępnić list zakupów wszystkich przepisów z bloga jako listy zakupów, niestety, na razie tylko ręcznie. Więc jeśli uznacie, że warto to robić dajce znać w komentarzach.

I przy okazji jeszcze jedna sprawa. Trafiłem ostatnio na konkurs robiony przez firmę Parker (tą od piór wiecznych). Ogólnie konkurs jest darmowy i można wygrać weekend w Londynie (za całkiem niezła sumkę) oraz pióra. Ja mam nadzieję, że wygram to pióro :) Zarejestrować się można tutaj. A całość polega na rejestracji - nic więcej nie trzeba robić. Nic! Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

7 dni z gotowania studenta

Autor: misiuziu czwartek, 29 października 2009, 13:21 komentarze: (4)
Tak mnie naszło, że postanowiłem zrobić krótki "kurs" (nie wiem czy to dobre słowo) odnośnie gotowania w wersji studenckiej. Na razie kurs ma 7 części i jest przedsmakiem książki, która rodzi się w wersji bardziej materialnej (trochę w bólach, ale nikt nie mówił, że poród jest łatwy).

Zachęcam do zapisywania się na kurs (w bocznym pasku). A teraz parę słów jak to działa.

Polityka Prywatności
Zapisując się na "kurs" wyrażasz zgodę na otrzymywanie wiadomości, które zawiera ten kurs 9raczej oczywiste). Wszystkie podane przez Ciebie dane osobowe nie będę udostępnione osobom trzecim, będę ich bronił ja tygrys. Zastrzegam sobie jednak prawo, do wysyłania czasem materiałów reklamowych, które mogę Cię zainteresować.

Co ważne, kurs jest całkowicie darmowy i w każdej chwili możesz się z niego wypisać. A co za tym idzie, nie ponosisz żadnego ryzyka zapisując się na niego.

I jeszcze raz zachęcam do zapisywania się. Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Parówki nadziwane makaronem

Autor: misiuziu sobota, 24 października 2009, 22:25 komentarze: (4)
Dzięki uprzejmości czytelników, mam sporo przepisów na poczcie iiii... nie mam czasu ich opisać. Cześć z nich przekazuje Kubie, on jednak przeważnie je olewa (mimo obietnic, że na pewno je wykorzysta). Także z tego miejsca, chciałbym strzelić Kubę w łeb. A co! A poniższy przepis dostałem od Kingi.

Składniki:
  • parówki, hot-dog (tłumacząc z angielskiego "gorąca parówa")
  • paczka makaronu spaghetti
  • cebula
  • smalec
  • sos z torebki, smak według uznania

"Makaron połamać ostrożnie na paski około 10 cm (ja na ogół łamię na pół, ale niektórzy fanatycy odmierzali linijką, co widziałam na własne oczy). Z parówek zdjąć folię, pociąć na paski około 3-4 cm. Teraz najtrudniejsza operacja, bierzemy kawałek makaronu i parówki i przekłuwamy parówkę wzdłuż tak, by po obu stronach wystawał makaron.

Gotujemy wodę i po zagotowaniu ostrożnie wkładamy parówki do wody. Sprawdzamy na przepisie ile czasu powinno się gotować makaron i gotujemy minutę, półtorej dłużej. Rozpuszczamy smalec i podsmażamy pokrojoną wedle uznania cebulkę. W międzyczasie możemy przygotować sos według przepisu na opakowaniu. Parówki z makaronem, po ugotowaniu i odcedzeniu podsmażamy chwilkę z cebulką, po czym nakładamy do miseczki czy na talerz, zalewamy sosem i delektujemy się tym cudownym smakiem."

Trzeba jeszcze dodać, że makaron musi mieć minimalny czas gotowania. Poniżej instrukcja rysunkowa :)



I jeszcze ogłoszenia duszpasterskie. Znalazłem fajnego bloga o oszczędzaniu pieniędzy. Jakby nie patrzeć, oszczędzanie pieniędzy jednoznacznie wiąże się z dietą studencką, ale nie tylko. Znalazłem tam parę fajnych rzeczy, które mi pomogły. Więc z czystym sumieniem polecam bloga "Oszczędzanie pieniędzy".

Zbrudzone naczynia i nie tylko:
  • patelnia
  • garnek
  • sztućce
  • talerz
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Syrop z cebuli

Autor: misiuziu poniedziałek, 5 października 2009, 12:40 komentarze: (8)
W związku z tym, że zbliża się sezon zachorowań na różne dziwne choróbska (świńska grypa, przeziębienie, zimne stopy, ciąża) postanowiłem napisać stary, domowy sposób na takie właśnie rzeczy (po za tą ciążą). A skąd wiem, że idzie już taki sezon? Wpis "Grzane piwo - najlepszy sposób na katar" jest w czołówce oglądanych wpisów.

Składniki:

  • cebula, duża
  • cukier

Obieramy cebulę i kroimy ją na kawałki. Kawałki nie muszą być piękne czy równe - można siekać na oślep - jednak im mniejsze kawałki, tym szybciej wydziela się sok, na którym nam zależy. Do miseczki wrzucamy trochę tej cebuli, zasypujemy sporą ilością cukru, później na to znowu cebule i znowu cukier. I tak do wyczerpania zapasu (cebuli, nie cukru). Nie wiem ile dokładnie tego cukru ma być, ale na pewno ma być go sporo.

Tak przygotowaną "miksturę" odstawiamy na jakiś czas. U mnie w domu zawsze stała na oknie. Po paru godzinach, cebula zacznie puszczać sok. I to jest syrop, który pomaga właśnie na kaszel. Jak tak sobie stoi, to spijamy sobie łyżeczką syrop, gdy tylko czujemy potrzebę. W razie jak przestaję się wydzielać syrop, zasypujemy to znowu cukrem.

Zaletą tego rozwiązania jest cena takiego syropu na kaszel. Minusem jest natomiast... hmmm... wali od nas cebulą na dwa metry (dlatego w razie czego polecam syrop na noc).


Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • nóż
  • deska
  • miseczka
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Rozwiązanie konkursu

Autor: misiuziu niedziela, 4 października 2009, 22:58 komentarze: (0)
Zainteresownie konkursem było słabe. Na szęście udało się wyłonić logo, które mi się podoba (już znajduję się u góry strony).

Zgodnie z tym co pisałem, nagroda to miesięczna reklama na blogu, która zacznie się jutro. Gratuluje. Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Genialne bułki. Oczywiście nie z supermarketu!

Autor: koobak środa, 23 września 2009, 17:14 komentarze: (2)
Składniki:

  • 2 szklanki mąki

  • płaska łyżeczka soli i cukru

  • 25g-30g drożdży

  • łyżka oleju

  • ponad połowa szklanki ciepłej wody

  • pizduty



Przepis poraża prostotą!

Wsypać mąkę do miski, uformować zagłębienie w mące, wkruszyć świeże drożdże posłodzić zalać ciepłą wodą i zaczekać, aż ruszy (kwadrans). Dolać resztę wody, olej i sól. Zagniatamy. Ciasto musi się lekko lepić i nie może być twarde (podobnie jak na pizzę). W razie potrzeby podsypać mąką. Dodać pizduty i wgnieść je w masę. Odstawić do podwojenia objętości (czas zależy od tego, jak ciepło jest). Przerabiamy jeszcze raz delikatnie ciasto. Formujemy bułki (z tej ilości 4 sztuki to rozsądny podział), zagrzewamy piekarnik do walki (250°C), bułki niech sobie w tym czasie jeszcze podrosną ułożone na blaszce i przykryte, żeby nie pzewiało(zostawić miejsce, żeby się nie skleiły) przez około 15-20 minut. Wstawiamy do już nagrzanego piekarnika i zmniejszamy ustawienie temperatury na 200°C. Pieczemy, aż się upieką, czyli około 15 minut. Byłki przed ostatecznym wyjęciem należy sprawdzić, czy w środku są upieczone - nakłuwamy jakimś patyczkiem szaszłykowym. Jak jest suchy, to można wyjmować z pieca.

Odrobina filozofii:
*mąka: jeśli będzie pszenna, to nie uzyskamy niczego ciekawego. Polecam mix mąki pszennej z jakąś inną w stosunku 1:3. Inna mąka, to jest np. mąka razowa (z dziką satysfkacją udało mi się coś takiego dorwać) lub mąka o wysokim typie (nawet 2000)
*pizduty: otręby, ziarenka (słonecznik, dynia, siemie lniane), orzechy, zioła (kminek), bakalie (suszone owoce, solidny dodatek miodu); pizdutów objętościowo może max. 1/4 szklanki - więcej to już przesada
*wierzch bułki: proponuję naciąć nożem, żeby "równiej" się upiekła; można posmarować mlekiem, rozbełtanym jajkiem lub olejem

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • miska

  • łapska

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

super tanie combo

Autor: newpowersoul czwartek, 17 września 2009, 22:42 komentarze: (3)
Witam po bardzo długiej nieobecności związanej z celebracją wakacji, załatwianiu spraw uczelnianych i szukaniu mieszkania. Wszystko skończyło się pomyślnie(przynajmniej póki co). Byłem zmuszony spędzić około półtora tygodnia na szukanie nowego lokum, przy czym musiałem wydać jak najmniej pieniędzy w czasie pobytu, żeby zapłacić wrednym babilończykom za czynsz. Nie była to prosta sprawa, bo co i rusz przychodziły do mnie smsy pt. "pijemy". Po kolejnym ciężkim poranku zdałem sobie sprawę, że muszę zacząć poważnie oszczędzać. Padło na jedzeniu niestety. Przypomniało mi się wtedy super tanie combo, czyli obiad, śniadanie i kolacja na jakieś 2-3dni. Przygotowanie jest trochę pracochłonne, ale efekt końcowy jest całkiem zadowalający. No i przede wszystkim tani.

Składniki:

  • około 3 ćwiartki tylne z kurczaka (surowe)

  • 2 marchewki

  • cebula

  • opakowanie kukurydzy około 200-300g

  • majonez

  • 3 worki ryżu
  • puszka ananasów( opcjonalnie jeśli ktoś ma więcej gotówki)
  • opakowanie makaronu (nie spaghetti)
  • kostka rosołowa

Z wymienionych składników wykonamy pyszny rosół, który wszyscy uwielbiają; sałatkę oraz niczym nie wyróżniające się drugie danie.

Obieramy marchew i cebulę. Myjemy, kroimy i wrzucamy do garnka. Weźcie jakiś większy, bo sporo rzeczy tam będzie:). Umyjcie udźce i również wrzućcie do środka. Zalejcie to wodą, tak, żeby przykryć całość. Przykryjcie i wstawcie na gaz. Generalnie postępujemy tak, jakbyśmy robili zwykły rosół z tym, że od momentu zagotowania wody, po około 20 minutach wyjmujemy kuraki z całości na jakiś talerz i wrzucamy kostkę rosołową do garnka, jeśli nie pasuje nam smak.

Ugotowanego kurczaka poznać po tym, że mięso jest białe, dość łatwo odchodzi i nie krwawi;] Przed nami zadanie wymagające krzepy, ale tutaj po prostu musimy oddzielić mięso od kości na osobny talerz. Jeśli ktoś nie lubi skóry, to może jej się śmiało pozbyć. Polecam widelcem wkuć się w kuraka, a nożem wykrajać całe płaty mięcha. Polecam również poczekać z tą operacją, aż mięso wystygnie. Jak już się z tym uporamy, to musimy pokroić je na drobniejsze cząstki. I tutaj stajemy przed wyborem. Część mięsa możemy wrzucić z powrotem do naszego rosołu lub zostawić jedno podudzie nietknięte i wszamać je razem z uprzednio przygotowanym ryżem. Do rosołu wystarczy dorzucić makaron i ugotować w zupie. Polecam wzbogacić rosół mięsem, niż robienie z tego drugiego dania, bo jest bardziej sycący. Pierwsza i ewentualna druga część combo już za nami.

Gotujemy w osobnym garnku 2 worki ryżu. Powinien nie być rozgotowany, ale też niezbyt twardy. Mięso z pozostałych 2 udźców drobno pokrojone wrzucamy do głębszego naczynia na sałatkę. Otwieramy kukurydzę, przecedzamy i dodajemy do mięsa. To samo z ananasem, który wcześniej kroimy( nie jest wymagany). Dodajemy ryż, majonez i...... mieszamy. Poczekajcie aż składniki wystygną, wstawcie do lodówki i poczekajcie jakiś czas, aż składniki się przeżrą. Nie musicie tego w żaden sposób doprawiać, chyba, że bardzo chcecie.

Jak zapewne się domyślacie, sałatka na śniadanie/kolację, rosół na obiad. Sałatkę można oczywiście zrobić bez rosołu, ale to jest najpełniejsze wykorzystanie składników. Taki zestaw wystarcza na kilka dni, a kosztuje +/- do 20zł. Nie jeden raz pomógł mi przetrwać najgorsze, dlatego polecam, jeśli jesteśmy w sytuacji podbramkowej z finansami. Na deser już nie starczyło pieniędzy:) Smacznego

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • o mamo, 3/4 naczyń trzeba zużyć


PS. pamiętam o przepisach otrzymanych na maila, przepraszam, że jeszcze ich nie zamieściłem, ale mam w zwyczaju spróbować coś, zanim polecę dalej, a póki co nie miałem okazji. Już niedługo sytuacja się zmieni:) Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Herbata

Autor: misiuziu piątek, 4 września 2009, 11:12 komentarze: (11)
I tak postanowiłem, wrócić do staaaaarego cyklu pod tytułem "Poszedłem na studia i nie wiem co to garnek". Poprzednie przepisy z tego cyklu "Jak się gotuje parówki", "Jak się gotuje ziemniaki" oraz "Jak się gotuje jajka" (i jeszcze parę innych). Dzisiaj to samo zrobimy z herbatą.

Składniki:


Wiem, że przepis jest niewiarygodnie trudny, więc proszę o maksymalne skupienie. W pierwszym kroku musimy zagotować wodę. Do wyboru mamy czajnik, czajnik elektryczny lub garnek. W tych oto przyrządach można zagotować wodę.

UWAGA!
Garnek musi być maksymalnie czysty, żeby herbata nie smakowała np. parówkami.

Krok drugi wymaga rzeczy wręcz nieprawdopodobnej! Trzeba znaleźć kubek, o zgrozo, czysty. Jak już podołamy temu trudnemu zadaniu, umieszczamy w środku kubeczka torebkę herbaty ekspresowej. Jeśli ma sznureczek to umieszczamy go poza kubkiem. Jeśli mamy herbatę sypaną, to ja wsypujemy. Mniej więcej tyle, żeby zakryła dno kubeczka.

Krok drugi za nami. Możemy w tym momencie otrzeć pot z czoła - już prawie skończyliśmy. W następnym kroku zalewamy kubek wrzątkiem. Należy przy tym uważać, żeby nie poparzyć sobie paluszków. Teraz czekamy cierpliwie aż się zaparzy. Starodawna sztuka parzenia herbaty mówi, iż herbatę powinno się parzyć... nie znam starodawnej sztuki parzenia herbaty. Ja parzę ją tak długo, póki nie osiągnie odpowiedniej mocy i koloru.

W czasie parzenia warto dodać słodziki w postaci cukru (6 łyżeczek, tylko nie mieszajcie bo będzie za słodka), miodu lub soku malinowego. Po zaparzeniu i osłodzeniu można dodać cytrynę. Wyciskając ją jak szmatę, albo wrzucając ukrojony kawałek.

Jakbyście chcieli podrywać starego marynarza, to konieczne jest dodanie do herbaty trochę rumu. W zależności od ilości rumu, wyjdzie herbata z rumem lub grog (o którym mam nadzieję napiszę w najbliższym czasie).

Wszystko mieszamy oczywiście łyżeczką i pijemy ze smakiem (patrząc sobie podniebienie).

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • kubek

  • łyżeczka

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Morskie opowieści - "Zupa"

Autor: misiuziu środa, 26 sierpnia 2009, 14:42 komentarze: (2)
Dawno, dawno temu, na morzu lub porcie dowiedziałem się jak się robi "zupę". I wcale nie są potrzebne kurczaki czy inne zwierzaki. Potrzebne są pomysły... głupie... procentowe....

Składniki:

  • ananasy z puszki

  • brzoskwinie z puszki

  • owoce (pomarańcze, cytryny)

  • %, im więcej tym fajniej

  • soki



"Zupa" stanowi coś w rodzaju ponczu, lub czegoś takiego. Bierzemy duży garnek i wrzucamy tam zawartość puszek wraz z syropem. Wcześniej krojąc owoce na kawałki kęsowe. Do tego dolewamy procentów. Mocne procenty to fajne procenty. Tak naprawdę można tam dolać prawie wszystko - dobra jest i wódka i wino, jednak preferowałbym mocny alkohol.

Później dolewamy soków owocowych, coli, wody lekko gazowanej, soku do rozpuszczania. Wszystko ma współgrać smakowo, a całość ma mieć moc procentów, jednak nie mieć ich smaku. Dorzucamy jednocześnie pomarańczy, cytryn i innych posiadanych owoców cytrusowych, w kawałkach i postaci wyciśniętego soku. Całość warto postawić do przegryzienia. Podawać po szklance wraz z owocami!

I mniej więcej wygląda to tak (po dodaniu odrobimy wina dla kolorku):



Pozdrawiam załogę Hajduka :)

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • garnek

  • mieszadełko

  • kubki

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Ekspresowe mrożenie wódki

Autor: misiuziu piątek, 21 sierpnia 2009, 22:13 komentarze: (8)
-Zośka, kurwa ja zaraz kogoś wypierdolę z tej roboty, kto podał ciepła wódkę?
-Pan Prezes lubi ciepłą.
-Od dzisiaj nie lubię.


Tak to było w Nikosiu. Żeby Zośka nie straciła pracy to dzisiaj sposób na szybkie mrożenie wódki (lub dowolnego innego napoju).

Składniki:

  • woda

  • lód

  • sól

  • wódka (lub inny napój)



Do pojemnika (np. miska) wkładamy wódeczkę. Następnie zasypujemy to lodem i zalewamy wodą. Teraz dosypujemy sporo soli. Mieszamy i czekamy jakieś 10-15 minut. Mamy zimną wódeczkę.

Jak to działa?

Roztwór wody i soli ma niższą temperaturę topnienia. Co za tym idzie, lód się strasznie szybko się rozpuszcza (musi być sporo soli). Każda substancja zmieniając stan skupienia w górę(czyli topiąc się lub wrząc) musi pobrać energie z otoczenia. Najbliższym otoczeniem jest butelka z wódeczką, więc z niej zostaje pobrana energia w postaci ciepła. A ponieważ woda jest specyficzną substancją - potrzebuję niesamowicie dużo tej energii. Co za tym idzie - dużo ciepła z wódki.

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • miska

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Zmiana skórki - i kolejny konkurs

Autor: misiuziu czwartek, 20 sierpnia 2009, 13:08 komentarze: (5)
I się stało w końcu i nareszcie! Blog zmienił skórkę (jak dziki wąż pustynny). Jeszcze trwają ustawienia (w sensie, że nie wygląda on jeszcze tak jak powinien). Mam nadzieję, że się z tym szybko uporam.

W związku z tym ogłaszam kolejny konkurs (a co!). Poprzedni konkurs dotyczył napisania przepisu. Tym razem konkurs dotyczy czegoś zupełnie innego, a mianowicie ... potrzebne jest logo dla bloga. Oto zasady:

1. Konkurs trwa. Trwa tak długo póki się nie skończy. Dlaczego tak? Bo nie wiem kiedy jakieś logo mi się spodoba. Mniej więcej koło miesiąca będę czekał na projekty

2. Projekty można robić dowolną techniką i przesyłać do mnie na adres plum.ziu(małpeczka)gmail.com . Jeśli ktoś by chciał wysłać projekt narysowany ręcznie - to proszę pisać - podam adres. Nie ukrywam, że najchętniej otrzymywałby projekty loga w plikach psd.

3. Na logu ma się znajdować wkomponowany napis "Studenckie gotowanie". Kolorystyka ma się wkomponowywać w górę skórki.

4. W mailu proszę dopisać "Zgadzam się na nieodpłatne i wieczyste użytkowanie loga przez autorów bloga >>Studenckie gotowanie<< ".

5. W tytule maila proszę wpisać "Konkurs na logo". I podpisać się imieniem, nazwiskiem oraz miastem. Można też przesłać swoje zdjęcie i numer stanika :P (nie ma za to dodatkowych punktów).

Teraz jest jeszcze kwestia nagród (na którą pewnie wszyscy czekają). Zegarki mi się skończyły :P Długo nad tym myślałem i wymyśliłem. Nagrodą jest możliwość umieszczenia reklamy do dowolnej strony na tym serwisie przez okres miesiąca. Będzie się ona znajdować po prawej stronie, w postaci obrazka 125x125px i linka do strony. Lub też! Reklama na górze strony gdzie w miejscu tego białego lub reklam googli na drugiej podstronie (pod warunkiem, że uda mi się to rozkminić). W każdym razie nagrodą jest miesięczna reklama.

I to tyle. Czekam na zgłoszenia :)

P.S.
Zapomniałem napisać, że na blogu jest codziennie około 600-700 użytkowników dziennie. Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Sosik pomidorowy inaczej.

Autor: koobak środa, 19 sierpnia 2009, 15:18 komentarze: (1)
Składniki:

  • 3-4 mięsiste pomidory

  • kapusta pekińska

  • zioło dowolne wzbogacające wrażenia (smakowe)

  • sól i pieprz

  • mięso



Kapustę pekińską kroimy w plasterki grubości ok. 0,5 cm, następnie każdy plasterek przekrajamy "na krzyż" (jak jabłuszko w pewnej piosence). Na 4 pomidory potrzeba ok 10 takich plastrów. Następnie zajmujemy się pomidorami: skórkę nacinamy i zalewamy pomidory wrzątkiem, żeby je sparzyć i łatwiej obrać ze skóry. Nie mogą stać zbyt długo we wrzątku, ponieważ zamienią się w ciapę przy obieraniu. Następnie trzeba pomidora pokroić na 4 ćwiartki i wybrać z każdej z nich pestki.

Dowolne pokrojone, przyprawione lub zamarynowane mięso smażymy/dusimy np. w ten sposób. Po czym wybieramy całe mięsko z patelni i odkładamy na bok. Na patelnię wrzucamy pomidory i paski kapusty. Przyprawiamy: solą, pieprzem, rozgniecionym czosnkiem... Czym dusza zapragnie. Proponuję "zaldencić" warzywa. Przy produkcji tego dodatku wytworzy się trochę rzadkiego sosu, dlatego polecam ugotować ryż na lekko twardo (od wrzucenia woreczka z ryżem na wrzątek z 10-12 minut gotowania - najlepiej wyczuć ten moment metodą prób i błedów), i na sam koniec dodać ryż do powstałej mikstury. Ryż wchłonie nadmiar płynu i "dojdzie". Na samym końcu dodać odłożone na bok mięso (i ewentualnie pieczarki).

Zioło - gdy jest suszone proponuję dodać je w połowie duszenia warzyw. Jeśli jest świeże, to dodajemy pod koniec, a posiekanym można posypać tuż przed podaniem.

Bazą tego sosu są pomidory. Z dodatkami można powariować. Warzywka pokroju kapustnego kroić, jak w opisie (żeby po brodzie się nie ciągnęły). Można pododawać też warzywa krojone w plasterki (marchewkopodobne). Grzyby poddusić osobno przed warzywami i odłożyć na bok do mięsa... Co fantazja przyniesie. Ogólna zasada przyrządzania takiego miksu jest taka, żeby zacząć od najtwardszych warzyw dodając na samym końcu te najbardziej miękkie (pomidory). Cebulę (najlepiej kolorową - czerwoną) proponuję kroić w piórka (czyli tak, jak jabłuszko - na 4 lub więcej części), zeszklić i odłożyć na bok dodając ją jak już wytworzy się trochę sosu, żeby do końca się już gotowała. Broń boże zarumienić! Niczego nie rozgotować (przedusić), ale też nie zostawić surowego. Warzywa zachowają kształt, wygląd i będzie się czuć, że człowiek coś gryzie. Pieczarki najlepiej kupić malutkie i po oczyszczeniu lekko obsmażyć w całości.

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • deska

  • miska

  • nóż

  • patelnia

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Kanapki ze wszystkim

Autor: misiuziu piątek, 14 sierpnia 2009, 14:16 komentarze: (4)
Wróciłem z morze :) Byłem w Estonii, Finlandii i Litwie. A teraz przepis, który "zdobyłem" na tydzień przed rejsem.

Składniki:

  • papryka, w 3 kolorach

  • ser żółty

  • ser pleśniowy

  • jajko gotowane

  • ser feta

  • pomidor

  • ogórek świeży

  • ogóry kiszone (od Królowej Mroku i Ogórów)

  • ketchup

  • majonez

  • chleb lub/i bułki

  • sól i pieprz



Wszyscy wiedzą jak się robi kanapki i w sumie nic w tym nadzwyczajnego. Ha! I tu się mylicie! W kanapkach ze wszystkim najważniejsze jest towarzystwo - musi być dobre, ale do tego jeszcze wrócimy.

Paprykę myjemy, wycinamy środki, pestki i małe robaczki, które żyją w środku, a następnie kroimy je w drobne paseczki (paprykę, nie robaki). Ogórki świeże obieramy i kroimy w plasterki, kiszone w paski lub ćwiartko-ósemki, pomidory myjemy i w plasterki, ser żółty i pleśniowy w plasterki też, ser feta w kosteczkę. I jeszcze jajko ugotowane na plasterki. Wszystko na jeden duży talerz, żeby wyglądało to tak:



Na chlebek kładziemy wszystko w dowolnej konfiguracji przemieszowując to w z majonezem i ketchupem. I teraz najważniejsze - kanapki ze wszystkim powinna zrobić dla ciebie wyjątkowa osoba, a kanapki powinny być jedzone na białym obrusie, w porannym słońcu, przy osobie, która te kanapki zrobiła. Dla mnie robiła je moja dziewczyna, która ostatnio zajęła się prowadzeniem portalu o shoegaze po polsku.

Inna wersję tych kanapek miałem na rejsie, a poniżej zdjęcie na messe, tuż przed śniadaniem:


Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • spytajcie mojej dziewczyny kochanej :P

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Pierożki truskawkowe, wisienkowe, czereśniowe, "lub czasopisma"...

Autor: koobak piątek, 31 lipca 2009, 17:17 komentarze: (1)
Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom ludu (pozdrowienia dla martu), czas na letni przepis. Blog trochę zaniedbany, bo ja dopiero niedawno do internetu się podłączyłem, a misiuziu walczy z żywiołem i nawiązuje kontakty ze studentami z bratnich sąsiadów: Litwy, Rosji oraz Finlandii (kolega potem zrewiduje tą listę). Mam nadzieję, że podejrzy tajniki kuchni lokalnych studentów.

Składniki:

  • mąka

  • zimna woda

  • olej

  • jajko

  • szczypta soli

  • truskawki, wisienki, czereśnie lub inne owoce



Ciasto (proporcje): 1 kg mąki, całe jajko, łyżka oleju, szczypta soli, wody tyle, żeby zarobić ciasto. Wszystko umieszczamy w jednej misce, a następnie wyrabiamy ciasto. Ciasto należy trzymać przykryte, bo szybko wysycha, i od razu zużyć. Ciasto zrobione według takiego przepisu jest dość wytrzymałe, jeśli trzeba je naciągnąć, łatwe w sklejaniu. Po ugotowniu jest twarde (ja takie lubię), dlatego należy je cienko wałkować butelką po piwie lub innym szlachetnym trunku.

Trudno, żeby student miał tyle pieniędzy, żeby starczyło mu na zakup owoców do wyklejenia ciasta z całego kilograma, dlatego też przy robieniu ciasta z mniejszej ilości mąki jajko trza rozbełtać (dodatkowy kubek z widelcem się brudzi) i dodać odpowiednią (proporcjonalnie) ilość. A na kolację, po dodaniu kilku jajek, będziemy mieć pyszną kolację.

Owoce:
*pestek należy się pozbyć (wydrylować, co trzeba)
*kwaśne owoce - przed zaklejeniem warto dosypać do środka trochę cukru
*jabłka - używać kwaśniejszych odmian (szare renety, kwaśne papierówki), do tego dodać cukru i (znienawidzonego przez misiuziu) cynamonu
*gruszki i inne twarde owoce - wymagają dłuższego gotowania. Pierogów z gruszkami nie jadłem, ale proponuję dosypywać cukier waniliowy.
*dla udziwnienia wydaje mi się za dość ciekawe dodanie, wraz z owocem, cienko otartej skórki cytrusów (z umiarem). Skórka musi być cienko otarta, bo to białe jest bardzo gorzkie i bardzo be.

Pierogi po zaklejeniu, w oczekiwaniu na ugotowanie należy oprószyć mąką, żeby się nie przykleiły do podłoża. Gotować w lekko osolonej wodzie z dodaniem łyżki oleju przez minimum 2 minuty od wypłynięcia na powierzchnię wody.

Indżoj!

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • miska

  • garnek

  • talerz



P.S. Módlcie się o porządny deszcz (najlepej nocą i przed weekendem). Żeby grzybki wyrosły. Będzie przepis. Niekoniecznie z Radomia :D Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Kebab, ale tylko z nazwy

Autor: misiuziu sobota, 13 czerwca 2009, 13:21 komentarze: (8)
Kolejny przepis otrzymany od czytelnika. Tym razem jest nim Bartek Kawecki. A ja przy okazji pochwalę się dwoma świeżo założonymi blogami, jeden to kurs PHP a drugi to bajki na dobranoc. A teraz przepis (w wersji nie zmienianej).

No, więc przedstawiam Ci przepis, na tzw. "Kebaba, ale tylko z nazwy". Danie powstało w poszukiwaniu czegoś zjadliwego, ale oprócz kiełbasy i paru warzyw, nie udało się niczego znaleźć.

Składniki:

  • pół chleba, niekrojonego

  • ze dwie kiełbaski (zwyczajna, nadzwyczajna, podwawelska, nadwawelska, byle się smażyła)

  • warzywa (ja używam pomidora i ogórka)

  • pół cebuli

  • smalec

  • majonez, keczup, czy kto co lubi



"Potrawa" składa się w dużej części z własnych pomysłów, więc można wprowadzać różne poprawki. Kiełbasę kroimy na cienkie (do 1cm) krążki, następnie smażymy je na patelni, wcześniej rozpuszczając smalec. Smażymy, aż do uzyskania ciemnego koloru (ja smażę w ten sposób, że gdybym potrzymał krążki z minutę więcej na patelni to by się zwęgliły).

W międzyczasie kroimy cebulę, ogórka i pomidor na kostkę. Jak jedna strona kiełbasy będzie wystarczająco ciemna, podnosimy patelnię do góry i przewracamy każdy krążek na drugą stronę. Wracamy na ogień. Dodajemy cebulę i pomidora. Tak samo z drugą stroną mięsa, do uzyskania ciemnego koloru, ale uwaga - tu trwa to dużo szybciej. Po usmażeniu kiełbasy wyłączamy palnik, wrzucamy ogórka, on się trochę podgrzewa, a następnie ze dwie łyżki majonezu i wszystko mieszamy.

I teraz coś co sprawia, że w tytule pojawia się kebab. Wydłubujemy środek z połówki chleba, a do środka wrzucamy kiełbasową paciaję. Jemy w łapie lub widelcem.

Całość się robi szybko, małym kosztem. A najlepsze jest to, że można to zrobić z resztek, bo cokolwiek nam nie zostanie, można wrzucić do środka.

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • patelnia

  • nóż do krojenia, widelec do mieszania i przekładania

  • deska do krojenia

  • talerz na kebaba (jeżeli komuś wylatuje ;])

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Tortilla espańola / tortilla de patatas

Autor: misiuziu środa, 10 czerwca 2009, 18:22 komentarze: (13)
Napisała do mnie Anna z przepisem. Tak serio nie wiem o co chodzi z tym daniem (w sensie nazwy), ale może ktoś inny będzie wiedział :P I przepis mi się podoba.

Składniki (dla 2 głodnych osób :D):

  • 5-6 jajek

  • 0,5kg ziemniaków = ok. 9 takich małych/średnich

  • 2-3 duże cebule

  • olej lub oliwa

  • sól i pieprz



Ziemniaki obieramy i cieniutko kroimy - mogą być krążki, paseczki, czy tez drobniej, ważne, żeby niezbyt grube bo wtedy dużo czasu zajmie nam ich podsmażanie. Cebule również obieramy i drobniutko siekamy. Ziemniaki i cebule wrzucamy na dużą patelnie z dużą ilością oliwy i podsmażamy na niezbyt dużym ogniu. Ziemniaki maja nie być surowe, ale nie dopuszczamy do "zezłocenia się" składników, takie białawe maja być :P
W tym czasie wbijamy jajka do miseczki i mieszamy. Ja w tym miejscu dodaje przyprawy bo mi najwygodniej, aczkolwiek można je dodać później na patelnie.
Gdy ziemniaki i cebula są gotowe, dolewamy jajka. Całość porządnie mieszamy, żeby składniki się równomiernie rozmieszały i "przyklepujemy", żeby była plaska powierzchnia.
Smażymy na niedużym ogniu ok.15 min. Spod i brzegi maja być ścięte, wierzch ma nie być całkowicie płynny (to ważne!). Gdy stwierdzimy ze ok, to następuje najtrudniejsza część... przewrócenie tortilli na druga stronę :P Najczęściej robi się to za pomocą dużego talerza, tak tez robię i ja i działa (o ile tortilla jest odpowiednio ścięta, bo jak nie to nam się całość rozleci - w takim wypadku i tak wrzucamy na patelnie i najwyżej zjemy rozpaćkane coś, bardziej to na estetykę i wygodę działa niż na smak [; ). Smażymy potem z drugiej strony, trochę krócej niż z poprzedniej. I voila! Przekładamy na talerz i jemy :D

Do tortilli można dorzucić rożne warzywka, kiełbaskę, czy co tam komu pasuje ( robimy to w momencie dolewania jajek, chyba, ze tez wymagają podgotowania, to razem z ziemniakami i cebula), jednak oryginalna jest bez dodatków (i jest przepyszna :D)


P.S.
Zaczynam pracę nad napisaniem książki w wersji bardziej papierowej z przepisami dla studentów. Co sądzicie o tym pomyśle?


Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • nóż

  • deska do krojenia

  • miska (gdzie wrzucamy obrane i pokrojone ziemniaki+cebule, a potem jajka)

  • duża patelnia

  • duży talerz

  • łyżka, którą mieszamy

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Zupka chińska

Autor: misiuziu wtorek, 2 czerwca 2009, 23:03 komentarze: (4)
W związku z tym, że jakiś czas temu byłem sobie na rajdzie PK, poznałem mnóstwo przyśpiewek (które śpiewam już teraz zawsze przy okazji piwa czy 8) i było naprawdę bardzo zajebiaszczo (w tym miejscu zapomniałem do czego dążyłem w tym zdaniu, ale na szczęście mi się przypomniało) postanowiłem opisać część mojego wyżywienia (oczywiście tuż koło pasztetu) czyli zupkę chińską.

Składniki:

  • zupka chińska



Jest to wersja rajdowa zupki.

Wstajemy rano, na kacu. Kładziemy się spać dalej. Po kilkunastu godzinach jednak się wstaje. Stajemy w kolejce z kubkiem, w którym jest nasza zupka (jeszcze sucha). Po kilkudziesięciu minutach czekania na wrzątek, który ma być już za chwilkę wpychasz się lekko w kolejkę i wydzierasz ostatnie krople wrzątku.

Następnie należy się szybko oddalić, żeby inni mogli się wkurzać, że nie starczyło dla nich wrzątku. Oczywiście w międzyczasie zapominasz zapłacić za wrzątek. I teraz patent wymyślony przez drugiego smerfa z tego zdjęcia (a wręcz Pani Smerfowej):



Patent jest następujący: po wsypaniu zupki do kubka i zalaniu jej wrzątkiem, na kubek zakładamy opakowanie po zupce, w taki sposób, że udaję pokrywkę i pozwala zupce się zaparzyć.

To w sumie tyle. Tak naprawdę to chciałem powiedzieć, że za rok też będę na rajdzie PK. I znowu będę nosił tą czapkę.

P.S.
Razem ze mną pojechał między innymi Mietek i robił nam zdjęcia.

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • kubek

  • łyżka

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Ciasto truskawkowe

Autor: koobak czwartek, 28 maja 2009, 08:53 komentarze: (3)
Składniki:

  • 2 szklanki mąki

  • 2 cukry waniliowe

  • 1/2 kostki margaryny

  • szczypta soli

  • 7 jajek

  • proszek do pieczenia

  • 1/3 + 1/2 szklanka cukru

  • kasza manna

  • mąka ziemniaczana

  • mleko

  • olej

  • 75 dag umytych, obranych z szypułek i odciekniętych z wody truskawek



Z 2 szklanek mąki, proszku do pieczenia, szczypty soli, 1/2 kostki margaryny, 1/3 szklanki cukru, sukru waniliowego, 1 całego jajka i 3 żółtek (białka odlożyć na bok) i mleka (tyle ile trzeba - nie więcej) zagnieść ciasto jak w przepisie tutaj. Ciasto wałkujemy i wykładamy blachę (tą formatu nieco większego niż A4) wraz z brzegiem (ok. 2 cm). Widelcem dziurkujemy surowy spód, żeby ładnie wyrósł i wkładamy do piekarnika (190°C䔮°C) żeby uległ podpieczeniu (ok 15 minut, ale jak zacznie pachnieć znak, że już trza by go wyjąć). W tzw. międzyczasie bierzemy wcześniej odłożone 3 białka, wybijamy białka z pozostałych 3 jajek (żółtka na jajecznicę zostają), ubijamy pianę, dodajemy łyżę oleju, pół szklanki cukru i cukier waniliowy i miksujemy jeszcze trochę do kompletnego wymieszania. Dla efektu (nie wiem jeszcz, co ze smakiem) można dodać wraz z cukrem pokruszonej gorzkiej czekolady (kruszyłem ją piłkowanym nożem do krojenia chleba starając się kroić ją na jak najcieńsze "plasterki"). Efekt wizualny murowany.
Obsypujemy truskawki mąką ziemniaczaną.
Po wyjęciu podpieczonego spodu posypujemy go po wierzchu ok. 2 łyżkami kaszy manny, wrzucamy truskawki na ciasto i przykrywamy całość pianą z białek z dodatkami. Pieczemy aż się nie upiecze (około 15-20 minut) w nieco chłodniejszym piekarniku (bo się białko z wierzchu spiecze, a w środku będzie nie bardzo).

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • 3 miski

  • widelec

  • mikser

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Fasolka po bretońsku

Autor: newpowersoul niedziela, 10 maja 2009, 21:49 komentarze: (2)
Kolejne danie z serii: jak zrobię, to będę jadł przez tydzień, bo wyszło za dużo. Mam wątpliwości odnośnie jej "bretońskości", ale nie wnikam. Do roboty

Składniki:


  • Opakowanie białej fasoli w zależności od potrzeb. Myślę, że 500g wystarczy;]

  • duży koncentrat pomidorowy

  • olej

  • kostka rosołowa

  • kiełbasa w sporej ilości (preferowana toruńska, aco)

  • cebula
  • przyprawy
Zaczynamy od najważniejszego. Zalewamy fasolę zimną wodą i moczymy minimum 10h, żeby zmiękła. Dlatego najlepiej zrobić to dzień przed gotowaniem. Odlewamy starą wodę, zalewamy ponownie do przykrycia fasoli(tylko żeby nie przesadzić, bo będzie rzadka, obrzydliwa w smaku konsystencja) i wstawiamy na gaz.

Kroimy cebulę, kiełbasę i smażymy w odpowiedniej ilości oliwy. W momencie zagotowania fasoli, przerzucamy zawartość patelni do garnka i gotujemy. Dorzucamy kostkę rosołową do smaku(czasem można 2) i.... gotujemy dalej. Po około 30min gotowania fasola powinna być na tyle miękka, że będzie nadawała się do spożycia. Zmniejszamy płomień i dodajemy cały koncentrat pomidorowy. Przyprawiamy do smaku, mieszamy dokładnie i gotujemy pod połowicznym przykryciem(żeby nie eksplodowało) około 20-30min. Powinno być już dobre. Jeśli nie jest, to znaczy, że musieliście coś źle zrobić, albo ja o czymś zapomniałem. Myślę, że raczej to pierwsze:) Smacznego



Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • kuchenka

  • widelec

  • patelnia

  • talerz
  • garnek
  • deska do krojenia

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Śniadanie w hipermarkecie

Autor: misiuziu niedziela, 26 kwietnia 2009, 15:22 komentarze: (9)
Byłem dzisiaj na małych zakupach i przypomniał mi się patent na śniadanie w hipermarkecie. Jest on niezwykle przydatny gdy skończy się kasa :)

Składniki:

  • hiper-super-market

  • rozgadany kolega



W weekendy w supermarketach jest mnóstwo degustacji. My, jako studenci, musimy to wykorzystać. W sensie, że popróbować, a że porcję są takie małe, że smaku nie czuć to inna sprawa :P Na śniadanie wybieramy się w sobotę lub niedziele od godziny 9 do mniej więcej 11, później sępy rozdrapią nasze śniadanie.

Pierwsze co to bierzemy koszyk i robimy rundkę kontrolną. Po paru razach nabiera się wprawy i od razu wiadomo, gdzie mogą stać hostessy z degustacją naszych ulubionych produktów. Jak już wiemy co podają dzisiaj w super-hiper-cool-markecie ustalamy sobie jadłospis.

Danie główne.

Boczniaki. Przeważnie jest ich dużo i są smażone. Jak ktoś lubi grzyby to jest to chyba najlepsza opcja, ze względu na to, że najkrócej się na nią czeka.

Sosy z makaronem lub gotowe dania ze słoika. Opcja ekskluzywna, ze względu na długość oczekiwania przed konsumpcją. Sępy cały czas krążą wokół tych potraw i ciężko się dopchać. Może być to dobra opcją we wczesnych godzinach rannych (mało sępów).

Zupy przecierowe. Pożywne (nie tak jak poprzednie dania) i nie trzeba zbyt długo czekać na podgrzanie.

Wędliny, parówki i inne mięsiwa. Bardzo dobra opcja, pożywne i czas oczekiwania jest praktycznie zerowy. Wady są takie, że kęsy są dość małe i nie ma żadnej zagryzki.

Napoje.

Czasami trzeba przepłukać gardło, tak profilaktycznie, żeby dobrze czuć smak przy następnym stoisku. I tak na początek proponuje soki. Musicie pamiętać, żeby nie próbować nowych smaków. Niektóre są okropne i psują smak wszystkiego. Z sokami nigdy nie ma problemu, zawsze są.

Jogurty pitne tudzież aktimelo-podobny. Świetnie nadaję się na płukanie gardła, jednak dostępny jest tylko w pierwszych fazach rozpoczęcia promocji.

Piwo. Tak, raz mi się to zdarzyło, była degustacja piwa. Tylko to było Karmi (co tak naprawdę nie można nazwać piwem). Bardzo rzadko spotykane i tylko specyficzne gatunki. Nigdy nie było Żubrów =]

Deser i kawa.

Wybór deserów jest naprawdę ogromny. Dla spóźnialskich zostają tylko one.

Płatki śniadaniowe z mlekiem. Stanowią one alternatywę dla pełnego posiłku. Pożywne, mokre i w ogóle pyszne. Jak już są na promocji to nigdy ich nie braknie.

Batoniki. Panie chodzą przeważnie z tacami. Można złapać parę kawałków, byle nie za dużo. Robi się za słodko i znowu trzeba iść na napoje.

Jogurty. ZAWSZE SĄ! I to nawet w ciągu tygodnia. Przeważnie jest wystawionych kilka smaków i wszystkie należy spróbować. Jogurty to samo zdrowie :)

Kawa. To wszystko należy zapić kawą. Proste i oczywiste.

Technika jedzenia
Skoro mamy już ułożony jadłospis należy zacząć jeść. Na pewno każdemu jest głupio stać i czekać aż hostessy dołożą Ci jedzenia. One się w końcu wkurzą i przestaną nakładać. Ale jest sposób na uniknięcie tego, z pomocą przyjaciela.

98% hostess to kobiety (niektóre są strasznie brzydkie, ale mimo wszystko to kobiety), a każda kobieta mężczyzny chce. Zanim podejdziemy do stoiska patrzymy na kumpla, pokazujemy mu wzrokiem hostessę i motywujemy gadką:
-Rwij lachona! Na co czekasz? Aż się lachon zestarzeje?

Gdy kolega grzecznie zarywa lachona, my tajniakiem lub półtajniakiem jemy wszystko co jest na stoisku. Jeśli kolega jest wyjątkowo dobrym podrywaczem powinien zastosować tekst w stylu:
-Ej, no po co będziesz nakładać takie małe porcję? Nałóż nam większe porcję i szybciej pójdziesz do domu :)

Rzadko skutkuje :P Ale zawsze wtedy dostajemy dokładkę małych porcji :D Dlaczego samemu nie można tego robić tylko trzeba mieć kolegę? Bo to nieładnie mówić z pełnymi ustami, a my przecież przyszliśmy się najeść :)

Pamiętam te wspaniałe śniadania i desery na pierwszym roku jak zdarzyło mi się pójść z kuzynem i jego kumplem na zakupy :) Wspaniałe czasy :D

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • kompletnie nic

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Mikrofalówka z garnka

Autor: misiuziu środa, 22 kwietnia 2009, 21:09 komentarze: (6)
Może nie do końca tak jak w tytule, ale coś koło tego :) Napisał do mnie Janek, lat 20, UMK, filologia polska (po tym konkursie wszyscy się jakoś tak dokładnie podpisują:P ). A oto jego przepis.

"W sumie to co chcę zaproponować to nie przepis ^^' Ale może się przyda.

Jeśli zrobiliśmy czegoś za dużo/przywieźliśmy z domu/została nam
pizza, a nie mamy mikrofali/piekarnika (jestem w takiej straszne
sytuacji ;( ) i nie chcemy, żeby się zmarnowało bierzemy garnek oraz
talerz o średnicy nieco większej niż garnek oraz koniecznie przykrywkę
do garnka lub drugi talerz.

Nalewamy wody do garnka, starczy do połowy. Kładziemy talerz na
niniejszym. Na talerz kładziemy produkt spożywczy mający się podgrzać.
Odkręcamy gaz i czekamy aż zagotuje się woda. Sama temperatura pary
wystarczy, żeby dany obiekt podgrzać, woda nie musi się koniecznie
gotować. Należy to wszystko przykryć, żeby ciepło nie ulatywało i
rzeczony posiłek był podgrzany równomiernie. Czekamy aż będzie
wszystko w takiej temperaturze jaką preferujemy dla danego produktu
spożywczego i zdejmujemy talerz. Jest mokry od spodu, ale można
podłożyć deskę/wytrzeć i z niego jeść.

Metoda może się też teoretycznie nadawać do wskrzeszania suchych bułek
i chleba, ale jeszcze nie próbowałem ;-)

Brudnych rzeczy poza talerzem nie ma, a w garnku możemy ugotować potem
ryż, bo woda jest czysta i ładnie przegotowana, albo wodę zwyczajnie
wylać."

I taki oto przepis nie przepis wysłał mi Janek. Zaintrygował mnie ten przepis, bo wydał mi się sposób bardzo ciekawy. Niestety za cholerę nie mogłem sobie wyobrazić tego garnka i talerzy, więc poprosiłem o przedstawienie graficzne i więcej uwag, oto co dostałem:

"Chodzi o to, żeby czerwony talerz NIE WPADŁ do środka, a zielony może już być jakikolwiek, byleby przykrywał to, co się podgrzewa. Zielony nawet nie musi być talerzem, tylko nawet miską (na obrazku podgrzewam pieczone ziemniaczki z przyprawami przywiezione z domu ;-) )

Nie napisałem, żeby uważać na czerwony talerz - jest gorący. Można dla oszczędności położyć go potem na zielonym, żeby się nie poparzyć. ( SERIO !!! )

Warto też czasem wszystko podnieść, żeby ciśnienie pary troszkę zmniejszyć tak dla czystego bezpieczeństwa. Dodatkowo sprawdzamy czy woda nie wyparowała, ale to się zdarza tylko jeśli się coś naprawdę długo podgrzewa.

Sposób generalnie bezpieczny. Jedna kontrola na 15 minut powinna wystarczyć, a w sumie samo podgrzewanie nie trwa dłużej.

Przypominam, że sposób jest na PODGRZEWANIE nie gotowanie. I nie jest to sposób na gotowanie na parze."

I jeszcze na koniec parę informacji technicznych. Przystąpiliśmy do programu partnerskiego zabawek dla dużych chłopców :) Dlaczego? Bo te zabawki są fajne :D
Polecam samo chłodzący kufel do piwa, którego będę szczęśliwym posiadaczem :D
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Jajka faszerowane

Autor: newpowersoul niedziela, 19 kwietnia 2009, 16:12 komentarze: (5)
Długo nie pisałem, bo były święta, a potem trzeźwiałem;] Pora wrócić do formy. Dzisiaj przygotujemy jajka faszerowane i nie, wcale nie dlatego, że jadłem identyczne w czasie świąt.


Składniki:


  • jajek ilość dowolna

  • resztki mięsne z lodówki

  • pietruszka, szczypior, coś w ten deseń

  • olej

  • majonez
  • kilka pieczarek

Gotujemy jajka na twardo, zalewamy zimną wodą i następnie obieramy. Kroimy je na połówki i bardzo delikatnie wydłubujemy z nich żółtko, które przerzucamy do oddzielnej miski. W międzyczasie kroimy drobno resztki mięsne oraz pieczarki i rzucamy w cholerę na patelnię:) Jeśli nie chcemy mięsa, to zostawmy same pieczarki. Siekamy zieleninę. Oczywiście można zrobić bez, ale wtedy zabraknie wiosennego akcentu, tak bardzo pożądanego przez niektórych. Zieleninę oraz usmażone resztki łączymy z żółtkiem. Dodajemy ilość majonezu nam odpowiadającą i mielimy na papkę. Następnie delikatnie wypełniamy wyżłobione jajka przygotowaną przez nas masą, doprawiamy do smaku i dodajemy ewentualnie majonez na wierzch. Szybko, tanio i smacznie. Na domówkę, jak znalazł.

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • miska

  • widelec

  • patelnia

  • talerz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Buritto

Autor: misiuziu poniedziałek, 6 kwietnia 2009, 10:02 komentarze: (9)
Kolejny przepis konkursowy od Tomasza, lat 21 z Uniwersytetu Wrocławskiego ( informatyka na Wydziale Matematyki i Informatyki). P.S. I ma zajebiste imię :) P.S. I ma aparat :D




Składniki:

  • 30 dag mięsa mielonego

  • koncentrat pomidorowy (wystarczy mały słoiczek)

  • kostka rosołowa

  • przyprawa meksykańska

  • Nachos

  • puszka ciemnej fasoli

  • 6 naleśników do burrito


Dodatki (opcjonalnie, co kto lubi):

  • ser żółty

  • pomidory

  • kapusta pekińska

  • śmietana

  • sos pomidorowy



Burrito jest pyszną meksykańską potrawą, którą całkiem łatwo samemu przygotować. Ogólnie polega to na przyrządzeniu mięsnego farszu, który potem zawiniemy w naleśnika.

Na średnią wlewamy 3/4 szklanki przegotowanej wody (najlepiej wrzątku, oszczędzimy sobie czasu na jej podgrzewanie). Do tej wody wrzucamy mięsno, które rozdrabniamy na jak najmniejsze kawałki. Czekamy, aż mięso się trochę podgotuje, mieszając i rozdrabniając je cały czas.

Kiedy mięso już nie jest takie surowe, wrzucamy na patelnię kostkę rosołową, żeby się rozpuściła, cały czas mieszając i rozdrabniając mięso na mniejsze kawałki. Całość powinna powoli gęstnieć i przypominać rosół z mielonym mięsem. Kiedy uznamy, że kostka się rozpuściła i wszystko ładnie zostało wymieszane, dodajemy zawartość słoiczka z koncentratem pomidorowym. Mięso powinno mieć ciemny kolor i być rozdrobnione.

Przyszedł czas na Nachos. Otwieramy paczkę, bierzemy dwie garście czipsów i zaciskamy obie garście, krusząc czipsy. Tak pokruszone czipsy wrzucamy do naszego farszu, aby nim nasiąkły i trochę zmiękły. Całość powinna już dość zgęstnieć i powoli zacząć przypominać farsz (czyli bardzo gęstą zupę).
Kiedy wszystko ładnie wymieszaliśmy, dodajemy na koniec trochę przyprawy meksykańskiej. W zasadzie nie ,,trochę'', a całkiem sporo. Przyprawa nada naszej potrawie charakterystyczny meksykański smak i zapach, który rozniesie się po kuchni i zacznie powodować lekki ślinotok i ssanie w brzuchu. ;)
W tym czasie otwieramy puszkę z fasolą, odcedzamy ją (czyli odlewamy wodę) i dodajemy do farszu (ale raczej nie całą puszkę). Wszystko ładnie ostatecznie mieszamy, próbujemy, czy smakuje i możemy być dumni, że farsz się udał. ;)

Zostały nam jeszcze naleśniki, które wystarczy podgrzać (ale lepiej sprawdzić na opakowaniu). Wystarczy je włożyć do piekarnika lub mikrofalówki na kilkanaście lub kilkadziesiąt sekund. My nie mieliśmy ani tego ani tego, więc użyliśmy czystej patelni bez tłuszczu i na niej podgrzewaliśmy.

Sprawa dodatków: do samego farszu można dołączyć kilka dodatków, w zależności od upodobań. Dobrze sprawdza się ser, kapusta i pomidory. Niektórzy lubią też śmietanę i sos pomidorowy. W takim wypadku kroimy nasze dodatki do miseczek (ser w zasadzie lepiej zetrzeć, ale nie każdy ma tarkę) i podajemy razem ze wszystkim.

Et voila! Jeśli jesteśmy estetami, to farsz umieszczamy w miseczce, pozostałe dodatki także w osobnych miseczkach, a naleśniki na talerzykach (część można zostawić na patelni/w piekarniku, żeby nie wystygły) i można zabierać się do jedzenia. Nakładamy niewielką ilość farszu i pożądanych dodatków na naleśnika i go zawijamy. Smacznego!

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • miseczki (jeśli używaliśmy

  • talerzyki (na których jedliśmy)

  • patelnia

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Studencka zupa cytrynowa

Autor: misiuziu czwartek, 2 kwietnia 2009, 23:12 komentarze: (1)
Korzystając z tego, że mam na mailu parę fajnych przepisów, których dostałem przy okazji konkursu, a współtwórcy pomimo deklaracji jakoś nie bardzo chcą pisać posty, zamieszam przepis na zupę cytrynową :) A autorką przepisu jest Karola, lat 20, przyszły (lub niedoszły) biotechnolog z Krakowa :)

Gęsta, kwaśna, sycąca i trzeźwiąca. I błyskawiczna. Idealna zupa-kacówka, nieraz ratowała mi życie. Najbardziej studenckie danie jakie znam - proporcja nie jest ściemą, w takiej wersji smakuje najlepiej :D

Składniki:

  • jedyny rosołek drobiowy/warzywny odnaleziony w czeluściach kuchni

  • spora garść drobnego makaronu, w ostateczności ryżu (ale będzie dłużej)

  • ostatnie jajko

  • lekko przyschnięte pół cytryny

  • pieprz



W małym garnku zagotowujemy pół litra wody z rosołkiem, wrzucamy makaron i gotujemy tyle ile mówi opakowanie. W międzyczasie wyciskamy cytrynę, sok wlewamy do szklanki, dorzucamy jajko i rozbełtujemy widelcem. Sprawdzamy makaron - jak będzie gotowy wyłączamy gaz. Do jajka z cytryną dolewamy trochę gorącej zupy, mieszamy, wlewamy zawartość szklanki do garnka i jeszcze raz mieszamy. Dodajemy sporo pieprzu. Jemy z talerza albo prosto z garnka ;)

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • garnek

  • szklanka

  • widelec

  • łyżka do mieszania i jedzenia

  • talerz lub nie

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Sernik - przepis konkursowy

Autor: misiuziu niedziela, 22 marca 2009, 16:39 komentarze: (14)
Jak już pisałem, wszystkie przepisy były fajne i wszystkie mam zamiar opublikować. Jednak ktoś musiał wygrać i po burzliwych dyskusji z koobakiem (k:ten mi się podoba, za ten widelec) wyłoniliśmy zwycięzce (z którym skontaktujemy się mailowo w celu dania ekwiwalentu w zamian za wygrany przepity zegarek :P ). A oto przepis w wersji oryginalnej.

Idealny sposób na wydanie ostatnich pieniędzy, na pewno nie jest to tani przepis, ale dobry na każdą okazję zarówno wieczór z przyjaciółmi (zawsze w jakiś magiczny sposób dowiadują się, że coś się upiekło) a także stypy i inne rodzinne imprezy. W pewnych kręgach sernik ten stał się już nawet walutą (miesięczna opłata za Internet - jedna blacha dla sąsiada) i wymarzonym prezentem (kolejna blacha dla przyjaciół w dniu urodzin).

Czas przygotowania od pierwszej myśli „zrobię sernik” do momentu delektowania się gotowym produktem około 2 h. (Wiem, wiem – dość długo, ale warto czekać)
Czas przygotowania masy serowej dla wprawionego kucharza 10 minut…

Składniki:

  • 10 jajek (trzeba kupić sąsiedzi tyle nie pożyczą)

  • 1kg. sera najlepiej w wiaderku oszczędza się sporo zachodu

  • 30dkg masła (półtorej kostki)

  • 1,5 szklanki cukru

  • 0,5 szklanki kaszy manny

  • cukier wanilinowy jedno opakowanie

  • herbatniki



Cena około 20 zł wszystkie składniki dostępne w Lidlu…

Myjemy łapki, zamykamy kota w łazience (posiadacze kotów docenią ten punkt programu) i zabieramy się do dzieła. Rozdzielamy żółtka i białka jaj do dwóch uprzednio przygotowanych misek sporych rozmiarów. Do białek dosypujemy szczyptę soli i ubijamy na sztywną pianę (tak, co by miseczkę można było do góry nogami odwrócić i nie trzeba było zawartości z podłogi sprzątać) a potem odstawiamy na bok i zapominamy o nich na jakiś czas (pod warunkiem, że kot na pewno siedzi w łazience). Do żółtek dodajemy pozostałe składniki w dowolnej kolejności i ucieramy mikserem na jednolitą masę.

Następnie przekładamy ubite białko do masy serowej i delikatnie mieszamy łyżką. Blachę smarujemy masłem i wykładamy herbatnikami. Przelewamy ciasto na obłożoną jak się patrzy blaszkę i wstawiamy do rozpalonego do czerwoności piekarnika… i tu się zaczynają schody, bo w zależności od tego, jakie parametry posiada wasz piekarnik będziecie musieli dostosować najistotniejsze koordynaty, czyli temperaturę i czas wypieku. Ja w moim cudzie techniki zamykanym na widelec, piekę przez 15-20 minut w najwyższej temperaturze a potem 180`C przez 40-50 minut. Czas pobytu sernika w piekarniku można sobie uprzyjemnić deserem z truskawek i bitej śmietany…

Upieczony sernik pozostawiamy w piekarniku przez pół godziny, intensywnie go obserwując, bo licho nigdy nie śpi i gdy się najmniej tego spodziewamy, może się okazać, że ktoś w pośpiechu właśnie pochłania jeszcze gorący wypiek. Jeśli uda nam się do takiej sytuacji nie dopuścić i mamy sernik w jednym zgrabnym kawałku, jego wierzch można pokryć cukrem pudrem lub jak ktoś ma wenę bawić się w robienie lukru lub polewy czekoladowej. Na ciepło sernik smakuje jeszcze lepiej. Nie wiem jak długo pozostaje świeży, bo nie zdarzyło się jeszcze, żeby wytrzymał do następnego dnia niezjedzony.


Surowa masa też jest niezła a dokładnie wylizana miskę łatwiej się myje. Do sprzątania radzę zaangażować kota, wynudziło się pewnie biedactwo…


Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • miski sztuk dwie

  • "piórka" od miksera

  • łyżka

  • blacha do ciasta

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Konkurs i koci siurek*

Autor: misiuziu środa, 18 marca 2009, 20:40 komentarze: (3)
Wszem i wobec obwieszczam, że zakończył się konkurs na przepis miesiąca. Jego zwycięzcą został....

(fanfary)



(długie fanfary)

... nie wiem kto nim został :P Powiem szczerze, że spodziewałem się po prostu zwykłych przepisów napisanych jak w książce kucharskiej (oschle i beznamiętnie) i planowałem dać wygrać osobie, która zrobi to (bez skojarzeń) z dziką rozkoszą. Ale tak się złożyło, że dostałem parę właśnie tak napisanych przepisów i nie mogę się na jakiś konkretny zdecydować.

Póki co nie ma przegranych, są sami wygrani. Jeśli wysłałeś/wysłałaś przepis to na pewno jesteś the best of the best of the best. Nawet pomimo tego, że ja jest bardziej best :D

I z miejsca tego pozdrawiam Kraków, królowe i księżniczki, które potrafią nawet smoka okiełznać i szalejące gibony :D

*określenie "koci siurek" zostało zapożyczone od autorki tegóż bloga :) Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz
ananas (3) aromat do ciasta (2) bagietka (3) bakalie (1) banany (2) bazylia (1) biała fasola (2) białka (1) bita śmietana (1) boczek (11) boczniak (1) bób (1) brokuły (2) brzoskwinia (1) bulion (1) bułka (5) bułka tarta (13) buraki (1) cebula (46) chili (4) chińszczyzna (1) chleb (13) chleb razowy (1) chrzan (1) ciastko (1) ciasto francuskie (3) ciemna fasola (1) cola (2) cukier (31) cukier puder (5) cukier waniliowy (6) cukierki (1) curry (2) cynamon (5) cytryna (8) czekolada biała (1) czekolada gorzka (7) czekolada mleczna (3) czereśnie (1) czerwona fasola (2) czosnek (35) drożdże (10) dżem (1) fasolka szparagowa (3) gałka muszkatołowa (1) gotowanie na kolanie (4) goździki (2) granulat sojowy (1) groszek (7) gruszka (1) grzanki (1) grzyby (2) grzyby suszone (1) herbata (2) herbatniki (2) imbir (2) jabłko (9) jajko (62) jogurt (1) jogurt grecki (1) jogurt naturalny (2) kabanosy (1) kakao (6) kalafior (1) kapusta (3) kapusta kiszona (3) kapusta pekińska (4) karkówka (1) kasza manna (5) kaszanka (1) keczup (4) kiełbasa (16) kminek (2) kolendra (2) koncentrat pomidorowy (9) konserwa (1) koper (2) korpus z kurczaka (1) kostka rosołowa (24) kotlet schabowy (1) kotlety sojowe (2) krakersy (1) krewetki (1) kukurydza (7) kurki (1) kuskus (1) liście czarnej porzeczki (1) liść laurowy (1) lód (3) lubczyk (1) łopatka (1) łosoś wędzony (1) maggi (1) majeranek (2) majonez (8) mak (1) makaron (27) marchewka (12) margaryna (8) marihuana (1) marmolada (1) masło (36) mąka (44) mięso (2) mięso mielone (8) mięta (1) migdały (1) miód (3) mleczko kokosowe (1) mleko (20) mleko w proszku (1) mozzarella (1) mózg (1) nachos (1) nać pietruszki (1) naleśniki (3) ocet (1) ocet winny (1) ogórek (5) ogórek kiszony (4) olej (75) oliwa (7) oliwki (4) oregano (1) orzechy laskowe (1) orzeszki solone (1) otręby (2) owoce (1) paluszki rybne (1) papryka (16) parówka (5) patenty (9) pieczarki (12) pieprz (9) piersi kurczaka (19) pietruszka (6) piwo (4) płatki migdałowe (2) pomarańcza (3) pomidor (17) pomidory w puszce (1) pomidory w zalewie (2) por (3) predanie (8) proszek do pieczenia (16) przyprawa gyros (2) przyprawa meksykańska (1) rodzynki (2) rozmaryn (2) rum (1) ryba (1) ryż (16) sałata (2) schab (1) seler (1) ser (19) ser feta (4) ser pleśniowy (3) serek homogenizowany (1) serek topiony (1) serek wiejski (1) sezam (1) słodzik (1) słoiki (1) słonina (1) smalec (5) soczewica (1) sok (5) sok pomarańczowy (1) sok pomidorowy (1) sos boloński (1) sos czosnkowy (1) sos pomidorowy (2) sos sałatkowy (1) sos sojowy (1) sos vinaigrette (1) sos z torebki (1) sól (11) spirytus (2) surówka (2) suszone pomidory (1) syrop wiśniowy (1) szalotka (1) szałwia (1) szczypior (2) szpinak (4) szynka (4) śledź (1) śmietana (17) śmietanka (4) śmietanka 30% (3) tabasco (1) trat pomidorowy (2) truskawki (5) tuńczyk (3) twaróg (4) tymianek (2) tzatziki (1) vegetta (1) wafle (2) warzywa (4) warzywko (4) wino (6) wino białe (1) wiórki kokosowe (1) wiśnie (4) włoszczyzna (7) woda (13) wódka (5) zacierka (1) zasmażka (2) ziemniak (19) zioła prowansalskie (2) zioło (1) zrazy sojowe (1) zupa w proszku (1) zupka chińska (2) żeberka (1) żółtko (1)
A niby kto to ma być?