Kliknij w kubek
i dowiedz się, jak go wygrać!

comments post
Studenckie gotowanie. Proste, smaczne przepisy! Niekoniecznie z ryżem. Kuchnia studencka w najlepszym wykonaniu.

Plemniki waniliowe

Autor: misiuziu niedziela, 19 grudnia 2010, 12:32 komentarze: (3)
Wczoraj odbyła się 4 Jubileuszowa Kolacja Sobotnia - jacyś ludzi przychodzą i nam gotują tyle jedzenia, że później w niedziele nie musimy już gotować :P Ale nie o tym chciałem. O tym plemnikach - w sumie to są pączucie waniliowe, ale wyglądają jak plemniki na sterydach :P

Składniki:
  • 1,5 szklanki mąki
  • 3 jajka
  • 1,5 płaskiej łyżeczki proszku do pieczenia
  • serek homogenizowany (1 opakowanie nieznanej wielkości)
  • cukier puder
  • kawałki świni w postaci smalcu



Na początek zdjęcie autorki przepisu z rzepą (rzepa to ta biała :P ):



A teraz przepis. Jajka, mąkę, serek i proszek łączymy na jednolitą masę. Następnie topimy świnie. Na początku świnia wygląda tak:



Na rozgrzany tłuszcz łyżką stołową nakładamy ciasto, zsuwając je z łyżki za pomocą palca. O ile najwygodniej jest to robić palcem wskazującym, to jednak nie ma ograniczeń co do palca, którego trzeba użyć. Smażymy chwilę z obu stron. W tym czasie trzeba było zrobić cukier puder (ktoś wyszedł z błędnych założeń, że taki cukier taki posiadamy). Na szczęście, z pomocą przyszedł żubr:



Pączusie, po wyciągnięciu z garnka układamy na papierowym ręczniku - żeby tłuszcz z nich uciekł. Po usmażeniu, wyglądają tak:



(i niech ktoś spróbuje zaprzeczyć, że nie przypominają plemników!). Później zostaję już tylko maczanie ich w cukrze i jedzenie. Jeśli sami robiliśmy cukier puder, należy pamiętać, żeby zachwycać się jego drobnością :)

Przypomnę jeszcze na koniec o konkursie. Można wygrać iphona - wystarczy się zapisać i a później czekać na maila i jak najszybciej na niego odpowiedzieć. Prościej nie można :)

I co jeszcze? A, tak - 5 Jubileuszowa Kolacja Sobotnia nie odbędzie się za tydzień z powodu urodzin Jezusa - odbędzie się w najbliższym wolnym terminie :P Jak już zjemy, to znowu wejdziemy na kopiec :)



Zbrudzone naczynia i nie tylko:
  • miska i coś do mieszania
  • garnek
  • talerz
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Grzaniec nieco inny

Autor: koobak sobota, 18 grudnia 2010, 19:32 komentarze: (0)
Składniki:
  • wino półsłodkie
  • wiśnie drylowane (mogą być mrożone)
  • syrop wiśniowy (ale nie chemiczny w sensie, że cukier + słodziki + aromaty)
  • przyprawy w proszku: pieprz, goździki, cynamon, imbir

Patent podejrzany w krakowskiej knajpie. Grzaniec w tej wersji jest cholernie drogi i nieco cholerniej fajny. A po co przepłacać, skoro można samemu identyczny efekt osiągnąć? Zatem do dzieła!

Proporcje rozrabiania syropu wiśniowego są na opakowaniu. Dajemy 3/4 zalecanej dawki proporcjonalnie do ilości wina. Następnie wiśnie (ja biorę mrożone) w ilości odpowiedniej do upodobań wrzucamy do wina z sokiem. Doprawiamy przyprawami (misiuziu nie lubi cynamonu, więc niech go pominie) i powoli grzejemy (wiśnie powinny się rozmrozić w trakcie). Podobnie, jak grzanego piwa i tradycyjnego grzanego wińska (niech was wszechmogący Bóg broni!) nie wolno zagotować.

Po rozlaniu do kubków zawartość płynną wypijamy. Wisienki wyżeramy przy pomocy łyżeczki, widelca, a z braku czystego sztućca, przy pomocy popukiwania w denko przechylonego, nad otworem, kubka.
Chciałem kogoś pozdrowić, ale nie wiem, czy doceni.
Na pomór katarowi i innym zarazom (czyt. na zdrowie)!

P. S. Jako, że jestem chory i biorę antybiotyk, któremu alkohol szkodzi w przyswajaniu, łykam zaraz pigułę, a za godzinkę idę do przedpokoju (w którym mam kuchenkę) pić w samotności.

Zbrudzone naczynia i nie tylko:
  • garnek
  • kubek
  • łyżeczka
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Brand new style - czy jakoś tak

Autor: misiuziu piątek, 17 grudnia 2010, 22:58 komentarze: (4)
Wspominałem ostatnio, iż blog miał 4 urodziny (nie mogę się doczekać, aż będzie miał lat 18 i będę mógł się z nim napić piwa :P ). Z tejże okazji walnąłem mu prezent urodzinowy w postaci oryginalnej, autorskiej, super-hiper fajnej (tego to nie możecie podważyć, bo komentarze z krytyką usunę :P ) oraz opłaconej ciężką pracą - skórki na bloga. Ci, którzy czytają to z kanału RSS, mogę teraz spokojnie wejść i zobaczyć, jak ona wygląda :) . Swoją drogą ciekawi mnie, ile jest takich osób. Ciekawi mnie, bo jak się okazało, jakieś półtora roku temu wyłączyłem sobie licznik czytających :P Takie tam, małe potknięcie w sztuce :P

Wracając do skórki - to tak, jakby blog zaczął żuć gumę i uderzyłoby go poczucie świeżości. Pierdolnięcie... Wróć! Mentolnięcie :P Po dłużej chwili zastanowienie tak właśnie powinien wyglądać efekt odświeżenia (mentolnięcia) - brand new style i w ogóle. Przy okazji tego wspomnę po raz wtóry o konkursie (!), tylko, że nie moim :P O tutaj są szczegóły. Chodzi o pokazanie efektu mentolnięcia - czyli, zdjęcie na kacu z samego rana i drugie, po trzech browarach :P (swoją drogą, parę takich zdjęć, które biorą udział w konkursie, widziałem).

Wracając do meritum - blog, nowe futerko (skórka), takie mentolnięcie i w ogóle. Zostawiajcie komentarze - choćby dlatego, żeby zobaczyć jak wyglądają na nowym layoucie :) Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Jabłecznik

Autor: misiuziu środa, 15 grudnia 2010, 17:41 komentarze: (0)
Kolejny przepis od Asch'a (ma chłopak wenę :P ). Zanim jednak przejdę do przepisu, chciałem rzucić linkiem (ta da!). Jest to link do konkursu - taki jaki najbardziej lubię :) Można wygrać iphona albo ipada (czy jak to się tam zwie). Wystarczy się zapisać i podać trochę informacji o sobie.

Składniki:


  • 5 jabłek

  • 6 jaj

  • 1,5 szklanki cukru

  • 2 szklanki mąki

  • 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia

  • 6 łyżek oleju



Proste, bo ucierane ciasto. Ad rem. Jabłka obrać i pokroić w plasterki. Jajka całe ubić z cukrem, dodać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i olej. Wyłożyć na wysmarowaną i wyłożoną papierem pergaminowym blaszkę połowę ciasta, następnie jabłka i przykryć drugą połową. Piec w temp. 180 stopni ok 40 minut. Można posypać cukrem pudrem lub bitą śmietaną, lub czym kto chce ;) Bon apetit!


źródło: http://www.flickr.com/photos/jebusthecat/1521463855/

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • miska, naczynia wedle uznania

  • blacha do pieczenia

  • pół kuchni, bo proste ciasto :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Mentolnięcie

Autor: misiuziu niedziela, 12 grudnia 2010, 21:00 komentarze: (5)
Dzisiaj będzie o... Ha! Nie powiem Wam :P Trzeba będzie samemu zgadnąć :) Więc tak, bierzemy mentol (swoją drogą to alkohol, a ja o tym nie wiedziałem :P ) i go uderzamy. Wykonujemy tak zwane, pierdolnięcie. Co nam z tego wychodzi? Mentolnięcie :)

Jak już wiecie o czym będzie mowa, to się zastanówmy nad pochodzeniem tego słowa. Jak już wspomniałem, mentolnięcie to połączenie dwóch słów : mentolu oraz ... uderzania. Chodzi o uderzenie świeżości, które się czuję podczas żucia gum.

Producent gum Airwaves (ha! za pierwszy razem napisałem nazwę i nie zrobiłem błędu!) organizuję konkurs. Konkurs polega na tym, żeby się pie... mentolem - innymi słowy, żeby się mentolnąć :) A konkretniej, żeby pokazać efekt mentolnięcia na zdjęciach. Zasady proste jak budowa cepa, nagroda fajna, nic tylko brać udział.

Zastanawiam się, który z moich zdjęć, najlepiej oddawało by efekt mentolnięcia. Na pewno pasowały by te zdjęcia z gór, jak wszytko było zamrożone :)

A teraz pytanie do Ciebie, drogi czytelniku obojga płci, co Ci się kojarzy ze słowem mentolnięcie? ;> Wpisujcie w komentarzach, albo podrzucajcie linki do zdjęć w konkursie :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Genialny sos czysto - pomidorowy

Autor: koobak sobota, 11 grudnia 2010, 11:11 komentarze: (0)
Składniki:

  • puszka pomidorów w zalewie

  • łyżeczka śmietany

  • mąka ziemniaczana - pół łyżeczki

  • kostka rosołowa

  • czosnek w proszku, sól, pieprz, zioła prowansalskie, maggi



Poprzedni przepis na sos zawierał pewne wariacje i udziwnienia. Czas na sos czysto-pomidorowy w trymiga. Ja robię sos z dwóch puszek.

Zatem do dzieła. Otwieramy puszkę całych pomidorów w zalewie (najlepsze są te z Netto). Wyciągamy pojedyncze pomidory, wycinamy nożem pozostałości po ogonku, kroimy na kawałki odpowiadające upodobaniom i wrzucam do garnka. przelewamy pozostały sok z puszki do garnka. Wrzucamy kostkę rosołową proporcjonalnie do objętości pomidorów w sokiem (standardowa kostka jest przeznaczona na 0,5 litra wywaru - powinno być napisane na opakowaniu). Gar stawiamy na ogniu i się gotuje. Przyprawiamy solą, pieprzem, czosnkiem i ziołami prowansalskimi (ambitni mogą użyć świeżego czosnku).

Dla zagęszczenia proponowałbym odparować. Ale nie zawsze jest na to czas - wówczas trza zagęścić mąką ziemniaczaną. Na 1/3 szklanki zimnej wody wsypujemy pół łyżeczki do herbaty mąki ziemniaczanej i mieszamy do rozpuszczenia. Wlewamy miksturę do pomidorów i zagotowujemy. Sos jest gotowy. Można doprawić maggi.

Uwag kilka. Dodatek śmietany wygładzi ("odchami") smak sosu. Jeśli sos ma być do ryżu/makaronu - wówczas trzeba sos bardziej zdecydowanie przyprawić. Gdy w sosie ma byc mięso, wtedy do lekko niedogotwanego/niedosmażonego mięsa wrzucamy pomidory zaczynając czynienie sosu (pomijamy wtedy kostkę rosołową). Sos wymaga porządnego dodatku soli, bo będzie słodkawy.

Czas na prywatę. Ostatnio zapisałem się na kurs szybkiego czytania i prowadzę relację z jego przebiegu pod tym adresem: http://szybko-czytam.pl. Zapraszam do wciągającej lektury, ćwiczenia i komentowania.

Zbrudzone naczynia i nie tylko:
  • garnek
  • talerz
  • nóż
  • łyżka
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Szarlotka a'la Asch

Autor: misiuziu piątek, 10 grudnia 2010, 19:47 komentarze: (0)
Napisał do mnie stary czytelnik i podesłał przepis. Uwielbiam zamieszczać gotowe przepisy (bo nie muszę ich pisać). Zanim jednak przejdę do przepisu, parę ogłoszeń parafialnych. W ostatnim przepisie wspominałem o patencie na tarcie ziemniaków - patent jest Magdy - podobno go perfidnie ukradłem :P (pozdrowienia dla Magdy). A resztę ogłoszeń napiszę na końcu ;)

Składniki:

  • 40 dag mąki

  • 1 kostka margaryny

  • 3/4 szkl cukru pudru

  • 2 jaja, 2 żółtka

  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia

  • 2-3 łyżki śmietany 12 lub 18%


Na pianę:

  • 4 białka

  • 8 łyżek cukru pudru

  • strate jabłka - ok 2 kg

  • cynamon i cukier waniliowy do posypania jabłek, ilość wedle uznania, ja wolę więcej niż mniej (od misiuziu: przez ten cynamon to ja nie lubię szarlotki)



Instrukcja szczegółowa urabiania ciasta:

Wysypać mąkę, cukier i proszek do pieczenia na jedną kupkę. Pośrodku należy zrobić... hmm, dziurę :) do której wbija się jajka i dodaje śmietanę. Dzięki takiej "konstrukcji" jajka się nie rozpłyną po stole. Margarynę pokroić na małe kawałki, rozłożyć równomiernie wśród całej reszty. Przy pomocy noża delikatnie wymieszać. Najpierw jajka z mąką, potem całość. Dobrze jest też jak najbardziej rozdrobnić margarynę. Po wstępnym wymieszaniu trzeba ugniatać ciasto rękami aż do uzyskania jednolitej konsystencji. Na początku będzie się bardzo lepić, dopóki nie wymiesza się dobrze z mąką. Jeśli mąka na stole się skończy, a ciasto nadal będzie się kleić do stołu, trzeba dodać jeszcze TROCHĘ (czytaj: pół garstki) mąki i ponownie zagnieść. I tak aż do momentu, kiedy przestanie się kleić do stołu.

Rada Wujka Dobra Rada: dobrze jest od czasu do czasu posypać ręce mąką, żeby się tak do rąk nie kleiło.

I nie przejmujcie się, jak Wam pierwsze nie wyjdzie ;)

Następnie urobione ciasto podzielić na dwie części. Jedną z nich zamrozić, drugą rozwałkować i wyłożyć na spód brytfanny. Na ciasto wyłożyć jabłka, posypać cukrem i cynamonem. Następnie ubić pianę z białek (dobrze jest je wcześniej trzymać w lodówce, lepiej się ubija), dodać cukier, ponownie ubić. Zmrożoną część ciasta (uwaga, musi być dobrze zmrożona) zetrzeć na tarce i delikatnie wymieszać z pianą. Wyłożyć na wierzch ciasta. Piec w temp. 200 stopni. 45 minut powinno wystarczyć.

Opcjonalnie: można ubić śmietankę 30% i wyłożyć na wierzch gotowego ciasta. Żeby się dłużej trzymała, trzeba do niej dodać jakiegoś "śmietan-fixu". Bon apetit!

-------------

A teraz reszt ogłoszeń. W górach byłem, w Gorcach :) Zostałem przetargany po śniegu strasznie i okropnie (trzeba popracować nad kondycją :P ). Tak to wyglądało:



Zdjęcia robił Wojtek (tutaj jest reszta). Wojtek prowadzi też serwis, na temat swoich podróży (podróżujący fizyk -http://fizyk-w-podrozy.wikidot.com). Zanim jednak tam wejdziecie to uważajcie, bo tam... czai się...



Pozdrowienia dla Wojtka oraz Asch'a, który przesłał przepis.

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • różne miski i naczynia wedle uznania

  • tarka, łyżka, nóż

  • brytfanna

  • cała kuchnia :) oraz kucharz/kucharka, chyba że jest sprytniejszy/a niż autor

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Placki ziemniaczane - patent nad patenty

Autor: misiuziu niedziela, 28 listopada 2010, 14:41 komentarze: (7)
Wczoraj miałem okazję jeść placki ziemniaczane. Na szczęście nie ja je robiłem :P I takie tam ciekawe rzeczy się dowiedziałem :D

Nie będę opisywał jak się robi placki bo już to robiłem. Patent jest natomiast następujący - jak już zetrzemy ziemniaka, do wersji mocno okrojonej i zaczynamy trzeć palce, bierzemy do ręki widelec. Nadziewamy na niego ziemniaka i trzemy dalej. Wszytkie palce mam dzięki temu całe :) Tylko przedrmie podrapanę po zjeżdżaniu z kopca.

U Was też tyle śniegu, że można zjeżdżać na workach? :)

A tak to wczoraj wyglądało (muszę się pochwalić, że największego ziemniaka starłem ja).









Na pierwszym zdjęciu jest mój współlokator. Dalej ja a potem Katarzyna. A potem Barbara. Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Sos grzybowy

Autor: misiuziu sobota, 27 listopada 2010, 17:21 komentarze: (3)
Ogólnie to ja za grzybami nie przepadam. W sumie to ich nie lubię :P Akceptuję pieczarki i czasami kurki. W daniach jako dodatek mało wyczuwalny - takie coś też zjem. Jak byłem w domu to chciałem zrobić sos kurkowy, taki, jak robił mój dziadek. Nie do końca mi się to udało, ale i tak mi smakowało :)



Składniki:

  • kurki, miałem takie ze słoika

  • śmietana, gęsta i tłusta

  • trochę masła

  • cebula

  • kostka rosołowa albo jakiś bulion



Cebulę obieramy i drobno kroimy. Wrzucamy na rozpuszczone masło i podsmażamy. Jak się zeszkli wrzucamy kurki i również podsmażamy. Trzeba uważać, żeby nie spalić cebuli - jak już będzie miękka, dolewamy bulionu i chwilkę gotujemy.

Śmietanę rozmieszamy przez wlaniem do garnka. Wlewamy :) Trzeba to robić ostrożnie, żeby się nie zważyła. Wszystko razem mieszamy i gotujemy, aż zredukuję się znacząco ilość sosu. Sos powinien mieć konsystencję właściwą dla sosu. Przed końcem dodajemy przyprawy (ja dodałem tylko trochę pieprzu).

Uważajcie z dodawaniem soli - po redukcji sosu, staję się on bardziej wyrazisty (mniej wody, tyle samo soli). Podobni z innymi przyprawami - dodawajcie przed samym końcem.


Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • garnek

  • neska i nóż

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Urodziny!

Autor: misiuziu , 08:47 komentarze: (7)
Nie, nie moje. To są urodziny, w sumie to okrągła rocznica istnienia tego bloga.

Dzisiaj jest równo (!) 4 lata ... i jeden dzień od pojawienia się pierwszego wpisu :) Wyglądał on tak. Dziwnie się to czyta :P

No to robię małe podsumowanie.

  • Przez 4 lata na blogu pojawiło się 186 postów.

  • Zgarnąłem 3 osoby do pisania razem ze mną.

  • Poznałem miliard osób przez bloga

  • Blog posiadał dwie wersje graficzne

  • Napisałem w tym czasie książkę i udostępniłem ją za darmo

  • Dwa razy się sprzedałem, z resztą nie tylko siebie



I co w związku z tym? Ogólnie to nic :) Ale jestem zadowolony, że tak długo udawało mi się prowadzić tego bloga. Teraz szykuję się parę zmian na blogu. Zmiana pierwsza polega na zmianie szaty graficznej - grafik właśnie tworzy layout. Razem z nowym layoutem ogarnę chaos, który się wdziera na serwis. Z resztą - sami niedługo zobaczycie :)



Jakby ktoś chciał napisać mi maila, jak "Studenckie gotowanie" odmieniło jego życie (albo nie) to tutaj jest adres plum.ziu(małpa w czerwonym)gmail.com :P Piszcie też komentarze :)

Na koniec zgodnie z tym co obiecałem:
Pozdrawiam stałą czytelniczkę bloga, która powiedziała, że nie zrobi mi loda, pomimo tego, że jestem sławny :)

P.S.
Sorry za literówki i błędy. Mam kaca. Poprawie to, obiecuje :) Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Krupnik

Autor: misiuziu środa, 3 listopada 2010, 18:08 komentarze: (0)
Ostatnio (czyli z pół roku temu) mój tata opowiadał jak to był kucharzem w wojsku. Pewno razu robił krupnik dla całej jednostki. I o tym dzisiaj :)

Składniki:

  • wywar z kości

  • włoszczyzna

  • kasza (parę łyżek) perłowa czy jęczmienna

  • parę ziemniaków



Na początek trzeba ugotować wywar mięsno-warzywny. Innymi słowy – gotujemy rosół. Trudne zajęcie (szczególnie, jak na początek szukamy garnka na Turzynie). Mięso obieramy od kości i wrzucamy do wywaru (najlepiej średnio-drobno rozdrobnione).

Do wywaru wrzucamy kaszę – około 2-3 łyżki na około 2 litrów. Gotujemy. Jak kasza się trochę podgotuję, wrzucamy ziemniaki i gotujemy aż będą miękkie. A później to już zostaję tylko życzyć smacznego (nie zapomnijcie odpowiednio tego wcześniej doprawić).

Wracając do tego o czym pisałem na początku – tata robił krupnik dla całej jednostki, jakieś 500 litrów (nie ma się co rozdrabniać). Jak już przyszło do podawania okazało się... że w kaszy było robaki :D Robaki, po ugotowaniu mają to do siebie, że udają ratowników WOPR i pływają po powierzchni. I było ich całe mnóstwo. Co zrobił mój ojciec? Wybrał łyżką te robaki co pływały, resztę zamieszał i podał żołnierzom :)

To jaki dzisiaj pomysł na chpisy? Robaczkowy? :D Albo coś takiego innego na surowo. Może sushi? Macie jakieś pomysły? Piszcie w komentarzach albo od razu tutaj, zgłaszając się do konkursu.

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • to samo, co przy rosole

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Ryba wędzona

Autor: misiuziu czwartek, 21 października 2010, 21:16 komentarze: (5)
Jeszcze przed wakacjami współlokator udał się na zakupy. Jego łupem padła ryba wędzona. Ryby są podobno zdrowe – podobno jak wiele innych produktów. Ja tam uważam, że wszystko jest zdrowe, byle z umiarem. Dzisiaj przepis jak ugotować rybę wędzoną? (ryby się nie gotuję tylko wędzi).

Składniki:

  • ryba

  • sól



Generalnie to powinniście wiedzieć co mnie skłoniło do napisania tego przepisu – więc skłoniła mnie do tego ryba. Dokładniej opis jej składu (zdjęcie poniżej).



Tak, tak – ryba wędzona składa się z ryby, soli oraz dymu. Ciekawi mnie, czy dym produkują sami, czy kupują od zewnętrznego dostawcy :) Kusi mnie, żeby podejść do obsługi i zapytać "Przepraszam, a dostanę taką rybkę gdzie będzie więcej dymu?".

W każdym razie wracając do przepisu – potrzebna jest wędzarnia (raczej w akademikach takowej nie znajdziecie). Wędzarnia w maksymalnym uproszczeniu składa się z 3 elementów – paleniska (tutaj, jakby się ktoś nie domyślił następuję spalenie opału), rękawa (który odprowadza dym do części właściwej) oraz części właściwej. W części właściwej wiszą rybki (albo jakieś mięcho) i dojrzewają w dymie.

Rękaw jest po to, żeby ryby nie dostały bezpośrednio ognia (bo będą pieczone a nie wędzone). Co trzeba zrobić z rybą zanim się ją uwędzi? Trzeba ją wymoczyć w osolonej wodzie. Niech się moczy i wciąga sól. Jak już będzie wystarczająco słona, trzeba ją powiesić na haki i zacząć wędzić. Ryba można tak po prostu posolić, ale trzeba się liczyć z tym, że w środku będzie w ogóle nie słona.

Jak wieszać rybę? Ha! Szprytnie! Ryba co się moczyła, jest ciężka. Jak powiesi się ją za pysk, pysk ten niewątpliwie się urwie, a ryba powędruje w dół części właściwej wędzarni. Można przebijać haki przez głowę ryby – podobno skuteczne, ale mi by się nie chciało (jakoś wydaję mi się to strasznie trudne). Mój wujek wymyślił ostatnio dobry patent. Haczyk, na którym wisi ryba, jest zakończony przerwanym pierścieniem, zamieszczonym w poziomie. Przebija się tym pierścieniem rybę, w taki sposób, żeby pierścień otaczał kręgosłup. Reszta haczyka (ta pionowa) wychodzi przez pysk. Tak zawieszone ryby, nawet jak urządzą sobie pogo – nie ma bata, żeby spadły.

Jak już ryby wiszą, to rozpalamy ogień. Trzeba pamiętać, że ma się dymić do części właściwej :) Ogień nie powinien być za duży i przede wszystkim, żeby sam płonień nie dochodził do części właściwej. Wędzi się parę godzin – zależy to od tak dużej ilości czynników, że nie chce mi się pisać (a Tobie czytać). Ryba trzeba sprawdzić co jakiś czas czy jest już gotowa.

Apropo dymy, konkursu Laysów i tego przepisu. Wymyśliłem nowy smak - chipsy, o smaku dymu z marihuany :D Zwiększają apetyt, imitują prawdziwą trawę. I są w sam raz do piwa :P

A tak całkiem serio to spróbowałbym chipsów o smaku żeberek pieczonych na grillu w marynacie miodowo-piwnej. Bo takie żeberka są genialna. I mówię to ja, który nie lubi żeberek.

A Ty masz jakiś pomysł na chipsy? O smaku piwa i cycków już ktoś wymyślił. Wymyśl coś i wpisz w komentarzu. Albo od razu zgłoś się do konkursu, może wygrasz.

P.S.
Jak ktoś zgłosi te żeberka do konkursu to dzieli się ze mną wygraną :P

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • nie mam bladego pojęcia

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Kogiel mogiel

Autor: misiuziu czwartek, 7 października 2010, 22:45 komentarze: (4)
Jak byłem mały mama nauczyła mnie jak się robi kogiel mogiel. Chciałbym nadmienić, że nigdy nie przejmowałem się salmonellą :)

Składniki:

  • żółtko z jajka

  • 4 łyżeczki cukru



Do kubka wpijamy żółtko. Z białkiem trzeba coś zrobić (na razie do osobnego kubka). Dosypujemy 4 łyżeczki cukru i ucieramy. Rozcieramy cukier na ściankach kubka. Kogiel mogiel będzie dobry, ja cukier nie będzie miał grudek cukru.

To jest podstawowa wersja. Jak byłem mały i jeszcze mieszkałem w domu, ubijałem mikserem białko i dorzucałem je do kogla mogla. Czasami dorzucałem też wiórki kokosow.

Kogiel mogiel można dodać do grzanego piwa - robi się wtedy z niego cud malina.

Jak już mówimy o pysznych smakach, chciałbym powiedzieć, że laysy mają konkurs.



Trzeba wymyślić smak dla czipsów i zgarnąć kase. Ja mam parę pomysłów a nowy smak (o tym w następnym przepisie). A Ty masz jakiś oryginalny pomysł?

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • kubek

  • łyżka

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Ser pleśniowy ze szpinakiem

Autor: misiuziu czwartek, 9 września 2010, 21:14 komentarze: (8)
Pam parampam pam! Dzisiaj przepis z serem pleśniowym. Chociaż sam nie lubię, to podobno niektórym smakuję. Jak to się mówi - o gustach się nie dyskutuję. Jednocześnie chciałem pozdrowić Wojtka, który zjadł ów potrawę (mówił, że wyszło bardzo dobre i robił zdjęcia).

Składniki:

  • szpinak, mrożony (taka zielona tafla w opakowaniu)

  • ser pleśniowy (taki z pleśnią)

  • śmietana

  • makaron



Na początek gotujemy makaron. Standardowa procedura. W międzyczasie kroimy ser na kawałki. Mniej więcej wygląd to tak:









Taki serek jak na zdjęciach jest w sam raz na połowę szpinaku (na jakieś 200-250 gramów) - ja natomiast dałem cały szpinak i wyszło trochę za bardzo zielone. Jak już mówimy o zielonym - trzeba szpinak wyłożyć n patelnie i zacząć podgrzewać. Mi, zanim zacząłem gotować się trochę rozmroził i było łatwiej.



Podgrzewamy go tak długo, aż zacznie wyglądać tak (i bulgotać):





Jak się ugotuję makaron to trzeba go odlać. Jedyna i niepowtarzalna okazja żebyście zobaczyli jak się to robi za pomocą pokrywki na zdjęciu :)



Mam zajebisty garnek. No nie da się ukryć :D Teraz ten ser trzeba dorzucić do szpinaku, mieszać i czekać aż się rozpuści.





W trakcie dodajemy trochę śmietany.



Pod koniec dodajemy czosnku w proszku, trochę soli i pieprzu. Na sam koniec wykładamy na talerz (na makaron) i jemy.



Na sam koniec dodam jeszcze, że jest konkurs związany z serami President (tutaj są szczegóły). Smacznego :)

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • widać na załączonych obrazkach

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Książka i rozwiązanie konkursu

Autor: misiuziu niedziela, 5 września 2010, 06:02 komentarze: (2)
Na początek rozwiązanie tego konkursu. Na początek się wytłumaczę - trwało to tak długo, ponieważ 2 miesiące nie miałem internetu. A teraz uwaga, ogłaszam zwycięzce. Wygrał.... każdy kto przesłał przepis :P Każdy kto wysłał mi adres sklepu, może czuć się zobligowany to wydębienia ode mnie piwa. Nie chciało mi się sprawdzać dokładnych odległości - dlatego takie a nie inne zakończenie. Jeśli ktoś chce pozostałe nagrody - wtedy będziemy dyskutować :)

Rzecz druga. Napisałem książkę. Kiedyś już o tym wspominałem. Kiedyś próbowałem ją nawet sprzedać - nic z tego nie wyszło. Trudno się mówi. Ponieważ książka jest moim dziełem twórczym, i zajmuję prawie 100 stron (a pracy inżynierskiej nie udało mi się napisać), więc postanowiłem ją udostępnić za free. Ale stawiam warunki (mogę je stawiać, póki nie podałem linku do pdf :P ). Warunki są takie - ściągacie, czytacie. Jeśli się podoba - polecasz innym. Jeśli się podoba bardzo to gdy mnie spotkasz, stawiasz mi piwo :)

Ogólnie, to mam nadzieję, że komuś się przyda i przysłuży :) A książka jest tutaj (można też ją jakoś na dysk pociągnąć).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Diety, odchudzanie i jak robić ludzi w balona

Autor: misiuziu piątek, 3 września 2010, 17:57 komentarze: (7)
Nie będzie przepisu! Jeśli tego oczekiwałeś to sobie idź Czytelniku. Będzie o dietach i odchudzaniu.

Trafiłem na stronę (która kurwa muszę podlinkować, bo będę korzystał z prawa cytatu, wszystkie poniższe cytaty pochodzą z tej strony) odnośnie odchudzania. Trafiłem oglądając reklamy - taki moje hobby - sprawdzić co ludzie chcą mi wcisnąć za pomocą reklam. Zacząłem czytać... porażka. Stek bzdur, tylko, że odpowiednio napisanych. I tekst na koniec, że tą jedyną słuszną dietę można dostać za jedyne 78 zł! Kurwa, ludzie naprawdę są aż tak głupi, żeby w to uwierzyć?

Żeby nie być gołosłownym, to ja też napiszę dietę cud - wspaniałą i uniwersalną, a będzie można ją uzyskać za jedyne 0zł! Tak! Taka promocja, a co! Mam gest. Wyjawię tajemnicę wiecznej młodości i pięknej sylwetki. Długopisy w dłoń i notujcie!

Nie żryj tyle.



Pozdrawiam jednocześnie Kubę, który jest autorem tej cudownej diety. Jedno zdanie a czyni cuda :)

A teraz tak bardziej poważnie, parę zasad zdrowego chudnięcia w odniesieniu do tego, co czytałem na tej felernej stronie (wszystko co opisuję, podobno nie działa).

Głodzenie Się I Diety Niskokaloryczne NIE DZIAŁAJĄ Ponieważ:

Twój metabolizm który odpowiada za spalanie kalorii ZAWSZE dostosowuje się do ilości kalorii jakie jesz. Jeżeli np. jesz 2500 kalorii dziennie i potem nagle zaczynasz jeść 1000 kalorii dziennie, to Twój metabolizm AUTOMATYCZNIE zwalnia i zaczyna spalać tylko 1000 kalorii dziennie. Jednak sam metabolizm potrzebuje kliku dni żeby „przestawić się” na nową ilość kalorii, więc drastycznie je obcinając możesz rzeczywiście trochę schudnąć... ale potem Twój metabolizm się wyrówna i przestaniesz chudnąć.

W końcu będziesz musiała wrócić do normalnego jedzenia, bo mała ilość kalorii powoduje złe samopoczucie i nie wystarcza do zdrowego funkcjonowania... i wtedy zaczynasz jeść np znowu 2500 kalorii. Lecz ZANIM Twój metabolizm znowu się przestawi się ze spalania 1000 kalorii na 2500 kalorii, to różnica kalorii między 1000 a 2000 natychmiast przekształci się znowu w tłuszcz – tak oto masz „EFEKT JO JO” i tyjesz jeszcze więcej niż schudłaś!


Tak, organizm przystosowuję się do ilości dostarczanych kalorii - zmniejsza się metabolizm, jeśli tych kalorii jest za mało. Do tego włącza się mechanizm obronny organizmu - przechodzi na tryb oszczędny - spala mięśnie, bo im one większe, tym więcej energii zużywają, oszczędza za to tłuszcz (na później, w razie czego). Podczas efektu jo-jo odzyskujemy kg - tylko, że już tylko w postaci tłuszczu.

Jednak! Chudniecie jest równaniem matematycznym - kg tkanki tłuszczowej to 7000-9000 kcal (w zależności od źródeł) - ilość dostarczanych kalorii - ilość spalonych kalorii = bilans energetyczny. Jeśli bilans jest ujemny - chudniemy, jak dodatni to tyjemy (w tym czasie rosną nam mięśnie). Należy więc pamiętać - bilans energetyczny ma być ujemny, ale nie jakoś drastycznie. Powinno się chudnąć (zdrowo) około 1kg na tydzień (dużo większe skoki wagi są po prostu niezdrowe i nietrwałe). Czyli dziennie powinno nam brakować około 1000kcal (do tej wartości wrócę za chwilę).

Diety Nisko Węglowodanowe NIE DZIAŁAJĄ Ponieważ:

Jedzenie bardzo małej ilości węglowodanów rzeczywiście może przyczynić się do utraty wagi, ale taka dieta kończy się okropnym brakiem energii, słabością, zawrotami głowy a nawet omdleniami! Węglowodany są głównym źródłem energii dla ciała i mózgu, a ich niedobór jest dramatyczny w skutkach! Właśnie dlatego 99% osób nigdy nie jest w stanie długo wytrzymać na tej diecie, a te osoby które wytrzymają borykają się potem z bardzo pogorszonym zdrowiem.

Wiedziałaś że te diety bywają tak ostre, że nie możesz nawet zjeść dużego jabłka w pierwszych tygodniach ich trwania?

Co więcej tutaj też zawsze występuje efekt „jo jo”, ponieważ kiedyś musisz zacząć znowu jeść węglowodany, a wtedy Twój organizm automatycznie uzupełnia braki zamieniając je w tłuszcz – i znowu tyjesz przynajmniej tyle, a często nawet więcej niż schudłaś.


Zgadzam się, ale chyba nie do końca. Fakt, że tłuszcz jest spalany w ogniu węglowodanów to jedna rzecz. Inna jest taka, że organizm każdą kcal potrafi spalić - nie ważne czy pochodzi z tłuszczu, białka czy cukrów. Cukry są najszybciej spalane, bo najłatwiej się trawią (i najszybciej), stąd spadek ogólnej energii. Węglowodany trzeba jeść - kiedy jakie i gdzie - o tym na koniec.


Jedzenie Produktów „Bez Tłuszczu” I Diety Nisko Tłuszczowe NIE DZIAŁAJĄ Ponieważ:

Tłuszcz jest potrzebny całemu organizmowi i pełni on KLUCZOWĄ ROLĘ w spalaniu tkanki tłuszczowej - jeżeli ograniczasz go w diecie, to hamujesz zrzucanie wagi! To jest bardzo mylące – ilość tłuszczu w jedzeniu nie ma nic wspólnego z tkanką tłuszczową jaką masz!

Co więcej prawie wszystkie produkty opisane w sklepach jako „beztłuszczowe” albo „nisko tłuszczowe” zawierają olbrzymie ilości cukru, który bardzo łatwo odkłada się w postaci tłuszczu robiąc Cię grubą!


Też nie mam uwag - w tłuszczach rozpuszczane są niektóre witaminy - brak tłuszczów w pokarmie może spowodować brak tych witamin w organizmie.

Pewnie zapytacie, skoro się na razie zgadzam z tym co napisali, to co mnie tak wkurzyło. Ano wykorzystanie techniki manipulacyjnej. Otóż, jeśli wypowiadamy zdanie dwuczłonowe, równorzędne, a pierwsza część jest prawdą oczywistą, to następną część także uznajemy za prawdę. Tutaj są 3 punkty, niewątpliwie prawdziwe, żeby potencjalny klient uznał, że reszta także jest prawdziwa. Lecimy dalej.

Ćwiczenia Fizyczne NIE DZIAŁAJĄ Ponieważ:

Ćwiczenia fizyczne a chudnięcie to DWIE RÓŻNE RZECZY! Ćwicząc wyrabiasz sobie tylko większe mięśnie (które i tak będą ukryte pod tkanką tłuszczową), ale same ćwiczenia NIE SPALAJĄ TŁUSZCZU, ponieważ podczas intensywnego wysiłku Twój organizm spala tylko węglowodany (bo to one są podstawowym źródłem energii) a nie tłuszcz.

Właśnie dlatego możesz robić miliony brzuszków i biegać kilometry...i może wyrobisz sobie mięśnie, ale na pewno nie schudniesz (a Twoje mięśnie nawet jak będą duże i tak będą ukryte pod warstwą tłuszczu)!


Tak! Wystarczy spojrzeć na sportowców - oni ćwiczą, więc są grubi! Ręce opadają.

Wspomniałem już o bilansie energetycznym. Chcemy chudnąć - musimy mieć bilans -1000kcal dziennie. Można to osiągnąć na dwa sposoby. Pierwszy to zmniejszenie ilość dostarczanych kcal. Jednak ograniczenie o 1000kcal diety to za dużo. Jak już wspominałem, organizm przestawi się na tryb oszczędny - dietę można zubożyć o jakieś 200-400kcal (tak mi się wydaję), bez przestawiania metabolizmu.

Drugim sposobem jest zwiększenie zapotrzebowania na kalorie. Wystarczy się poruszać trochę więcej. Więc, kurwa, jednak ćwiczenia coś dają! Ale mięśnie rosną a nie chudnę? Mięśnie są budowane z białka - jeśli je dostarczyć, będziesz ćwiczył i będziesz miał dodatni bilans energetyczny (!) to będą Ci mięśnie rosły. Jeśli bilans będzie ujemny nie ma bata żeby nie schudnąć. Penisa sobie za to dam uciąć!

Po za tym - większa ilość mięśni - to większe zapotrzebowanie na energie przy każdej czynności.

Co do tego, żeby spala się tylko węgle - to jest wierutne kłamstwo. Podczas pierwszych 20 minut treningu areobowego (takiego, gdzie tlen jest dostarczany w odpowiedniej ilości do organizmu) spalamy w 80% i 20% tłuszczu, a już po 40 minucie - 80% tłuszczu i 20% cukrów (bo cukry się w organizmie kończą). Co ważne - jeśli nawet spalimy same węgle - ich zapas w krwi jest uzupełniany przez glikogen (tłuszcz, znajdujący się w wątrobie). To się nazywa pobudzenie metabolizmu - chudniemy nie tylko podczas ćwiczeń, ale także później, podczas regeneracji organizmu. Jest nawet specjalny trening (interwałowy), który ma na celu maksymalne pobudzenie metabolizmy przy minimalnym nakładzie czasu.

I tera pomyślcie logicznie - jemy węglowodany a odkładają się one na tłuszcz. Spaliliśmy węglowodany, a są one potrzebne organizmowi - czemu nie mógł by zamienić tłuszczu na te właśnie węgle?

Tabletki Na Odchudzanie I Spalacze Tłuszczu NIE DZIAŁAJĄ Ponieważ:

Wszystkie te bardzo dobrze reklamowane tabletki i pigułki NIE ZAWIERAJĄ NIC co pozwala spalać tłuszcz. Zawierają zawsze bardzo duże dawki kofeiny żebyś czuła że coś dają, a tylko efekt placebo sprawia że czujesz się chudsza Sama sprawdź ich skład (jeżeli pozwolą Ci go zobaczyć przed zapłaceniem kupy pieniędzy za nie).


Kolejna prawda, tylko, że gówno prawda. Nie ma żadnego środku, który spala tłuszcz. Te tabletki zawierają kofeinę, guaranę, taurynę i to nie po to, żeby ktokolwiek coś czuł - te środki podnoszą metabolizm. Wyższy metabolizm = większe spalanie. Takie tabletki w połączeniu z treningiem są skuteczne, ale niezdrowe. Każdy feetburner ma na opakowaniu, że nie można go zażywać dłużej niż 45 dni i trzeba zrobić sobie miesiąc przerwy przed kolejnym użyciem. Takie ilości 'pobudzaczy' są ogromnym obciążeniem dla organizmu. Zamiast tego polecam kawę albo zieloną herbatę na pół godziny przed treningiem - efekt podobny, a na pewno jest to zdrowsze.

Nie chce mi się już cytować, ale muszę wspomnieć jeszcze o indeksie glikemicznym. Jest to coś takiego co określa, jak bardzo podskoczy Ci cukier po zjedzeniu danego produktu. Po co to? Proste. Człowiek normalnie funkcjonujący ma we krwi cukier - jego poziom mieści się w widełkach (od do). Jeśli cukier przekroczy górną granicę, wydzielana jest insulina (hormon), który obniża poziom cukru we krwi (i powoduję jego odkładanie w komórkach ciała). I większy poziom cukru ponad normę - tym więcej insuliny jest wydzielane. Oczywiście, jest ona wydziela z lekkim opóźnieniem, więc poziom cukru może spać aż za bardzo (poniżej dolnej granicy). Wtedy dopada nas uczucie głodu. Wydzielany jest także drugi hormon - glukagon - odpowiada on za zwiększenie poziomu cukru we krwi.

Wracając do indeksu glikemicznego - piwo ma wysoki indeks. Po 20 minutach poziom cukru strasznie się zwiększa - jeśli nie przesuniemy widełek poziomu cukru wyżej (np. przez ćwiczenia), wydzieli się insulina i poziom strasznie spadnie. 20 minut później będziemy strasznie głodni :)

Dobrze dobrana dieta pozwala na trzymanie się cukru w widełkach i mniej napadów wilczego głodu.

Podsumowując - teraz będzie prawdziwa dieta w 6 punktach:
1. Jedz co chcesz, na co masz ochotę (smak) tylko zawsze z umiarem.
2. Pierwszy posiłek w ciągu godziny od pobudki, śniadanie kaloryczne - pobudzi to metabolizm na dobry początek dnia.
3. Małe posiłki tylko częściej. Mniej więcej co 3 godziny.
4. Ostatni posiłek na 4 godziny przed snem (minimum).
5. Ruszać dupy! Bieganie, chodzenie, siłownia, fitness, basen - jak komu wygodniej. Wystarczy, żeby zacząć się ruszać.
6. Przed i po treningu - jemy węgle - owoce, ryż, makaron.

Jeśli będzie tego przestrzegać - schudniecie. Jeśli nie - oddam kasę jaką zapłaciliście za otrzymanie tej diety - całe 0zł!

Bądźcie zdrowi, chudnijcie i kurwa mać - używajcie mózgu, żeby nie kupować takich rzeczy jak diety cud.

P.S.
Przepraszam za wulgaryzmy i inne podwórkowe zwroty. Wkurzyłem się, to dlatego. Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Ciasto z marihuaną w 5 minut

Autor: misiuziu poniedziałek, 16 sierpnia 2010, 11:55 komentarze: (18)
Szukałem jakiegoś takiego przepisu i muszę powiedzieć, że dość trudno coś sensownego znaleźć, więc pisać mi trza - dla potomności, co by wiedzieli jak to się robi :) Podobnie jak przepis z pędzeniem bimbru - nie testowany. A przy okazji oblukajcie sobie odzież używana online

Składniki:
  • 4 łyżki mąki
  • 4 łyżki cukru
  • mała łyżeczka proszku do pieczenia (nawet taka nie cała)
  • 1,5 łyżki kakao
  • 1 jajko
  • 3 łyżki oleju
  • 3,5 łyżki mleka
  • odpowiednia ilość magicznego ziela


Zaczniemy od prawd, mitów, prawd oczywistych i takich tam. Nie możemy się oszukiwać - jeśli ktoś się zdecyduję zrobić takie ciasto, to przede wszystkim po to, żeby kopało. Więc skupmy się na najważniejszym składniku - marihuanie. Może Cię zaskoczę, drogi czytelniku, ale nie można jej dostać w sklepie. Przynajmniej nie w tym kraju. W tym kraju także ścigane jest jej posiadanie. Natomiast jakbyście wyjeżdżali do Holandii - to będzie już znać przepis.

Na Wikipedii doczytałem się, iż marihuana to wysuszony kwiatostan żeńskich gamet konopi (tak, marihuanę robi się z konopi), często, z domieszką liści. Ja zawsze myślałem, że to są liście! Człowiek tyle lat żył w nieświadomości...

Kolejna rzecz (o której wiedziałem) to to, że czynnikiem aktywnym (tym psychotropowym) jest głównie THC (trój-coś-tam-coś-tam). THC zawiera się w oleju rośliny. Jak wiadomo (albo i nie) tłuszcze i oleje rozpuszczają się dobrze w rozpuszczalnikach polarnych (czyli wszelkiemu rodzaju tłuszczach). Od tego wyjdziemy podczas przygotowywania ciasta.



Po długich poszukiwaniach znalazłem przepis, na ugotowanie (upieczenie w sumie) ciasta. Miał jeden defekt, którego nie mogłem przeżyć - za długo się je robiło. Postanowiłem zrobić hybrydę z mojego wcześniejszego przepisu, na ciasto w 5 minut :)

Na początek trzeba określić 'moc' ciasta. Nie wiem ja działa zjedzona marihuana w porównaniu do spalonej. Nie wiem czy mocniej, czy słabiej (obstawiam, że słabiej, ale nie ręki nie dam sobie uciąć). Na pewno działa później. Gdy się pali - dym, THC trafia od razu do układu krwionośnego, a potem do mózgu. Jak się zje - trzeba poczekać aż się strawi - dopiero wtedy trafia do krwi. Na początek obstawiam, że dawki ziela były takie, jak przy standardowym paleniu.

Przedstawione składniki są na jedną osobę, na jeden kubek - perfidnie skopiowane z wymienionego wcześniej przepisu na ciasto w 5 minut. Zakładam, że nikt nie będzie jadł takiego ciasta sam - przemnóżcie sobie zatem składniki na ilość kubków.

Zrobię przykładowe wyliczenia (wzięte z du... wyssane z palca). 3 osoby chcą zjeść po jednym małym ciastku. Normalnie palą sztukę na trzech. Do ciasta użyją tyle samo jazzu. Trza wziąć 9 łyżek oleju (porcja na 3 osoby), wlać do rondelka i wsypać zioło. Trzeba to wszystko razem podgrzewać na niedużym ogniu, coby zioło oddało moc. Nie wiem jak długo, nie wiem po czym to rozpoznać, natomiast sądzę, że chwilkę dłuższą może to zająć (dlatego mały ogień, żeby się olej nie spalił). Jak już uznamy, że moc została oddana, odławiamy liście i kwiatostany. Ciasto robimy według wcześniejszego przepisu, dodając do niego 'olej z mocą'.

Nie próbowałem i nie gwarantuję skutków (gotowania ani działania). Natomiast przepis powinien być jak najbardziej prawidłowy (uważajcie tylko, żeby nie przesadzić z proszkiem do pieczenia).

Wiedzieliście, że substancje zawarte w marihuanie pomagają na silne bóle neuropatyczne? Bóle takie występują u chorych na stwardnienie rozsiane. Pomaga także na silne i średnie bóle u chorych na nowotwór (w zaawansowanych stanach). Wiedzieliście o tym? Czy też mówicie 'Czy marihuanę jest z konopi? Chyba nie...' ?

Zbrudzone naczynia i nie tylko:
  • kubek
  • łyżka
  • rondelek do podgrzewania oleju
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

ABC Zdrowie

Autor: misiuziu czwartek, 5 sierpnia 2010, 21:09 komentarze: (4)
Nadeszlja, wiekopomna chwila, czyli wpis sponsorowany.

Zacznijmy od zdrowia. Każdy się dowie, czym jest zdrowie jak je straci (czy coś takiego). Co można powiedzieć o facecie, który łysieje? I teraz Was zaskoczę - łysienie jest zdrowe. Oznacza mniej więcej tyle, że facet wydziela odpowiednie dawki testosteronu - bo to jeden z niezbędnych składników, żeby łysienie zaistniało. Takiemu facetowi nie grozi impotencja. Wysoce prawdopodobnym jest również, że nie będzie miał kłopotów z prostatą.

Nie będzie miał również problemów z pobzykaniem - no chyba, że przez łysinę nie będzie mógł znaleźć partnerki (ewentualnie partnera). Zostaję mu wtedy tylko zostać miliarderem i kupować sobie dupy. I niech mu to wyjdzie na zdrowie!

Pozdrawiam łysiejących facetów - niech wam życie będzie lekki :)

Reklama Na Blogach
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Ogórki małosolne

Autor: misiuziu poniedziałek, 2 sierpnia 2010, 19:40 komentarze: (7)
Zaczął się (w sumie to już jakiś czas temu) sezon na ogórki. Najlepsze są takie nie do końca przeżarte przez zalewę – czyli po prostu małosolne. Oczywiście, najlepiej ogórki małosolne, smakują z miodem :)

Składniki:

  • litr wódy... znaczy tej, no wody

  • 2 płaskie łyżki soli kamiennej

  • koper w kapeluszach (kapelusze kopru), sparowany w parę

  • 4 liście czarnej porzeczki lub dębu

  • ząbek czosnku - albo i dwa!

  • chrzan

  • ogórki - miliard sztuk drobnych ogórków



Tata przed chwilą powiedział ze zdziwieniem „To Ty nie wiesz jak się robi ogórki?”, na co mama rzekła „Przecież sam nie wiesz jak się robi!”. Tata próbując udowodnić, że jednak wie, zaczął zdradzać sekrety ogórków. Po 5 minutach monologu, dowiedziałem się, że zalewę trzeba posolić, popieprzyć i dodać liścia bobkowego (którego trzeba dodawać do każdej potrawy w ogromnej ilości – przynajmniej mój tata tak uważa).

A teraz taki przepis bardziej logiczny (podyktowany przez moją mamę). Robimy zalewę. Litr zalewy starczy mniej więcej na dwa słoiki 0,9 l . Gotujemy wodę i ją studzimy. Do wody (można póki jest ciepła) dodać soli (co by ją rozpuścić). Sól musi być kamienna, a nie jodowana (ma być gruba a nie miałka, a miałka to jest wymówka z samochodem chłodnią:). Do słoika wkładamy ogórki – do każdego słoika wciskamy ich na maksa – dorzucamy jeden kapelusz kopru (taki kapeluszowaty? ), ząbek czosnku (duży, lub dwa małe), dwa liście czarnej porzeczki lub dębu (z dębem to chyba jeszcze nie jadłem) oraz kawałek chrzanu.

Wszystko zalewamy zalewą i odstawiamy. Po 3 dniach są już małosolne (można szamać). Po około tygodniu są już bardziej kiszone (i mogą stać ... póki się nie zepsują).

A teraz czas na ogłoszenia duszpasterskie – wyniki konkursu ogłoszę jeszcze w tym tygodniu (ale jeszcze macie szanse wygrać dziewczyny ;) ). Nie zapomnę także o zamieszczeniu adresów sklepów :) Taki okres, że pewnie szukacie mieszkań (więc będzie mogli sprawdzić gdzie się przeprowadzić, żeby dostać dobre piwo w miarę blisko) – więc tutaj macie możliwość zamieszczenia za darmo ogłoszeń, że szukacie mieszkania :) Widziałem tam fajne dupy, które szukają mieszkań. Wojtku-współlokatorze, jeśli to czytasz, musisz się chyba wyprowadzić :P

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • przy dobrych wiatrach tylko słoik (albo jakiś gliniany garnek)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Bób - jak gotować?

Autor: misiuziu poniedziałek, 26 lipca 2010, 19:30 komentarze: (7)
Sezonowy przepis, chociaż sezon się już chyba kończy (zawsze się spóźniam). Tym razem bób. W domu bardzo nie lubiłem jak mama go gotowała, ale zawsze mi smakował :)

Składniki:

  • bób

  • masło

  • bułka tarta

  • czosnek

  • sól i pieprz



Bób na początek płuczemy. Bieżąca woda i te sprawy. Wrzucamy do garnka i gotujemy. Wielkiej filozofii w tym nie ma. Młody bób gotuję się dość szybko (jakieś 15 minut), dlatego trzeba uważać, żeby go nie rozgotować. Znalazłem także informację, że trzeba dodać trochę cukru na samym początku, a po jakiś 5 minutach, dodać soli. Kiedy bób jest gotowy? Jak będzie miękki :) Trzeba go co jakiś czas próbować.

Jak bób się gotuję, rozpuszczamy na patelni masło. Jakieś 3 łyżki, ale dużo zależy tu od tego ile chcecie takiego bobu zjeść. Powiedzmy, że 3 łyżki to w sam raz na porcję dla 1-2 osób. Jak masło się rozpuści, dorzucamy do tego bułki tartej, szczyptę pieprzu oraz czosnek granulowany. Czosnku (takiego świeżego) można także dodać do samego bobu. Chwilę to wszystko razem podsmażamy (nie za długo, żeby się bułka nie spaliła).

A na sam koniec, odlewamy wodę z bobu (najlepiej przy użyciu pokrywki), kładziemy go na talerz i polewamy zasmażką (tym czymś, z patelni). Smacznego :)

I jeszcze jedna sprawa. Ostatnio oglądałem ten sklep:



i znalazłem produkt na stronie głównej, który powalił mnie na kolana - pierścienie na penisa świecące w ciemności! Nie wiem dlaczego, ale skojarzyło mi się to z obsługą na lotnisku co ma takie świecące pałeczki :D

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • garnek

  • widelec

  • patelnia

  • talerz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Pizza - jak tego nie robić

Autor: misiuziu niedziela, 25 lipca 2010, 11:08 komentarze: (2)
Wczoraj jadłem pizzę u Melona, którego pozdrawiam :) Przepisy na pizze znajdziecie tutaj i tutaj. Pierwszy przepis jest mój drugi Kuby. I tak się pizze powinno robić :P

Wczoraj natomiast było zabawnie :) Zamiast pisać porad, jak nie robić pizzy, przedstawię wczorajszą historię.

Podejście 1
Melon szykuję ciasto. Po otwarciu drożdży okazują się zepsute, chociaż nie powinny. Robienie ciasta trzeba przesunąć póki nie kupi się nowych drożdży.

Podejście 2
Drożdże są dobre. Zaczyn na mleku jest, czas dodawać mąkę. Ale! Komuś się przepisy pomyliły i zaczął dodawać mąkę ziemniaczaną. Ciasto było gotowe, ale się nie nadawało.

Podejście 3
Melon, bogatszy o wcześniejsze doświadczenia, robi kolejne podejście. Podgrzewa mleko... które okazuję się popsute (kupowane tam, gdzie drożdże). Trudno, zrobi się na wodzie.

Podejście 4
Wszystkie składniki są niepopsute, ciasto zaczyna nabierać kształtów. Niestety, torebka od mąki się zmęczyła i pękła. Mąka jest w całej kuchni :)

Później poszło w miarę sprawnie a pizza wyszła całkiem w pytę. Później już tylko odmóżdżanie. Jedną z opcji był "Atak zabójczych ryjówek" (klatka z filmu poniżej).

Na sam koniec muszę dodać, że mieszkanie na ostatnim piętrze podczas takich upałów to nie fart. Na szczęście Melon posiada zaawansowaną technicznie wentylację. Otwiera piekarnik i włącza wiatrak (ten taki z piekarnika) :P Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Herbata! Mrożona!

Autor: misiuziu piątek, 16 lipca 2010, 11:36 komentarze: (1)
Upał straszny i okropny. Mnie na szczęście chłodzi piwo (w barze, w którym mnie już poznają). Natomiast, niektórzy piwa nie pijają (kiedyś tak próbowałem, ale .. hmm .. po co?) i dla nich jest ten przepis.

Składniki:

  • herbata, najlepiej zielona

  • cytryna

  • cukier

  • woda



Nastawiamy mnóstwo wody w czajniku. Tak dużo jak się da (tylko, żeby się nie wylewało). Gotujemy (wiem, w taki upał to ostatnia rzecz, jaką chcecie robić). Do dzbanka wrzucamy herbatę. Ja preferuję zieloną (najlepiej jakąś z fajnym posmakiem) i zalewamy. Jak herbata się zaparzy, to wyrzucamy ją z dzbanka. Wyciskamy cytryny, albo innych cytrusów wedle gustu oraz słodzimy lekko (brązowy cukier świetnie by się tutaj nadał).

Następnie rozlewamy herbatę do butelek i uzupełniamy wodą, tak, żeby kolor wywaru przypominał jasne piwo. Następnie stawiamy do lodówki (na szybko można wstawić jedną butelkę do zamrażalki). Pijemy małymi łykami najlepiej z lodem.

I pamiętajcie! W czasie takich upałów człowiek musi dużo pić, niestety samo piwo nie wystarczy!

P.S.
Konkurs (o ten) trwa dalej. Na razie najbliżej wygranej jest ... Waldek, którego serdecznie pozdrawiam. Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Kto mnie podwiezie?

Autor: misiuziu piątek, 9 lipca 2010, 18:47 komentarze: (1)
Potrzebuję się dostać 17 lipca do Wrocławia z Krakowa na godzinę 9 (albo wcześniej, na pewno nie później). Jedzie ktoś może wtedy?

A docelowo jadę na koncert Indios Bravos do Lub-coś-tam :) Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Kobieto! Przynieś mi piwo!

Autor: misiuziu czwartek, 1 lipca 2010, 20:22 komentarze: (13)
Zacznijmy od początku. Ja, lubię piwo. Piwo ciemne, jasne, smakowe. Ogólnie - lubię piwo. W związku w powyższym, gdy tylko mogę, próbuję każdego rodzaju piwa. I ostatnio tak było (ze 3 miesiące temu), że zrezygnowałem z mojego piwa ukochanego Żubr. A trzeba wam wiedzieć, że pije to piwo nie ze względu na jego smak, nie ze względu na cenę - ja to robię z powódek altruistycznych. Piwo to bowiem wspomaga Park Narodowy - w tym miedzy innymi żubry. I ja je piję dla tych właśnie zwierząt!

Wracając do tematu - wypiłem inne piwo. Zwie się ono Miodowe i jest z browaru Ciechanów. Tak mi zasmakowało, że postanowiłem napić się go jeszcze raz. I tutaj zaczyna się problem. Za cholerę nie mogę znaleźć go w sklepie. Więc wpadłem na pomysł...

Ogłaszam konkurs! Powtórzę to dużymi literami - KONKURS. Zasady są proste. Trzeba mi przynieść piwo :) Musi to być piwo Miodowe, browar Ciechanów i musi być zakupione możliwie blisko od mojego miejsca zamieszkania. Wygrywa ta osoba, która pokaże mi miejsce, w którym mogę zakupić tenże jakże cudowny trunek. Poniżej jest mapką z miejscem, gdzie mieszkam (taka mniej więcej, żeby mnie nikt zbyt często nie odwiedzał).

Co jest do wygrania? Oszałamiająco dużo. Na początek piwo Miodowe (tak na dobry początek). W środku dodaję swoją książkę, której nikt nie czytał w całości po za mną :) Była ona do kupienia, ale już nigdy nie będzie! Nigdy! Więc to dla was wyjątkowo wyjątkowa okazja. A wiem, że wszyscy wręcz pragną mieć ją w posiadaniu :P

I trzecią rzecz jaką dorzucam na koniec, to obiad zrobiony przez mnie, zjedzony ze mną. Mogą to być nawet krewetki, a co! Więc przysyłajcie na maila miejsca, gdzie mogę dostać to piwo. Wygrywa osoba, która w do końca miesiąca poda mi najbliższy adres, gdzie mogę dostać to piwo. A jeśli później ktoś poda taki adres, również wygra (jeśli poda bliższy adres). Mój mail to plum.ziu@gmail.com . Poniżej mapka z moim miejscem zamieszkania :)


Wyświetl większą mapę

P.S.
Wyjątkowo nie musicie wysyłać swoich nagich zdjęć, żeby wygrać konkurs. Dotyczy to w szczególności facetów.
P.S. 2
Piwo nie może być zakupione w barze! Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Przechłodzona woda

Autor: misiuziu piątek, 25 czerwca 2010, 12:38 komentarze: (2)
Na początku chciałem przypomnieć, że można się zaopatrzyć w książkę "A Ty, studencie, jadłeś już dzisiaj?". Książka jest napisana przeze mnie (tutaj powinny nastąpić oklaski). Z lewej strony możecie się zapisać na dostanie darmowych fragmentów. Książka traktuję ogólnie o studiach - oprócz dużej liczby przepisów (w większości innych niż na blogu) zawiera także ogólne porady i spostrzeżenia na temat 'radzenia sobie' na studiach. A książkę można dostać tutaj.

Czas zabrać się za wodę w ramach serii Rzuć studia zostań ninja. Nie wiem czy wiecie, ale woda to cudowny płyn - nie tylko wtedy kiedy ma się kaca. Woda niesamowicie zwiększa wydolność organizmu - zarówno fizyczną, jak umysłowa. Dlatego przy treningu i nauce zaleca się jej częste picie.


Składniki:

  • woda



Bierzmy wyjątkowo czystą wodę (kranówa się nie nada) i w pojemniku o gładkich ściankach wstawiamy do zamrażalnika. Są dwie metody na przemrożenie wody:

1.Gwałtownie ochładzamy ją do niskiej temperatury
2.Delikatnie i powoli przechładzamy ją.

Przechłodzona woda, to taka, która pomimo tego, że ma temperaturę poniżej zera, nie skrystalizowała się (nie zrobił się z niej lód). Woda zamarza wokoło centrum krystalizacji (czy jakoś tak), czyli np. wokoło jakiegoś brudu. Jeśli takowego centrum nie znajdzie, nie będzie chciała zamarznąć.

Co można zrobić z przechłodzoną wodą? Np. coś takiego:



Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • wyjątkowo nic, co trzeba by umyć

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Plusz - nie dotknie ścianki

Autor: misiuziu czwartek, 24 czerwca 2010, 13:48 komentarze: (4)
Kolejne doświadczenie. Dość krótko opisane, ale czekam na Wasze spostrzeżenia.

Składniki:

  • pluszzz

  • szklanka wody



Po wrzuceniu tabletki plusza do szklanki czy kubka z wodą, owa tabletka się rozpuszcza. Jak się zaczniecie jej przyglądać, to zauważycie, że tabletka bardzo chce się zbliżyć do ścianki. Jakieś pomysły dlaczego tak się może dziać? :)

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • kubek lub szklanka

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Prędkość światła rodzynków

Autor: misiuziu środa, 23 czerwca 2010, 13:26 komentarze: (5)
Seria Rzuć studia, zostań ninja nabiera rozpędu. Konkretnie to rozpędza się do prędkości światła. Dzisiaj na temat tego, jak zmierzyć prędkość światła za pomocą kuchenki mikrofalowej i rodzynków.

Składniki:

  • rodzynki



Na talerz rozsypujemy rodzynki, w miarę gęsto, w miarę równo. Wkładamy talerz do kuchenki mikrofalowej w taki sposób, żeby uniemożliwić mu obracanie się. Włączamy mikrofalówkę na najwyższą moc. Jak zacznie się unosić zapach spalenizny lub będzie słychać odgłosy wybuchających rodzynków - znaczy trzeba wyłączyć kuchenkę.

W kuchence, mikrofale tworzą falę stojącą. W związku z czym, przynajmniej w dwóch miejscach będzie widać, że rodzynki się mocniej przygrzały. Będą się odróżniać kolorem. Linijką miedzy odległość między tymi miejscami. Jest to długość fali.

Z kuchenki (instrukcji lub tabliczki znajdującej się na kuchence) odczytujemy jej częstotliwość. Jest podana w MHz. Teraz mnożymy to przez odczytaną długość fali i otrzymujemy prędkość światła.

Po całym eksperymencie posilamy się rodzynkami, które się nie zjarały.

A jak szybkie są Twoje rodzynki? ;>

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • talerz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Lody truskawkowe

Autor: misiuziu wtorek, 22 czerwca 2010, 12:24 komentarze: (1)
Kolejny przepis z serii Rzuć studia, zostań ninja. Dzisiaj na tapetę idą lody truskawkowe.

Składniki:

  • truskawki

  • śmietana kremówka

  • cukier puder



Śmietanę mieszamy z cukrem i ubijamy jak najbardziej się da. Im więcej powietrza uda nam się "wbić" w śmietanę, tym lody będą delikatniejsze. Truskawki rozdrabniamy w osobnym naczyniu. Robimy z nich paćkę, a jak mamy mikser - miksujemy. Takie rozdrobnione truskawki dodajemy do śmietany, łączymy to wszystko razem i wstawiamy do lodówki.

Skąd pomysł na lody? Współlokator opowiedział mi historię pewnego murzyńskiego chłopca, który zwał się Mpemba (za cholerę nie potrafię wymówić jego imienia). Tenże chłopiec był murzyniątkiem i sprzedawał w lody w Afryce, podobnie jak jego koledzy. Zaraz po szkole, musieli się dostać gdzieś tam (w miejsce sprzedaży lodów), zrobić lody i je zamrozić. Oczywistym jest, że kto był pierwszy, szybciej zrobił lody i więcej zarobił.

Pewnego razu Mpemba przybył jako ostatni. Podczas gdy on robił jeszcze lody, lody jego kolegów już leżały w zamrażalce. Żeby nie zostać w tyle, Mpemba wsadził gorące lody do zamrażalnika. Okazało się, że gorące lody zamarzły szybciej, niż te bardziej schłodzone.

Do dzisiaj do końca nie wiadomo dlaczego się tak dzieję, ale tak jest. Jest to tak zwany efekt Mpemby. Jedna rzecz, na którą musicie uważać robiąc w ten sposób lody - zamrażalnik może trafić szlag, jeśli wstawicie do niego coś gorącego.

A jak wam nie chce się robić lodów - to polecam sandwiche z truskawkami.

Zbrudzone naczynia:

  • dwie miski

  • to czym mieszaliśmy

  • pudełko, w którym mroziliśmy lody

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Ciasto w 5 minut

Autor: misiuziu niedziela, 20 czerwca 2010, 11:57 komentarze: (40)
Jak już wspomniałem, w związku z trwającą sesją, zamieszam przepisy dla tych, którzy szukają zajęć, byle się tylko nie uczyć. Seria zwie się Rzuć studia, zostań ninja. Na początek ciasto w 5 minut. Pamiętacie przepis jak czyścić przypalone garnki za pomocą kreta? No więc, przepis na ciasto w 5 minut dostałem od tej samej osoby :)

Składniki:
  • 4 łyżki mąki
  • 4 łyżki cukru
  • mała łyżeczka proszku do pieczenia (nawet taka nie cała)
  • 1,5 łyżki kakao
  • 1 jajko
  • 3 łyżki oleju
  • 3,5 łyżki mleka


Do kubka wsypujemy mąkę, cukier, kakao i proszek do pieczenia. Mieszamy to razem. Następnie dodajemy pozostałe składniki i ucieramy na jednolitą masę. Całość mieszania powinna zająć koło 2 minut.

Wstawiamy kubek na 3 minuty do mikrofalówki (800W). Można postawić kubek na talerzyku, żeby w razie "wycieku" nie zabrudzić kuchenki. I gotowe. Podobno smakuję dobrze (na poniedziałek ustawiam się na testowanie tego w pracy).

Jak już mamy ciastko, to możemy przystąpić do zakupów w sklepie, z odzieżą używaną :)

A tak może wyglądać po przyrządzeniu (zdjęcia pobrane ze strony http://forum.purepc.pl/Kulinaria-f51/Ciastko-W-5-Minut-t270488.html):





Zbrudzone naczynia i nie tylko:
  • kubek
  • łyżka
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Zioła Bożeny

Autor: misiuziu sobota, 19 czerwca 2010, 10:43 komentarze: (2)
Dwa dni temu cierpiałem na dolegliwość zwaną biegunką. Tak naprawdę to chodzi mi o sraczkę, ale chciałem to ładnie napisać :P Gdy wróciłem, po gonitwie do toalety, mój współlokator zwrócił się do mnie z tymi słowami:

-Czy cierpisz może na dolegliwość popularnie zwaną sraczką?

Pomyślałem sobie - Cóż za pokrętne pytanie. Wytężyłem umysł, tak bardzo jak potrafiłem, żeby odpowiedzieć w równie pokrętny sposób. Z głowy zaczął unosić mi się dym, ale wymyśliłem, odpowiedź godną pytania. Rzekłem:

-Tak.

-A widzisz, tak się składa, że znam osobę, która może Ci pomoc. Tą osobą jestem właśnie ja! Czyli, jakby nie patrzeć - masz szczęście. Jestem w posiadaniu odpowiedniej mieszanki ziołowej, zwanej "Ziołami Bożeny". Mieszanka ta, leczy wszelkie dolegliwości żołądkowe. Moja mama (Bożena) wyleczyła tymi ziołami pół obozu żeglarskiego.

Postanowiłem zaryzykować i łyknąłem zioła. A teraz przepis, jak je wykonać.

Składniki:

  • majeranek

  • tymianek

  • szałwia

  • kolendra

  • kminek



Wszystkie zioła są do nabycia w prawie każdym sklepie spożywczym, więc nie będzie problemu z zebraniem składników. Bierzemy po równej części każdego z ziół i mielimy. Zmielenie jest bardzo ważne - nie czuć wtedy okropnego smaku kminku, a przez to, że zioła są rozdrobnione, zdecydowanie szybciej zaczynają działać. Po zmieleniu, mieszankę przechowujemy w słoiczku.

Jak to stosować? Małą łyżeczkę ziół łykamy i popijamy wodą. W momencie, kiedy się beknie - zioła zaczynają działać (aczkolwiek, beknięcie nie musi wystąpić). Po 15 minutach byłem zdrowy. Więc jeśli dręczy Cię pytanie Jak wyleczyć biegunkę? - to już znasz odpowiedź.

Serdecznie pozdrawiam mojego współlokatora, który teoretycznie będzie budował bombę atomową. Teoretycznie, bo zostanie fizykiem teoretycznym :) Pozdrawiam również jego mamę, która przygotowała tą mieszankę ziół. A dzięki pomysłom Wojtka, przez kolejne kilka dni będą się pojawiać przepisy nie do końca o gotowaniu, ale o ciekawych doświadczeniach w kuchni - w ramach serii "Rzuć studia zostań ninja." Bo dotarło do mnie, że się zaczyna sesja i na pewno każdy szuka sposobu, żeby się nie uczyć. Ja właśnie chce Wam w tym pomóc :)

Tak przy okazji - wydaję w końcu książkę. Na razie w formie e-booka, ale zawsze. Książka ma całe 96 stron, została zredagowana przez Elwirę (którą, również serdecznie pozdrawiam i dziękuję za pomoc) oraz Jakuba. Na razie robię taką mała przedsprzedaż na allegro, żeby zobaczyć, czy w ogóle jest sens się za to zabierać. Studenckie gotowanie, e-book - kupujcie, jeśli uważacie, że warto.

P.S.
Treści wypowiedzi mojej rozmowy z Wojtkiem mogą nieznacznie odbiegać od rzeczywistego dialogu :)

Zbrudzone naczynia i nie tylko:
  • coś miksującego
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Kanapki po góralsku

Autor: misiuziu środa, 9 czerwca 2010, 22:43 komentarze: (0)
Se wróciłem z gór i góreczek. Byłem w Gorcach, przeszedłem przez Pieniny, dotarłem nad Dunajec i byłem po słowackiej stronie. No i spotkałem ludzi z mojej uczelni (700km od niej). Jedno ze śniadań jadłem przed zamkiem z Czorsztynie. I nie było do końca takie jak je opiszę, ale tak powinno wyglądać :)

Składniki:
  • mnóstwo fotonów padających na twarz
  • chleb
  • konserwa
  • cebula


Jak się pewnie domyślacie, są to zwykłe kanapki. Kroimy kawałek chleba (najlepiej gruby jak nie wiem co), na to nakładamy pokrojonej konserwy, oczywiście, prosto z puszki, a następnie, na to wszytko kładziemy plasterki cebuli.

Danie może nie powala oryginalnością i finezją smaku. Jest jednak pewien sekret jego smaku. Po 3 dniach w górach, gdy zmęczony jesteś cały czas, gdy Twój metabolizm przestawił się na takie obroty, że chcesz cały czas jeść, a do tego wszystkiego wdychasz niezliczone ilości świeżego górskiego powietrza – wtedy te kanapki smakują najlepiej na świecie. I tak właśnie polecam je jeść.

A po za tym w górach się je mnóstwo słodyczy, jak ten poniżej.



Zbrudzone naczynia i nie tylko:
  • nóż
  • kolano, na którym jemy
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Wypaśne naleśniki

Autor: misiuziu wtorek, 25 maja 2010, 22:41 komentarze: (0)
Po pierwsze - jutro dzień matki - niech ktoś mi rano przypomni, bo znając życie wypadnie mi to z głowy. PO drugie - takie naleśniki można zrobić mamie w ramach prezentu - jak się o nim zapomniało np. :P


Składniki:

  • puszka słodzonego (!) mleka

  • naleśniki



I teraz robimy z mleka karmel, albo coś w miarę podobnego. Pewnie zapytacie, dlaczego nie kupić gotowego karmelu (czy toffi) w takiej samej puszcze. No więc, chodzi o to, że... to jest danie popisowe - na te chwilę, kiedy chcę się komuś pokazać pomysłowość, chęć zrobienia czegoś wyjątkowego i tak dalej. Jutro jest dobre święto, żeby to przetestować :)

Wracając do mleka. Puszkę wrzucamy do gotującej się wody i gotujemy na małym ogniu przez 2 godziny. Puszka ma być zamknięta i cała przykryta wodą (najlepiej ją przewrócić w garnku). Później trzeba ją wystudzić. Jeśli ją otworzysz, zanim wystygnie (będzie w temperaturze pokojowej), oczekuj, że wybuchnie (jak teściowa na widok zięcia).

Jak zrobić naleśniki - nie będę już opisywał (bo mi się nie chce). Jak mamy naleśniki, to smarujemy je tym karmelo-tofiowym czymś i jemy. Można jeszcze dać do tego bitej śmietany.

Jedna taka uwaga - słodkie to jest jak cholera. Jedzcie z umiarem.

A na przyszło rok, na prezent dla mamy polecam coś takiego.


Zbrudzone naczynia

  • garnek od gotowanie (którego wystarczy opłukać)

  • wszystko od naleśników

  • to, czym jesz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Krótkie ogłoszenia

Autor: misiuziu sobota, 13 marca 2010, 19:13 komentarze: (0)
Sprawa wygląda tak, że sprzedaję swoją gitarę. To była poważna decyzja i do końca nie jestem jej pewien :) Tak serio, to zachęcam do jej oglądania, licytowania i w ogóle. Tutaj jest link -> sprzedaję gitarę. Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Pasza. Taka dla konia. Albo studenta.

Autor: misiuziu , 00:35 komentarze: (2)
Jedną z przyjemniejszych rzeczy z prowadzenia tego bloga, to dostawanie od Was maili. Zawsze mi się wtedy humor poprawia :) Dzisiaj przepis z takiego maila - pozdrawiam autorkę i Julkę, co jest w brzuchu. Swoją drogą, to nie wiem, jak można zjeść swoje dziecko :P

Składniki (przepis dla jednej osoby):

  • makaron - tyle, ile jesteś w stanie na raz zjeść

  • mrożony szpinak - ok 1/4 opakowania powinna wystarczyć

  • brokuł - tylko w przypadku gdy nie lubimy szpinaku

  • trochę masła - taka jedna łyżeczka, albo widelec jak się nie posiada łyżeczki

  • śmietana 18% - łyżka, ale można się obejść bez

  • czosnek, może być granulowany - nawet lepiej

  • sól



Przypadkiem natrafiłam na "Studenckie gotowanie" i jestem oczarowana - nareszcie miejsce dla mnie! Lubię gotować, ale nie zawsze mam pieniądze na zrobienie czegoś fajnego, na 2 osoby i z pomysłem. Sama jestem na 5tym roku Wydziału Geologii UW i do października 2009 mieszkałam z rodzicami - zero obeznania z życiem studenckim. Na szczęście wyszłam za mąż za studenta z krwi i kości - 6ty rok studiowania (choć dopiero 2gi wydział) i w dotychczasowej karierze absolutny i chroniczny brak pieniędzy (a przynajmniej brak pieniędzy na inne rzeczy niż piwo i fajki). Sporo się nauczyłam w tym związku, a chyba najbardziej studencką rzeczą, którą dzięki mężowi poznałam jest "pasza". Oczywiście uznałam, że wśród przepisów na "Studenckim gotowaniu" przyda się taki przepis, więc się nim niniejszym dzielę.

Czas przygotowania to 10 min łącznie z posprzątaniem po sobie

Makaron trzeba ugotować, a w międzyczasie (o ile ma się drugi garnek) przygotować paćkę do niego. Polega to na tym, że wrzuca się masło do garnka, a potem od razu zamrożony szpinak. Dziabie się to widelcem, soli i sypie hojnie czosnkiem. Jak zacznie toto pyrkać to można dodać śmietanę. Dodanie śmietany jest o tyle dobre, że można nią regulować konsystencję paćki. Kiedy makaron jest gotowy wystarczy go odcedzić, wrzucić do michy, dodać paćkę i wymieszać tak powstałą paszę (odgłos mieszania jest wręcz poetycki - esencja studiowania). Jeść póki gorące.

Jak ktoś nie lubi szpinaku, to bardzo łatwo można ten problem ominąć - paćkę robi się następująco:
Gotuje się małego brokuła (albo dużego - zależnie od stopnia głodu studenta), mogą to być też mrożone cząstki brokuła - takie z pierwszej lepszej paczki. Jak jest miękki, to odcedzamy, dodajemy masełko (choć nie jest konieczne) i śmietanę (to koniecznie). Bierzemy to coś do gniecenia ziemniaków (jak to się nazywa?), lub widelec i rozpaćkowujemy. Pozostaje tylko sypnąć to czosnkiem i postępować dalej tak samo, jak w przypadku paćki szpinakowej.

Pasza jest ukochaną potrawą mojego męża, bo robi się ją szybko, nie trzeba lecieć do sklepu gdy głód przypili (makaron zawsze się znajdzie, a paczkę szpinaku trzyma się w zamrażarce tak na wszelki wypadek), a przede wszystkim można się nią zapchać na tyle, że starczy na obejrzenie kolejnych 8 odcinków Family Guy'a. :D

Pozdrawiam serdecznie!
Maryśka (no.. Julka też pozdrawia z głębi mojego dużego brzucha)

A na koniec jeszcze coś ode mnie. Nie mogę nic dodać to powyższego przepisu - ideologicznie jest doskonały :)

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • 2 garnki (albo jeden, jeżeli tylko jeden się posiada)

  • jakiś sztuciec do mieszania (potem się nim dokonuje konsumpcji, więc mniej mycia)

  • micha (w czymś to trzeba zjeść)

  • to coś do gniecenia ziemniaków (ale tylko w wypadku, gdy posiadamy coś takiego i na dodatek nie lubimy szpinaku)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Śledzik po studencku

Autor: misiuziu niedziela, 7 marca 2010, 17:06 komentarze: (2)
Wczoraj będąc na zakupach upatrzyłem sobie wiaderko ze śledziami solonymi. Strasznie mnie naszło na te śledzie, więc je zakupiłem. Śledzie miałem mieć na kolację.

Składniki:

  • śledź solony, jakieś 3 płaty

  • makaron, garść

  • dwie marchewki średniej wielkości

  • cebula

  • koncentrat pomidorowy, łyżki dwie

  • kapka oleju

  • sól i pieprz i papryka w proszku



Zbliżała się pora kolacji, to wyjąłem sobie śledzie z wiaderka. Żeby nie było, że jestem niedoinformowany, wiedziałem, że śledzie będą słone. Ale nic to! Się je opłucze i będą się nadawać. Opłukałem. Odgryzłem kawałek i stwierdziłem, że są cholera niestety ciut za słone. Wypiłem całą wodę, która była w mieszkaniu (a współlokator mnie opieprzył, że nie zagotowałem następnej).

Kto by się jednak przejmował takimi małymi niedogodnościami jak za słone śledzie. Coś mi się kiedyś obiło o uszy, że śledzie trzeba moczyć, żeby sól z nich wyszła. Więc po półgodzinnym moczeniu śledzi skosztowałem ich po raz wtóry. Nie uwierzycie! Dalej były słone jak ja pie... Kto inny mógłby się zrazić do śledzi, ale nie ja! Zasiadłem do kompa i chwilę potem się dowiedziałem, że śledzie muszą się moczyć od kilku do kilkunastu godzin.

W ten oto sposób, z kolacji zrobiło mi się śniadanie. Na swoje usprawiedliwienie muszę powiedzieć, że to był pierwszy raz jak robiłem coś ze śledzi, bo od niedawna dopiero je jadam (wcześniej były zawsze niedobre).

Co do samego przepisu - obieramy marchewkę i tniemy ją w plasterki. Gotujemy ją razem z makaronem. W tym czasie obieramy cebulę i kroimy ją w półtalarki. Konieczne jest również nastawienie wody na herbatę, gdyby śledzie okazały się jednak za mało namoczone.

Na patelnie wlewamy odrobinę oleju i go rozgrzewamy. Wrzucamy na to cebulę i śledzie. Dosłownie chwilę potem (w sumie to chciałem zaczekać, ale mi cierpliwości nie starczyło) wrzucamy ugotowany makaron z marchewką. Podsmażamy to wszystko. Mieszając, staramy się rozdrobnić śledzie. Mi wyszło to całkiem przypadkiem, ale efekt był fajny :) Jak już czujemy, że wszystkie składniki nadają się do jedzenia (będą miękkie i nie będą surowe) dodajemy dwie łyżeczki koncentratu pomidorowego i dolewamy trochę wody. Całość musi się połączyć, tworząc coś w rodzaju sosu (tylko, że dość mało ma go być). W tym samym czasie dodajemy przypraw do smaku. I gotowe.

Na sam koniec chciałbym przypomnieć, że jutro dzień kobiet. A ponieważ na pewno każda kobieta uważa, że w ten dzień należy jej się szczególna uwaga (przez wszystkie pozostałe dni można mieć na nie wyłożone), nie zapomnijcie o złożeniu życzeń. Jeśli jednak zapomnicie, to tutaj macie coś na przeprosiny :)

P.S.
Znacie jakieś dobre potrawy ze śledziem? Zostało mi prawie całe wiaderko :)

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • garnek

  • widelec

  • patelnia

  • talerz

  • miska od moczenia śledzi

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Studenckie gotowanie - książka

Autor: misiuziu sobota, 13 lutego 2010, 12:12 komentarze: (5)
Tak się złożyło, że w końcu udało mi się skończyć pisać książkę. O ile potrzebuję ona jeszcze redagowania i poprawek, to jednak już jest :)

W związku z powyższym udostępniam jej fragmenty. Co mogę powiedzieć o moim "dziele"?

-posłuchałem was i większość przepisów jest nowa i świeża (nie publikowałem ich i nie będę)
-przepisy, które się powtarzają (bo część z nich jest tak podstawowa, że musiała się znaleźć w książce) są napisane od nowa, od początku (nie używałem poleceń kopiuj-wklej)
-po za przepisami, które stanowią większą część książki, są także ogólne porady dla początkujących (i nie tylko) studentów

To tak w skrócie. Fragmenty są udostępnione w newleterze (w prawym pasku możecie znaleźć formularz, którym możecie się zapisać). Dlaczego wam to daję? Bo czekam na konstruktywne opinie (krytykę również, a może przede wszystkim). Mam nadzieję, że wam się spodoba.

P.S.
Udostępniam 4 fragmenty książki. I przypominam o konkursie :) Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Takie coś z makaronem i czosnkiem

Autor: misiuziu czwartek, 11 lutego 2010, 18:00 komentarze: (2)
Zgodnie z obietnicą piszę (ę, bo to pierwsza osoba liczby pojedynczej) przepis.

Składniki:

  • makaron spaghetti, jakieś 200 gramów

  • 4 ząbki czosnku, ale takie dorodne

  • oliwa

  • 2-3 ostre papryczki

  • natka pietruszki

  • sól i pieprz



Czosnek obieramy i kroimy na plasterki, możliwie cienkie. Papryczki myjemy, i robimy z nimi dokładnie to samo. Wrzucamy na rozgrzaną oliwę paprykę i ją podsmażamy. Jak trochę zmięknie, to dorzucamy czosnek i smażymy dalej. Nie można dopuścić, żeby czosnek zbrązowiał!

Oczywiście, zanim to wszystko zrobimy, gotujemy makaron. Ma być dość twardy (bardziej niż al dente). I jeszcze sobie wcześniej kroimy pietruszkę. Zamiast pietruszki można użyć świeżej bazylii albo innych ziół (byle świeżych i zielonych).

Wróćmy jednak do patelni. Skoro czosnek i papryka są już gotowe, wrzucamy na patelnie posiekaną pietruszkę, mieszamy i od razu wrzucamy makaron. Dokładnie wszystko mieszamy, żeby makaron pokrył się ze wszystkich stron oliwą z dodatkami. Wszystko robimy na małym ogniu.

Jeśli makaron był zimny, to należy to chwilę podgrzewać na wspomnianej patelni. Później nadaję się już do jedzenia. Proste i smaczne. Czekam na wasze wariacje :)

P.S.
Solem i pieprzem doprawiamy to w między czasie.



[Listonic]


Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • patelnia

  • nóż i deska

  • garnek

  • talerz i widelec

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Konkurs - gotuj z Tomaszem

Autor: misiuziu środa, 10 lutego 2010, 19:09 komentarze: (3)
Nie ma jak dać beznadziejny tytuł posta, który ma przypominać "Gotuj z Pascalem". Ale nic na to nie poradzę, że oddaję on najlepiej całą ideę :)

Pewnie teraz czekacie, aż napiszę szybko o co chodzi. To już piszę. Tylko się chwilę zastanowię...

Dawno, dawno temu, na dalekiej północy, gdzie mieszkałem (czytaj Szczecin) zdarzyło się ... no w sumie nic nadzwyczajnego. Skontaktował się ze mną jeden z twórców tego serwisu z prośbą o jakąś informację na blogu. Więc ją napisałem. Obeszło się to chyba jednak bez większego echa :P Teraz natomiast twórcy serwisu odwalili coś takiego... że jestem dla nich pełen szacunku (bo ludziom częściej takie pomysły powinny się rodzić w głowach).

Założyli oni specjalną stronę (o tutaj), która służy do ... nie mam pojęcia do czego służy (pewnie do tego żeby ją oglądać). I na tejże stronie ogłosili konkurs, który trwa do odwołania, w edycjach dwutygodniowych. Tłumacząc to na język bardziej zrozumiały:

$iOdwołanie=0;
while(!$iOdwołanie)
{
if($minely)dwa_tygodnie)
daj_nagrody(array('czytelnik 1 bloga Studenckie gotowanie',
'czytelnik 2 bloga Studenckie gotowanie',
'misiuziu'));
}

Gdzieś tam jeszcze powinno być możliwość przerwania tej pętli oraz możliwość zmiany osób, które otrzymają nagrody, ale mi się bardziej podoba tak jak jest :)

Teraz w końcu powiem o co chodzi (wcale nie przeciągałem), czyli zasady konkursu:
1. Ja piszę przepis. Taki konkurs to od siebie też coś dołożę. A co!
2. Ty gotujesz potrawę z przepisu.
3. Robisz zdjęcia i/lub potrzebną dokumentację (opis jak to robiłeś, swoimi słowami).
4. Zdjęcia mają być potrawy, a nie nagich piersi (nie dotyczy ładnych kobiet).
5. Wysyłasz mi maila z tym wszystkim (adres plum.ziu@gmail.com), w tytule wpisując "Konkurs - gotuj z Tomaszem".
6. Czytam maile (tak, potrafię czytać), wybieram 2 najlepsze. Będzie to jak zwykle subiektywna ocena bazująca na opisie, inwencji twórczej podczas gotowania, zdjęciach (szczególnie tych nagich piersi).
7. Opisuję to, co do mnie wysłaliście.

A teraz zasady, które obowiązują, żeby dostać nagrody :P (chociaż dla mnie ważniejsze są te powyższe). Żeby nie było, jest to perfidne ctrl+c ctrl+v ze strony organizatorów.
1. Kiedy podajesz przepis kulinarny poproś swoich czytelników o informacje jak im wyszedł, żebyś mogła/mógł później zamieścić notkę podsumowującą osiągnięcia Twoich czytelników,
2. Jeśli chcesz rozdawać swoim czytelnikom drobne upominki (no a po co ja to piszę właśnie? - misiuziu), Dodaj pod przepisem przycisk Listonic’a.
3. Jeśli Twój przepis będzie się cieszył popularnością (trafi do Top 3 w rankingu dwutygodniowym), fundujemy upominki 3 Twoim czytelnikom (Ty wybierasz komu), no i oczywiście Tobie.

I to chyba wszystko na razie. Przepisu nie będzie :P Pojawi się on jutro, punktualnie o godzinie 18. Uwagi, co do zabawy piszcie w komentarzach. Co do upominków również (albo do mnie na maila). Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz

Kaszanka z cebulą

Autor: misiuziu środa, 3 lutego 2010, 18:49 komentarze: (4)
Bardzo mnie kusi żeby opisać jak się robi kaszankę od podstaw, ale na razie się powstrzymam :)

Składniki:

  • kaszanka

  • cebula

  • olej



Kaszanka jest bardzo smaczna, ale pod warunkiem, że ją się dobrze przygotuję. Nie znoszę np. po prostu ugotowanej kaszanki. Jedyny akceptowalna opcja, to kaszanka smażona - taką właśnie teraz opiszę.

Na początek obieramy cebulę i drobno siekamy. Musi ona być naprawdę drobno posiekana. Wrzucamy ją na olej (który wcześniej podgrzaliśmy) i smażymy, póki się nie zeszkli. Jak już będzie w sam raz to trzeba wrzucić kaszankę.

Zapomniałem powiedzieć, że ja leję całkiem sporo oleju (a brzuch później jest ślicznie okrągły). Kaszankę wrzucamy na dwa sposoby. Sposób pierwszy zakłada wyjęcie całej wnętrzności i wrzucenie jej na patelnie (to mój ulubiony sposób). Drugim sposobem jest pokrojenie kaszanki w szerokie plastry i smażenie ich z dwóch stron (flak jest wtedy podsmażony i można go zjeść)

Kaszankę rozwaloną (taką bez flaka) doprawiamy pieprzem ziołowym i majerankiem. Nie robimy tego jeśli macie domową kaszankę, która jest odpowiednio przyprawiona. Mieszamy to i smażymy. Aż nabierze ciemniejszego koloru. Wtedy jest gotowa.

Polecam jeść ją z świeżą bułką z masłem. Pycha!

A teraz kawałek tekstu, którego nie musisz czytać - nikt Cię do tego nie zmusza. ESKK teraz (albo i wcześniej już) udostępnia darmowe lekcje próbne (tutaj np. są lekcję angielskiego). Ale nie licz na to, że jak się zapiszesz, to od razu będziesz znaj język. I tak się trzeba uczyć :P

Zbrudzone naczynia i nie tylko:

  • deska i nóż

  • widelec

  • patelnia

  • talerz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodaj komentarz
ananas (3) aromat do ciasta (2) bagietka (3) bakalie (1) banany (2) bazylia (1) biała fasola (2) białka (1) bita śmietana (1) boczek (11) boczniak (1) bób (1) brokuły (2) brzoskwinia (1) bulion (1) bułka (5) bułka tarta (13) buraki (1) cebula (46) chili (4) chińszczyzna (1) chleb (13) chleb razowy (1) chrzan (1) ciastko (1) ciasto francuskie (3) ciemna fasola (1) cola (2) cukier (31) cukier puder (5) cukier waniliowy (6) cukierki (1) curry (2) cynamon (5) cytryna (8) czekolada biała (1) czekolada gorzka (7) czekolada mleczna (3) czereśnie (1) czerwona fasola (2) czosnek (35) drożdże (10) dżem (1) fasolka szparagowa (3) gałka muszkatołowa (1) gotowanie na kolanie (4) goździki (2) granulat sojowy (1) groszek (7) gruszka (1) grzanki (1) grzyby (2) grzyby suszone (1) herbata (2) herbatniki (2) imbir (2) jabłko (9) jajko (62) jogurt (1) jogurt grecki (1) jogurt naturalny (2) kabanosy (1) kakao (6) kalafior (1) kapusta (3) kapusta kiszona (3) kapusta pekińska (4) karkówka (1) kasza manna (5) kaszanka (1) keczup (4) kiełbasa (16) kminek (2) kolendra (2) koncentrat pomidorowy (9) konserwa (1) koper (2) korpus z kurczaka (1) kostka rosołowa (24) kotlet schabowy (1) kotlety sojowe (2) krakersy (1) krewetki (1) kukurydza (7) kurki (1) kuskus (1) liście czarnej porzeczki (1) liść laurowy (1) lód (3) lubczyk (1) łopatka (1) łosoś wędzony (1) maggi (1) majeranek (2) majonez (8) mak (1) makaron (27) marchewka (12) margaryna (8) marihuana (1) marmolada (1) masło (36) mąka (44) mięso (2) mięso mielone (8) mięta (1) migdały (1) miód (3) mleczko kokosowe (1) mleko (20) mleko w proszku (1) mozzarella (1) mózg (1) nachos (1) nać pietruszki (1) naleśniki (3) ocet (1) ocet winny (1) ogórek (5) ogórek kiszony (4) olej (75) oliwa (7) oliwki (4) oregano (1) orzechy laskowe (1) orzeszki solone (1) otręby (2) owoce (1) paluszki rybne (1) papryka (16) parówka (5) patenty (9) pieczarki (12) pieprz (9) piersi kurczaka (19) pietruszka (6) piwo (4) płatki migdałowe (2) pomarańcza (3) pomidor (17) pomidory w puszce (1) pomidory w zalewie (2) por (3) predanie (8) proszek do pieczenia (16) przyprawa gyros (2) przyprawa meksykańska (1) rodzynki (2) rozmaryn (2) rum (1) ryba (1) ryż (16) sałata (2) schab (1) seler (1) ser (19) ser feta (4) ser pleśniowy (3) serek homogenizowany (1) serek topiony (1) serek wiejski (1) sezam (1) słodzik (1) słoiki (1) słonina (1) smalec (5) soczewica (1) sok (5) sok pomarańczowy (1) sok pomidorowy (1) sos boloński (1) sos czosnkowy (1) sos pomidorowy (2) sos sałatkowy (1) sos sojowy (1) sos vinaigrette (1) sos z torebki (1) sól (11) spirytus (2) surówka (2) suszone pomidory (1) syrop wiśniowy (1) szalotka (1) szałwia (1) szczypior (2) szpinak (4) szynka (4) śledź (1) śmietana (17) śmietanka (4) śmietanka 30% (3) tabasco (1) trat pomidorowy (2) truskawki (5) tuńczyk (3) twaróg (4) tymianek (2) tzatziki (1) vegetta (1) wafle (2) warzywa (4) warzywko (4) wino (6) wino białe (1) wiórki kokosowe (1) wiśnie (4) włoszczyzna (7) woda (13) wódka (5) zacierka (1) zasmażka (2) ziemniak (19) zioła prowansalskie (2) zioło (1) zrazy sojowe (1) zupa w proszku (1) zupka chińska (2) żeberka (1) żółtko (1)
A niby kto to ma być?