Składniki:
- ryż
- sól lub kostka rosołowa
Bo zjedzeniu dzisiejszego obiadu z ryżem stwierdzam, że przeszła mi do niego niechęć do ryżu. Co za tym idzie w najbliższym czasie ukaże się kilka przepisów z ryżem. Przystąpmy do rzeczy.
Stawiamy garnek na palnik. W garnku znajduje się woda. H2O z domieszką chloru, kamienia i innych smacznych rzeczy. Mój wujek mówił "Woda to potęga, bo okręty
Wody powinno być tyle żeby zakrywało ryż z woreczka gdy go postawicie pionowo w garnku. Jest to ilość optymalna – wystarczająco dużo, żeby się nie wygotować i wystarczająco mało żeby nie czekać wieki na zagotowanie wody. Przy większych garnkach trzeba wlać więcej wody, ale to chyba oczywiste.
Można zrobić taką sztuczkę jak z gotowaniem makaronu i zagotować wodę w czajniku elektrycznym, a później przelać do garnka.
Jak woda się zagotuje wrzucamy ryż (z przyzwyczajania chciałem napisać makaron), ale nie o tak jak popadnie tylko w charakterystyczny sposób. Każda paczka ryżuma taki uchwyt do wyjmowania. Chwytamy za niego (w końcu po to jest) lub łapiemy za niego widelcem lub nożem i wsadzamy do garnka, centralnie na środek, żeby nie przypalił (nie wiem jak, ale mój kupel spalił ryż jak go gotował, ale Nester zawsze był jakiś taki... inny?) i pionie. W ten sposób po ugotowaniu możemy wyciągnąć go bez szukania uchwytu przy torebce.
Gotujemy ryż 15-17 minut. Na opakowaniu jest, że można nawet do 20, ale wtedy wychodzi taka breja (dlatego jak bylem mały nie lubiłem ryżu). Po 16 minutach powinien być idealnie sypki.
